MKTG SR - pasek na kartach artykułów

W Rudzie Śląskiej uwierzyli w szatana i zabili. Czy morderca z Rudy wyjdzie na wolność?

Joanna Oreł
15 lat temu  w tym bunkrze w Rudzie Śląskiej doszło do okrutnego mordu. Na archiwalnym zdjęciu miejsca zbrodni widać satanistyczne napisy na ścianach
15 lat temu w tym bunkrze w Rudzie Śląskiej doszło do okrutnego mordu. Na archiwalnym zdjęciu miejsca zbrodni widać satanistyczne napisy na ścianach archiwum Polskapresse
To miało być spotkanie jak jedno z wielu. Tej nocy jednak Robert i Tomasz postanowili dokonać mordu rytualnego. Mija 15 lat, odkąd Karina i Kamil zostali zasztyletowani w leśnym bunkrze w Rudzie Śląskiej

Tomasz S. ma 36 lat, Robert K. jest o rok młodszy. Powinni teraz być z bliskimi. Cieszyć się życiem. Sami jednak wybrali dla siebie inny scenariusz. Dla siebie i swoich przyjaciół. Tomasz do końca swoich dni będzie siedział za kratami zakładu karnego w Strzelcach Opolskich. Tam też karę 25 lat odsiaduje Robert. To oni 15 lat temu dokonali makabrycznego mordu w Rudzie Śląskiej-Halembie. W satanistycznym rytuale zabili Karinę i Kamila. Wydarzenia sprzed lat dla wielu pozostają traumą. Inni starają się o nich zapomnieć. Nie chcą rozdrapywać ran.

Zabili przyjaciół. Dla "szatana"

Karina, Kamil, Tomasz i Robert - przyjaciele z Halemby. W 1999 roku łączy ich podobny wiek - mają od 18 do 21 lat i podobne zainteresowania - "rytuały satanistyczne". Bunkier w Halembie nadaje się do tego idealnie. Z dala od drogi i domów. Spotykają się tutaj nieraz. Czytają tzw. biblię szatana, palą świece, trzymają się za ręce, uprawiają rytualny seks. Tym razem jednak Karina i Kamil nie wiedzą, że ta wizyta będzie ich ostatnią. Jest noc z 2 na 3 marca. Karina, Kamil, Robert i Tomasz udają się w głąb lasu do starego bunkra. Ci ostatni wchodzą do środka. Karina i Kamil czekają. Nie wiedzą, co szykują ich koledzy. Ufają im. Tymczasem Robert i Tomasz malują wewnątrz odwrócony krzyż, trzy litery F (to szósta litera alfabetu łacińskiego, co w przełożeniu na Apokalipsę św. Jana oznacza liczbę bestii - 666). Na ścianach bunkra krwawą czerwienią znaczą także krzyż Konfucjusza i symbole bóstw Amona i Ra. Pojawia się też napis "Dies Mies Jeschet boenedoesef douvena enithemaus", co oznacza: "Ta podwójna ofiara dobra jest dla miejsca dwóch żyć". Tomasz i Robert rozpalają świece.

Karina i Kamil wchodzą do bunkra. Oprawcy czytają formuły rytualne po łacinie. Ich ofiary klękają wewnątrz pentagramu. Głowy mają pochylone. Nie wiedzą, że czeka ich śmierć. Śmierć, którą Robert i Tomasz planowali dla nich od ok. pół roku. Kupili w tym celu noże na kształt średniowiecznych sztyletów. Dlaczego akurat Karina i Kamil? Robert oraz Tomasz chcieli złożyć "szatanowi" ofiarę z dziewczyny i chłopaka. 18-letniego Kamila wybrali od razu. Dziewczyną złożoną w ofierze pierwotnie miała być Ania, wówczas dziewczyna Tomka. Była z nim w ciąży. Tomasz zaś nie chciał, by ktoś obcy wychowywał jego dziecko...
Życie w bunkrze miał jej odebrać Robert. Chłopak nie wytrzymał. Wtedy oprawcy dowiedzieli się, że do Rudy Śląskiej z Londynu wraca 19-letnia Karina. Dziewczyna kochała się w Tomku. Pisała do niego listy miłosne. Ale zauroczony nią był Robert. To on w nocy z 2 na 3 marca stał z uniesionym nożem nad 18-letnim Kamilem. Karinę miał zabić Tomasz. Dziewczyna broniła się. Błagała o pomoc Roberta. Karina zginęła od ciosów nożem w głowę, brzuch i klatkę piersiową. Kamilowi zadano osiem uderzeń w plecy i w głowę. Oskarżeni Robert i Tomasz podczas rozpraw nie wytrzymali. Oboje przyznali się do winy. I do tego, że dokończeniem satanistycznego rytuału miało byś samobójstwo. Na to jednak i Robertowi, i Tomaszowi nie wystarczyło odwagi.

Kształcą się, chcą wolności

Tomasz S. wyrokiem Sądu Najwyższego odsiaduje karę dożywotniego więzienia. Robert K. za kratkami ma spędzić 25 lat. Obaj przebywają w zakładzie karnym w Strzelcach Opolskich. Tam, gdzie karę odbywał m.in. Mariusz Trynkiewicz.

Czy Tomasz i Robert są dzisiaj równie niebezpieczni jak 15 lat temu? Ten pierwszy siedział już w aresztach m.in. w: Bytomiu, Tarnowskich Górach, Zabrzu, Strzelcach Opolskich, Łodzi, Opolu, Raciborzu, Gliwicach, czy w Wojkowicach. - Był spokojny. Z tego, co pamiętam, nie sprawiał większych problemów - mówi Dariusz Wajszczyk, zastępca dyrektora aresztu śledczego w Gliwicach, gdzie dwukrotnie przebywał Tomasz S.

Skazaniec starał się o naukę w szkole zawodowej w zakładzie w Nysie. Stamtąd na stałe trafił do Strzelec Opolskich. Szkołę ukończył. Robert K. ma 25 lat do odsiadki. Po 15 latach odbywania kary, czyli teraz, może ubiegać się o wcześniejsze zwolnienie. I tak też zrobił. - W tym roku wpłynął do nas wniosek w sprawie przedterminowego zwolnienia. Jednak dotychczas nie rozpatrzono go, więc trudno określić, jakie będą efekty postępowania - wyjaśnia Ewa Kosowska-Korniak, rzeczniczka prasowa Sądu Okręgowego w Opolu.

Halemba nadal jest w szoku

Minęło 15 lat. Myśl o tej brutalnej zbrodni nadal pozostaje w pamięci mieszkańców.

- Miałam wtedy może z 20 lat - wspomina Anita Kołodziej, która mieszka przy ul. Skośnej w Halembie. To miejsce w pobliżu bunkra, gdzie w 1999 roku doszło do makabrycznej zbrodni. - Mój brat chodził do szkoły z młodszym bratem Tomka. Pamiętam, jak po tych wydarzeniach chłopak obchodził urodziny. Nikt się tam nie pojawił oprócz mojego brata. Ludzie odwrócili się od tych rodzin.
Zarówno bliscy Tomasza, jak i Roberta wyprowadzili się z Halemby. Nie mieli tutaj życia. Pani Zofia, która w pobliżu lasów, gdzie doszło do tragedii, prowadzi ogródek działkowy, nadal jest w szoku. - To była normalna młodzież z normalnych rodzin. Ktoś tam wspominał, że jeden z tych zabójców miał w domu biblię szatana i nie przyjmował księdza po kolędzie, ale co z tego było prawdą, a co plotką, kto to dzisiaj wie - komentuje rudzianka.

Po 15 latach rzadko który z mieszkańców Halemby chce rozmawiać o tamtych wydarzeniach. Jeszcze mniej z nich wie, gdzie znajduje się bunkier młodocianych "satanistów". Wraz z krwawymi napisami na ścianach oraz śladami zbrodni został on zamurowany kilka lat temu.

Trauma pozostaje. I smutek też

Ksiądz Bernard Drozd od 1998 roku jest w tutejszej parafii pw. Matki Boskiej Różańcowej. Wtedy, w marcu 1999 roku, od pół roku był jej proboszczem. Z trudem wspomina o tamtych wydarzeniach. - Nie ma co rozdrapywać ran - mówi.
Bliscy znajomi Kariny nalegali, by ksiądz zgodził się na katolicki pogrzeb z mszą świętą. Przystał na to. Sam jednak, jako początkujący proboszcz, nie zdecydował się na dokonanie pochówku. Poprosił o to, dziś już nieżyjącego, księdza Alojzego Brzezinę, emerytowanego proboszcza parafii.

Pod koniec lutego 2000 roku przed katowickim Sądem Okręgowym rozpoczął się proces 22-letniego wówczas Tomasza i 21-letniego Roberta. Ksiądz Andrzej Kołek, obecnie proboszcz parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Uzdrowienia Chorych w Bojszowach Nowych, który wówczas był związany z katedrą filologii klasycznej Uniwersytetu Śląskiego, doskonale pamięta tamten rok. Podczas jednej z rozpraw tłumaczył na zlecenie sądu słowa z kartek, które znaleziono na miejscu okrutnego mordu. - Autorzy tekstu próbowali ułożyć formuły ofiarne przekształcone ze ślubów zakonnych. Nie znali jednak podstawowych zasad składni i fleksji języka łacińskiego - wspomina ks. Kołek.

Formuła ta miała brzmieć m.in. tak: "Ja, Adam Wielki zabić moje ciało na ofiarę, aby piekło pokazać, staję pierwszy, aby pokazać moją boskość...". To była pierwsza taka rozprawa w życiu księdza Kołka. Pierwsza i ostatnia, która tak głęboko utkwiła mu w pamięci. Podobnie zresztą jak w przypadku mecenasa Wiesława Honorowicza. 15 lat temu był on obrońcą Roberta K. - Sprawy o zabójstwo zwykle są trudne w prowadzeniu, ale ta była wyjątkowa ze względu na ogromną presję społeczną oraz medialną. Społeczeństwo było zbulwersowane i zszokowane. Relacjonowano tę sprawę jako zabójstwo o podłożu satanistycznym. Natomiast ja odniosłem wrażenie, że nikt nie zadał sobie trudu, by przeanalizować i wziąć pod uwagę m.in. opinie biegłych z zakresu teologii, z których wynikało, że wydarzenia sprzed 15 lat - racjonalnie rzecz ujmując - niewiele wspólnego miały z satanizmem o charakterze wyuzdania seksualnego - bo i takie teorie się pojawiały - wspomina mecenas Honorowicz. Dodaje, że podczas jednego z pierwszych przesłuchań Robert odruchowo na korytarzu przywitał się z ojcem jednej z ofiar. - Nie wynikało to z cynizmu i wyrachowania, ale z przyzwyczajenia, bo on doskonale znał rodziny swoich znajomych - uważa Honorowicz.

Wybrali tragiczny scenariusz

Jak podkreślają znajomi Tomasza i Roberta z Halemby - obaj pochodzili z normalnych rodzin. - Tam nie było patologii - mówią. Co więc nimi kierowało w nocy z 2 na 3 marca 1999 roku? Robert podczas przesłuchania w prokuraturze zeznał: "Chciałem zdobyć przychylność zła, zabijając Kamila". Tomasz dodawał: "Nie zdawałem sobie sprawy, że tak trudno zabić człowieka".

- To była dramatyczna sprawa. Dwoje niewinnych ludzi straciło życie. Dwoje poukładało je sobie z pewnością nie tak, jak sobie to wymarzyli. Przerażające jest to, że oni się znali, byli przyjaciółmi - mówi ówczesny obrońca Roberta.

Dziś to jednak nie przywróci życia Karinie i Kamilowi, a Robertowi i Tomaszowi nie da wolności. 15 lat temu znajomi z Halemby w starym bunkrze na zawsze zmienili swój życiowy scenariusz.

***

Nie tylko kodeks. Tomasz S. i Robert K. w marcu 2000 roku zostali skazani przez Sąd Okręgowy w Katowicach. W lipcu tego samego roku katowicki Sąd Apelacyjny utrzymał w mocy wyrok dożywocia dla pierwszego z mężczyzn i 25 lat więzienia dla drugiego. Obrońca S. wniósł kasację do Sądu Najwyższego. Ten utrzymał wysokość kary. Tłumacząc, że oprócz kodeksów w sprawie brano pod uwagę także wartości moralne i obyczaje.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni