W Tenczynku nie było czasu na nudę, a przebojem kolonii były nocne podchody w ruinach zamku

Stanisław Bartosik
Ruiny zamku w Tenczynku, miejsce nocnych podchodów
Ruiny zamku w Tenczynku, miejsce nocnych podchodów FOT. marcin makówka
Tenczynek znany jest dziś głównie z browaru oraz tego, że na parafialnym cmentarzu jest grób Bogumiła Kobieli. No i z tego, że jeździłem tam na kolonie.

Na koloniach w Tenczynku byłem kilka razy, ostatni raz po ukończeniu siódmej klasy szkoły podstawowej. Obok zabytkowej willi (gdzie mieściła się stołówka), do której dojeżdżało się przez zabytkową bramę, stało około piętnastu domków kempingowych, które przez lipiec i sierpień zajmowali koloniści z Cechu Rzemiosł Różnych w Katowicach.

Ośrodek, jak na lata 60. minionego wieku, był fajnie wyposażony. Gry planszowe w dużym wyborze, piłkarzyki, stół do ping-ponga i cymbergaja na dni deszczowe oraz boiska do koszykówki, siatkówki, place zabaw na czas dobrej pogody. Był też oczywiście plac apelowy z masztem, na którym powiewała flaga, oraz oddzielnie stojący gmach, w którym znajdowały się toalety, umywalnie i prysznice.

Co do boisk siatkówki i koszykówki, to odbywały się na nich nie tylko zawody kolonistów. Przynajmniej raz podczas turnusu rozgrywano na nich mecze, w których rywalizowaliśmy z tenczyńską młodzieżą. I mimo że zazwyczaj przyszło nam grać przeciwko nieco starszym rocznikom, to częściej wygrywaliśmy niż przegrywaliśmy.

Z pomocą wychowawców stawaliśmy też do spotkań z tamtejszą, bodajże B-klasową drużyną piłkarską. Byli to całkowici amatorzy, zazwyczaj o wiele starsi od nas, ale kolonijna drużyna, mająca w swoich szeregach m.in. trampkarzy Ruchu Chorzów, Gwarka Zabrze, Stadionu Śląskiego czy Prezydenta Chorzów, nie była bez szans. Jeżeli tylko udało nam się znaleźć dobrego bramkarza, to co najmniej remisowaliśmy.

Inną kolonijną atrakcją były zawody kajakowe. Na jednym z tamtejszych jezior, obok piaszczystej plaży, wybudowano przystań, przy której cumowały kajaki, łódki i rowery wodne. Zabawy były proste, np. kto szybciej przepłynie z jednego końca akwenu na drugi lub też – kto skuteczniej schowa się w rosnących w wodzie szuwarach.

Będąc w Tenczynku nie można było nie odwiedzić pobliskich Krzeszowic. Wtedy pałac Potockich był jeszcze w niezłym stanie i jego zwiedzanie należało do dobrego zwyczaju. Drugim punktem była wędrówka do „cudownego źródełka”, które wypływało w okolicach klasztoru karmelitów bosych. Smak i zapach
tamtejszej wody nie zachęcał do picia, ale każdy jej próbował ze względu na zachwalane walory zdrowotne. Jednak nie wszystkim to wychodziło na zdrowie...

I na koniec jeszcze o stałym punkcie każdych kolonii, czyli zielonej nocy. W Tenczynku wychowawcy w dość prosty sposób spowodowali, że ich... nie było. Otóż podczas ostatniej nocy na koloniach odbywały się nocne podchody, których celem były ruiny zamku. Po trafieniu do łóżek – grubo po północy – nikt już nie miał ochoty na żadne harce.

Wspaniały Maluch Toma Hanksa w najdrobniejszych detalach

Znasz język śląski? Dopasuj słowa do opisu

Tarnowskie Góry. Zabytkowa Kopalnia Srebra wpisana na listę UNESCO [REPORTAŻ DZ]

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Joanna

Też jeździłam na kolonie do Tenczynka i też je bardzo miło wspominam. Być może się spotkaliśmy. Moja babcia pracowała w dziale socjalnym Izby Rzemieślniczej w Katowicach i odpowiadała za wczasy i kolonie, to ona nadzorowała ośrodek i organizowała kolonie. Mama pracowała jako wychowawczyni, a ja z bratem byliśmy pełnoprawnymi uczestnikami, zwykle w innej grupie niż mama. Krótko po tym, jak babcia przeszła na emeryturę, ośrodek sprzedano, jeszcze jakiś czas był dom wczasowy w Bystrej, ale potem chyba już nie było nikogo, kto z taką energią i sercem, jak moja babcia, chciałby się tym zajmować.

Dodaj ogłoszenie