MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Woj. śląskie: Wyborcze naj...

JAK, MIR, JS, PP
Trzeba nam dobrego gospodarza w gminie - mówią w Dąbrowie
Trzeba nam dobrego gospodarza w gminie - mówią w Dąbrowie Fot. Janusz Strzelczyk
Gmina Wilkowice, leżąca nieopodal Bielska-Białej, frekwencją w niedzielnych eurowyborach dała przykład, jak powinno się korzystać z demokracji.

W tej liczącej 12,5 tys. mieszkańców gminie głosowało aż 31,54 proc. uprawnionych. To drugi wynik w województwie śląskim po Cieszynie.

- Zawsze głosuję, więc w niedzielę także poszłam do urny. Już wcześniej wiedziałam na kogo oddam swój głos - mówi Ruta Mirosława, która prowadzi kwiaciarnię w Wilkowicach. Według niej, do tak wysokiej frekwencji przyczyniło się to, że Unia Europejska otworzyła przez Polakami granice, z czego chętnie skorzystali mieszkańcy Wilkowic. Sama pracowała przez dwa lata w Austrii.

Poza tym typowo rolnicze kiedyś Wilkowice w ostatnich latach zmieniły się w gminę podmiejską. Niewiele osób żyje z roli. Pozostali mieszkańcy mają własne firmy, większość dojeżdża do pracy w Bielsku-Białej.

Istnieją tylko na listach

Najniższą frekwencję wyborczą na Śląsku zanotowano w gminie Krzanowice w powiecie raciborskim. Na 4868 uprawnionych do urn poszło zaledwie 11,77 procent. Niska frekwencja to w tej gminie norma przy każdych wyborach. Dlaczego?

- Wielu mieszkańców zameldowanych w Krzanowicach na stałe mieszka za granicą. Według spisu wyborców uprawnionych jest więc sporo, ale w praktyce wygląda to inaczej - wyjaśnia Mariola Czarniecka, koordynatorka tutejszej komisji wyborczej. Większość krzanowiczan pracuje, a wielu i mieszka na stałe w Niemczech.
Nic dziwnego, bo podczas ostatniego spisu powszechnego aż 90 procent mieszkańców zaznaczyło, że ma niemieckie korzenie.
Wyborcy, którzy widnieją w gminnych spisach, ale faktycznie mieszkają za granicą, to specyfika całego powiatu raciborskiego, gdzie frekwencja wyniosła w sumie zaledwie 19 procent (również najmniej w regionie).

Brak wiary w zmiany na lepsze

W rejonie częstochowskim średnia frekwencja wyniosła 16,86 procent. Najwyższa była w samej Częstochowie - 27. 83 proc., najniższa w gminie Dąbrowa Zielona - 11,91 proc. Bardzo niską frekwencję mieszkańcy gminy Dąbrowa Zielona tłumaczą brakiem wiary w zmiany. Zdaniem mieszkańców w gminie nie dzieje się dobrze. Porównują sąsiedni Przyrów z Dąbrową Zieloną. Sąsiedzi korzystają z funduszów unijnych, widać duże zmiany na lepsze. - Nam potrzeba dobrych gospodarzy, tu w gminie, a nie przedstawicieli w Unii - mówi Jan Nowak, mieszkaniec Dąbrowy Zielonej.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni