W Tarnowie mieli sobie ułożyć życie. Awantura i śmierć syna przekreśliły wszystko. Nic nie zapowiadało tragedii w bloku przy Krakowskiej

Robert Gąsiorek
Robert Gąsiorek
Dramat rozegrał się we wtorek 5 października. 7-letni Maksym nie żyje. Z ranami ciętymi i kłutymi do szpitala trafiła jego matka. W szpitalu znajduje się także Dymitr, który również ma rany od noża, a także złamaną miednicę, co było efektem upadku z drugiego piętra.
Dramat rozegrał się we wtorek 5 października. 7-letni Maksym nie żyje. Z ranami ciętymi i kłutymi do szpitala trafiła jego matka. W szpitalu znajduje się także Dymitr, który również ma rany od noża, a także złamaną miednicę, co było efektem upadku z drugiego piętra. Robert Gąsiorek
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Anastazja wraz z siedmioletnim Maksymem przyjechali z Ukrainy do Polski. Chciała być bliżej męża, a syn bliżej ojca. Rodzinne gniazdko uwili sobie trzy miesiące temu na drugim piętrze bloku przy ulicy Krakowskiej. Do wtorku (5 października) byli praktycznie anonimowi. Tego dnia rano w mieszkaniu rozegrał się dramat, o którym głośno jest w całej Polsce. Siedmioletni Maksym nie żyje, jego ranni rodzice są w szpitalu. Jak do tego doszło?

Morderstwo w bloku przy ulicy Krakowskiej w Tarnowie

Na parapecie przed wejściem do klatki schodowej ktoś ustawił kilka zniczy. To dla 7-letniego Maksyma, który został zamordowany.

Praktycznie wszyscy kojarzyli chłopca, który często spacerował z mamą i ojcem koło budynku.

Bliżsi i dalsi sąsiedzi nie mogą otrząsnąć się po dramacie, który we wtorek rozegrał się praktycznie za ścianą. Spotykani na wewnętrznym podwórku przez naszego reportera, są przybici.

- To był taki fajny chłopiec. Był niepełnosprawny ruchowo i intelektualnie, słyszałem nawet, że jeden z sąsiadów załatwiał mu gdzieś w Tarnowie rehabilitację. Nie mogę pojąć, jak można go było zabić. Jeszcze niedawno widziałem całą trójkę, jak wspólnie spacerowali wieczorem. To się w głowie nie mieści - mówi mężczyzna mieszkający w sąsiedniej klatce.

Przytulił żonę i synka, a później rzucił się na nich z nożem

Dymitr T. w Polsce legalnie mieszkał od kilku lat. Pracował jako kucharz w jednej z tarnowskich restauracji. W maju dołączyła do niego żona Anastazja i synek Maksym. Wygląda na to, że chłopiec był oczkiem w głowie rodziców. Na swoich profilach na Facebooku każde z nich pozuje do zdjęć z synkiem.

- Wyglądali na spokojnych, nawet trochę wycofanych, ale to być może efekt nieznajomości języka - słyszymy od kolejnego sąsiada.

We wtorek 5 października po godz. 9, wraz z innymi lokatorami zaniepokoił się, gdy usłyszał krzyki dochodzące ze wschodniej części bloku. Wyszedł na balkon od strony ulicy Narutowicza. Zobaczył mężczyznę leżącego na trawniku przed blokiem.

- Był w samych bokserkach, zbroczony krwią. Za chwilę zbiegła się chyba policjantów ze znajdującego się obok komisariatu i otoczyli go - relacjonuje lokator bloku.

To był Dymitr. Chwilę przed tym, jak wyskoczył z balkonu mieszkania na drugim piętrze, wewnątrz rozegrały się sceny jak z najgorszego koszmaru. Z relacji Anastazji wynika, że mąż położył się w łóżku obok niej i synka w łóżku. Mocno ich przytulił, po czym nagle wstał, chwycił za nóż i rzucił się na bliskich.

Co w niego wstąpiło? Śledczy próbują to ustalić.

Anastazja wybiegła na klatkę schodową i zaczęła wzywać pomocy. - Uciekała schodami do góry, a za nią biegł mężczyzna z nożem - opowiada pan Mariusz, który jest najbliższym sąsiadem rodziny T. - Kobieta krwawiła, zostawiała czerwone ślady, gdy opierała się o ścianę.

Kobieta znalazła schronienie w jednym z mieszkań na trzecim piętrze. Wtedy jej mąż wrócił do siebie i wyskoczył z balkonu.

Dymitr miał problemy zdrowotne?

Policjanci, którzy wbiegli do mieszkania rodziny T., zastali tam ciało 7-letniego Maksyma. Mimo reanimacji, chłopca nie udało się uratować. Sekcja zwłok wykazała, że otrzymał trzy ciosy kłute w plecy. Wszystko wskazuje na to, że zadał mu je ojciec.

– Od pracodawcy Dymitra t. wiemy, że przez kilka dni poprzedzających tragiczne wydarzenia mężczyzna dziwnie się zachowywał, był zamyślony, zamknięty w sobie – dodaje prok. Sienicki.

W mieszkaniu, w którym doszło do tragedii zabezpieczono dwa zakrwawione noże. Prawdopodobnie posługiwał się nimi Dymitr, który najpierw zadawał nimi ciosy żonie i synkowi, a później próbując popełnić samobójstwo ranił siebie w klatkę piersiową.

27-letniemu Ukraińcowi w czwartek 7 października postawiono zarzuty zabójstwa Maksyma i usiłowania zabójstwa żony.

- Podejrzany złożył skąpe wyjaśnienia. Przyznał się do zarzucanych czynów. Powiedział, że zrobił to w trosce o nich, ale nie rozwinął tej kwestii - zaznacza rzecznik prokuratury.

W piątek 8 października sąd zastosował wobec mężczyzny areszt tymczasowy na okres trzech miesięcy. 27-latek trafi do jednego z zakładów karnych w Polsce, który dysponuje oddziałem szpitalnym mogącym przyjąć Dymitra T. Do chwili wybrania takiego miejsca będzie pilnowany w tarnowskim szpitalu przez funkcjonariuszy policji.

Dramat rozegrał się we wtorek 5 października po godz. 9 w bloku przy ul. Krakowskiej

Tarnów. Nowe fakty w sprawie tragedii w bloku przy ul. Krako...

Black Friday - Świadomość klientów rośnie

Wideo

Materiał oryginalny: W Tarnowie mieli sobie ułożyć życie. Awantura i śmierć syna przekreśliły wszystko. Nic nie zapowiadało tragedii w bloku przy Krakowskiej - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie