We wsi Turze powódź zabrała wszystko. Dziś ziemia oddała z nawiązką

Aleksander Król
Powódź w 2010 r.
Powódź w 2010 r. ARC DZ
W ubiegłym roku nie mieliśmy nawet garści siana, by zrobić maleńką koronę dożynkową. Nie było czego świętować, bo nikt nie zebrał plonów, nasze pola zalała powódź - wspomina Marcelina Waśniowska, sołtys miejscowości Turze, gdzie w niedzielę odbędą się dożynki całej gminy Kuźnia Raciborska.

Będą wyjątkowe, bo gospodarze chcą podziękować za pomoc, która docierała z całej Polski. - Dużo zawdzięczamy dziennikarzom, byliście tu jako pierwsi - dziękuje nam Marcelina Waśniowska.

A w maju 2010 roku w Turzu było naprawdę dramatycznie. Woda wdarła się do wsi 17 maja i została na wiele tygodni. Turze walczyło z powodzią najdłużej.

PRZYPOMNIJCIE SOBIE, CO DZIAŁO SIĘ W ZESZŁYM ROKU W CZASIE POWODZI

- Pompowaliśmy wodę 24 godziny na dobę, przez wiele dni. Niektórzy bez snu. Niejednemu strażakowi, który ma wielkie gospodarstwo mówiłem, idź do domu, jak trzeba będzie, poślemy po ciebie. Ale zostawali - wspomina tragiczny maj Edward Piechula, naczelnik OSP w Turzu, który wówczas nie miał czasu zajmować się swoimi owcami, gdy do wsi przyszły nieproszone Odra i Ruda.

Teraz jego zwierzęta pasą się na zielonej łące w okolicy mostu między Turzem a wsią Ruda, który runął pod naporem fali. Przeprawę odbudowano potem w ekspresowym tempie, dzięki czemu Alfred Brzoska, rolnik z Turza, bez problemu jedzie dziś ciągnikiem na swoje zielone pola kukurydzy. W ubiegłym roku zamiast zbóż "rosło" tu śmierdzące błoto.

- Ledwo udało nam się ocalić cielaki. Woda przyszła nagle. Jechałem po nie traktorem zamoczonym do połowy. Bałem się, że nie wyjadę - wspomina Alfred Brzoska. Rolnicy nie mieli czym karmić swoich zwierząt.

- Nie zdążyliśmy niczego zebrać. Stodoły były puste. Gdyby nie Caritas Diecezji Opolskiej i izba rolnicza, nie mielibyśmy czego dać krowom - mówi Karol Kudla, rolnik, który hoduje przeszło 200 zwierząt. W niedzielę Kudla będzie starostą dożynek, do których mieszkańcy przygotowują się od miesięcy.

Na płotach, gdzie w czerwcu ubiegłego roku wisiały brunatne wodorosty i śmieci, które przyniosła rzeka, wieszają dziś wianki ze zboża i owoce.

Gospodynie pieką już śląski kołocz dla setek gości, a w domu kultury czeka już korona dożynkowa zbudowana przez Sylwię Zasadni i resztę pań z trzech zbóż, nasion kukurydzy i słonecznika. Bo dziś Turze znów jest krainą mlekiem i miodem płynącą.

- Bóg równo dzieli. Ziemia oddała nam w tym roku z nawiązką, to co zabrała wcześniej powódź. Jest urodzaj - cieszy się Brzoska.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie