Wikingowie Daniela Komorowskiego. Tom III „Potęga zemsty”, czyli bijatyka, bijatyka i jeszcze więcej bijatyki. Recenzja

Tomasz Borówka
Tomasz Borówka
Gdy człowiek ma za sobą lekturę równo już dwudziestu historycznych powieści o wikingach, może chyba wybrzydzać. Ale pisząc o powieściach Daniela Komorowskiego o wikingach , z których najnowsza, „Potęga zemsty”, właśnie się ukazała, wybrzydzać mimo wszystko nie będę. Bo też jak mógłbym to zrobić, skoro autor sam przyznaje w posłowiu, iż „nie jest to jednak w żadnym wypadku próba parahistorycznej rekonstrukcji rzeczywistości”, a „akcja cyklu rządzi się własną logiką, różną od stricte historycznej”.

Zatem czytelnik od początku powinien mieć jasnosć, że po prostu nie są powieści historyczne, tylko książki przygodowe, których treści nie ma sensu z historią porównywać, bo tylko pozbawi nas to co najmniej części przyjemności z ich lektury. Ich autor, z premedytacją jak sądzę, obrał kompletnie inną drogę niż pisarze tacy jak Bernard Cornwell (sugestywnie oddający polityczne i militarne realia Anglii w epoce wikingów) czy Bjørn ANdreas Bull-Hansen (drobiazgowo opisujący elementy kultury materialnej tamtych czasów). Bijatyka, intrygi, zdrady, bijatyka, miłość, chędożenie i do tego jeszcze więcej bijatyki – oto saga Komorowskiego. I niezła w sumie recepta na popularność.

Mimo to fabuła pierwszych dwóch tomów sagi rozwijała się jednak jako tako przewidywalnie dla kogoś, kto nie styka się po raz pierwszy ze światem wojowników z północy. Ot, był sobie wspaniały wiking Ragnar, który wraz z synem Ivarem tak długo zajeżdżał Anglosasów, aż się doigrał i kończył w jamie z wężami podstępnego króla Elli, za co pomstę wzięli jego synowie na czele wielkiej armii wikingów. Jednak tak to już być musi z opowieściami o legendarnych herosach. Przeznaczeniem Achillesa jest strzała w stopę, a Janosika szubieniczny hak, w przypadku Ragnara zawsze będzie to jama pełna oślizłych syczących gadów – po czym Valhalla, oczywiście. Niezależnie od tego, czy opowiada o tym średniowieczny skald albo kronikarz, czy twórcy popularnego serialu, czy polski pisarz. Choć będą u Komorowskiego wyjątki od tej zasady (nie pytajcie, co spotka samego Karola Wielkiego).

Ano właśnie… Z fabułą trzeciego tomu jest już kompletnie inaczej. Ivar nie tylko przybędzie na Sycylię (gdzie Wikingowie faktycznie dotarli, tyle że sporo po czasach synów Ragnara), ale zastanie tam cesarza (do którego niebawem dołączy drugi, z początku incognito), a do tego weźmie udział w walkach gladiatorów, odgrywając przy tym na arenie główną rolę. Niemożliwe? Nie dla Komorowskiego, bo trzeba przyznać, że facet fantazję ma.

Jest jednak coś w jego sadze, co autentycznie, już od pierwszego tomu, mnie drażni. To język bohaterów. I wcale nie dlatego, że często bywa prostacki i dosadny – wszak uprzejmych intelektualistów wśród wikingów ze świecą szukać. Chodzi mi o zwroty i wyrażenia, których w ich czasach nikt nie używał, bo zaczerpnięte są z potocznego języka XXI wieku. Może garść przykładów:

  • „Co nie zmienia faktu, że znowu dał ciała”
  • „Oj, już nie chrzań tak!”
  • „Co to znaczy, do cholery?!”
  • „Co oni kombinują?”
  • czy wreszcie (Ivar do Ragnara, szczególnie dla mnie smakowite) „Nie przeginaj, ojcze!”.

Nie przeocz

To wszystko jeszcze od biedy mógłbym zrozumieć, bo to po części język gimbazy, czyli potencjalnego i obiecujacego targetu czytelniczego. Może więc w tym przypadku to świadoma decyzja autora – ci wikingowie som wporzo, skoro mówiom jak my, ziom. Jednak w książkach zdarzają się i anachroniczne kolokwializmy w rodzaju „rozpracowaliście rywala” (to wiking o pokonaniu Karola Wielkiego), „Chciałem zacząć tu od zera, z czystą kartą”, „On też jest na mojej liście” czy „My nie udzielamy się w konfliktach zbrojnych”. Jak Państwu to brzmi w ustach wikinga czy w ogóle człowieka średniowiecza? Bo mnie tu coś jakby nie halo. Zatem co do tego jednego wybrzydzać jednak będę, bo (mając za sobą wspomniane dwadzieścia innych powieści o wikingach) wiem, że można inaczej. A też dobrze.

Zobacz koniecznie

Musisz to wiedzieć

Bądź na bieżąco i obserwuj

Bon na kulturę. Do wydania 400 euro!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Tom III „Potęga zemsty”, czyli bijatyka, bijatyka i jeszcze więcej bijatyki.

Jakis czas to trwało, lecz (ostatecznie) przetransformowano dialektykę marksistowsko-leninowska na sposób (do życia) użyteczny dla świadomości "beznadziejnej", tj. wyrażającej się sloganem "nadzieja jest matką głupich !". Pomilczymy, ... zobaczymy !..

Dodaj ogłoszenie