Wciąż nie wiadomo, czy w Bytomiu była puma

Agnieszka Klich
Collage: Marek Michalski
Po pumie, którą rzekomo widziano w niedzielę w Bytomiu-Suchej Górze ani śladu.

Przypomnijmy. O wielkim kocie zrobiło się głośno już kilka tygodni temu. Pierwszy raz był widziany 5 lutego w Mokrej (Opolszczyzna). Tam zagryzł prosięta. A potem wędrował. Przez tereny w okolicy Dobieszowa, Głubczyc, Łan, Gierałtowic, Twardawej, Kurnicy, Dobrej, Kromołowa. Ostatni potwierdzony ślad znaleziono w piątek w Grabówce (gmina Bierawa).

W międzyczasie dzikiego kota rzekomo wiedzieli mieszkańcy Gliwic. Najpierw 27 marca nad potokiem w lesie w okolicy Leboszowic, potem 30 marca na osiedlu Gwardii Ludowej, przy śmietniku. Ani w jednym, ani w drugim przypadku doniesienia mieszkańców nie potwierdziły się. Policjanci nie znaleźli żadnych śladów zwierzęcia. Ale puma znów znalazła się w centrum uwagi w niedzielę. Miał ją widzieć mieszkaniec Suchej Góry, który rano spacerował z psem w okolicy ośrodka sportowego Dolomity, przy rezerwacie Segiet.

Zdaniem specjalisty kot, który wędruje po Opolszczyźnie to puma lub irbis

- Mężczyzna jest wiarygodny. Mówił, że obok niego przebiegło duże, czarne zwierzę - mówi asp. sztab. Adam Jakubiak, rzecznik KMP w Bytomiu. Zdaniem bytomianina mogła to być puma. Do akcji ruszył 30-osobowy zastęp ludzi. Policjanci, strażnicy miejscy i łowczy obserwowali teren rezerwatu i szukali śladów kota. Nic nie znaleziono. Ale stan gotowości trwał jeszcze wczoraj. Na segiecki las mieli oko i policjanci, i strażnicy miejscy. Patrolowali okolicę i przestrzegali mieszkańców przed wchodzeniem do lasu.

W pogotowiu są też służby Centrum Zarządzania Kryzysowego wojewody śląskiego. - Jesteśmy przygotowani, gdyby znów ktoś zadzwonił z informacją, że widział pumę - mówi Andrzej Szczeponek z CZK. W gotowości czeka m.in. weterynarz, który ma do dyspozycji naboje usypiające. - Bardzo mało prawdopodobne, że w Suchej Górze rzeczywiście jest puma - uspokaja Szczeponek. - Poza tym to zwierzę nie zaatakuje człowieka w lesie. Może być niebezpieczne, jeśli poczuje się osadzone.
Wielki kot - ten z Opolszczyzny - prawdopodobnie uciekł z przemytu.

Zdaniem Marka Kocurka, dydaktyka ze Śląskiego Ogrodu Zoologicznego w Chorzowie widziane zwierzę to albo puma, albo pantera śnieżna, czyli irbis. - Ale ani jedno, ani drugie nie jest czarne. Pantera jest takiego samego koloru, jak lew; irbis jest kremowy i ma czarne cętki - mówi Kocurek. Jego zdaniem to możliwe, że w tak krótkim czasie (od piątku do niedzieli) kot dotarł z Bierawy do Bytomia, choć to 30-40 km. - Taką odległość mógłby pokonać w jedną noc - mówi Kocurek.

- Zwierzę nie szuka towarzystwa człowieka. Chowa się przed nim. Ma tak wyostrzone zmysły, że o obecności człowieka wie już 15 minut wcześniej. Z wyżywieniem się nie ma problemu, bo zwierzęta po zimie są osłabione i łatwo je upolować. Według mnie bardziej prawdopodobne jest to, że zwierzę to puma. Irbis jest rzadszym gatunkiem - mówi.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
pat

co to w ogóle znaczy "nie tknął zadnego człowieka" a jak zaatakuje jakiegoś idiote który zapuści sie w teren na którym moze byc kot z własnej głupoty to co kot winny czy ten ktoś- człowiek chyba jest na tyle mądry że potrafi unikać niebezpieczeństw i wie kiedy sie wycofac ale takich co to nie wiedza w tym kraju dostatek, tak czy inaczej zwierze powinno zostac odłowione w sposób profesjonalny i przetransportowane tam gdzie bedzie bezpiecznie dla niego i ludzi. jedyną sytuacją kiedy mozna go zabić powinien byc bezposredni atak na osobe która ma go odłowic

4EPB

Tego kota nie powinno się zabijać, nie tknoł żadnego człowieka i jeśli uciekł z prywatnej hodowli to możliwe że przyzwyczajony do człowieka wogóle nie zaatakuje. Dlatego też nie są podjęte środki w celu jego złapania, gdyż nie stwarza zagrożenia wartego środków finansowych które trzeba by pokryć za akcję poszukiwawczą. Pamiętajmy że w Ameryce Pn. pumy żyją na wolności i właściwie nie stwarzają zagrożenia. Jednak dziwne jest to że zabija tak często, co nie jest natulalne ponieważ drapieżniki "szanują" ofiary bo inaczej nie miały by co jeść, przypuszczam że kot został wytresowany na zabójcę, tak jak tresuje się psy do walki. Inną sprawą jest to że widuje się go w kilku miejscach jednocześnie, według mnie połowa z ataków jest zrodzona z fantazji ludzi, tak jak potwór z lochness.

Dodaj ogłoszenie