Wczasy w PRL to już legenda. Było miło, ale się skończyło

Grażyna Kuźnik
Dom wczasowy FWP Chmielnik w Szklarskiej Porębie
Dom wczasowy FWP Chmielnik w Szklarskiej Porębie Marcin Oliva Soto
Mało kto pamięta, że kiedyś wyjazd na wczasy to był przykry obowiązek. Ale kto raz pojechał w góry czy nad morze, ten chciał tam wrócić.

– Każą grać w szachy, śpiewać o Stalinie i rzucać granatami! – straszyli się robotnicy, których powojenna władza zaczęła wypychać na wczasy. Mieli trochę racji. Organizatorzy naprawdę żądają od urlopowiczów gry w szachy, bo to ulubiony sport w ZSRR, śpiewów o bratnim narodzie, a w świetlicach na półkach leżą granaty ćwiczebne. Szybko jednak ważniejsze stają się wycieczki w góry czy pływanie kajakami. Ale i to się nie podoba. Świat pracy nie jest przyzwyczajony do takiego próżnowania; ludziom brakuje walizek, letnich kreacji i obycia przy stole. A także pomysłów na to, jak być wczasowiczem.

W 1949 roku powstaje Fundusz Wczasów Pracowniczych i odtąd trzeba się już liczyć z wysłaniem na letnisko. Kto nie chce, może nawet wylecieć z roboty. Nie grozi to inteligencji, która natychmiast korzysta z okazji. W pierwszych latach działania FWP około 70 proc. wczasowiczów to właśnie pracownicy umysłowi, 30 proc. robotnicy, rolników prawie nie ma. Takie tendencje będą utrzymywać się jeszcze długo.

Władza najpierw nakazuje, żeby każdy wypoczywał sam. Pracownik nie może zabrać rodziny; dzieci mają kolonie, a niepracująca zawodowo połowica zostaje w domu. W 1950 roku żona rudzkiego górnika Olesia widzi więc w „Trybunie Robotniczej” zdjęcie swojego męża w objęciach ładnej warszawianki, z komentarzem gazety, że ich taniec potwierdza znany „sentyment Śląska do Warszawy”. Roztańczony Oleś miło pozdrawia żonę.

Taki system nie mógł trwać długo i wczasy stają się rodzinne, co przynosi efekty. Jeśli w pierwszym roku z FWP do 54 ośrodków pojechało 12 tys. osób, to siedem lat później wczasowiczów jest już pół miliona, a ośrodków półtora tysiąca. Te liczby stale rosną.

– Nigdy nie myślałem, że będę mógł wyjechać na wczasy, zobaczę góry. A w dodatku urlop spędziliśmy z dyrektorem – cieszył się robotnik z koksowni „Knurów”. Nowe kontakty to zaleta wspólnego wypoczynku. Kodeks na wesoło urlopowicza PRL tak to ujmuje: „Kulturalny wczasowicz nie dąży nachalnie do poznania wszystkich. Potrafi obejść się jedną znajomością, ale za to dobrą.”

Wyjazdy są coraz bardziej popularne, ludzie już wiedzą, jak być wczasowiczem.

– Pierona! Brzucho mi rośnie! Jak ja z takim kufrem będę fedrował? – śmiał się urlopowicz Hubert Dreja z kopalni „Wyzwolenie” w Chorzowie.

Hutnik z huty „Bobrek” chwali się, że wyrabia 150 proc. normy, a na wczasach jeszcze więcej, tyle że w apetycie.

Na wczasy za pół darmo wysłano w PRL miliony osób. Wyjazdy obciążały gospodarkę, ale Polska i tak nigdy nie dogoniła w tej dziedzinie Czechosłowacji czy Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Gdy ustrój PRL upadł, wielu żałowało tylko jednego – wczasów. W następnych latach nie było ich już na nie stać.

Mieszkańcy woj. katowickiego szybko polubili wczasy. Większość z nich po raz pierwszy mogła tak wypocząć

Wspaniały Maluch Toma Hanksa w najdrobniejszych detalach

Znasz język śląski? Dopasuj słowa do opisu

Tarnowskie Góry. Zabytkowa Kopalnia Srebra wpisana na listę UNESCO [REPORTAŻ DZ]

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
wczasowicz
a ile dzieci naprodukowano !!!!!! to boly czasy !!!!!
Dodaj ogłoszenie