Wojna oczami dziecka. „Orlęta. Grodno’39” Krzysztofa Łukaszewicza

Adam Pazera
„Orlęta. Grodno’39” Krzysztofa Łukaszewicza mają przedstawiać „historię heroicznej walki cywilnych mieszkańców Grodna, w dużej mierze harcerzy i młodzieży szkolnej, z rosyjskim najeźdźcą” (opis filmu).

W naszej świadomości mianem „orląt” określało się młodych obrońców Lwowa, którzy bohatersko bronili miasta w latach 1918-19 w czasie wojny polsko-ukraińskiej, jak i z bolszewikami w 1920 roku. Ale były też inne Orlęta, albowiem Naczelny Wódz, gen. Władysław Sikorski podczas inspekcji Armii Polskiej w Związku Sowieckim w grudniu 1941 roku, przypisał to historyczne miano również tym, którzy w dniach 20-22 września 1939 roku stawiali zaciekły opór bolszewickim hordom. A ponieważ większość wojska stacjonującego w Grodnie została odesłana do walk z Niemcami (pozostało jedynie ok. 200 żołnierzy), obronę miasta – mimo braku broni artyleryjskiej i czołgów - podjęli uzbrojeni mieszkańcy (ok. 2-2,5 tys.), a wśród nich młodzież szkolna, harcerze i nawet kilkunastoletnie dzieci. W wyniku paktu Ribbentrop-Mołotow, na ziemie polskie wkroczyli Sowieci.

A we wrześniu’39 dla patriotycznych grodnian nie miało znaczenia czy będą walczyć z wrogiem ze swastyką na hełmie czy czerwoną gwiazdą na furażerce. Po zajęciu miasta bolszewicy, w ramach zemsty zamordowali co najmniej 300 bohaterskich mieszkańców, a polskie rodziny wywożono, hen na wschód, na „nieludzką ziemię”. Wspomniany gen. Sikorski nie zdążył spełnić obietnicy, aby miasto otrzymało Virtuti Militari i tytuł Zawsze Wiernego.

Po krótkim rysie historycznym wróćmy do fabuły filmu „Orlęta. Grodno’39”… Ale niezbyt odpowiada mi przedstawiony wyżej jednozdaniowy opis filmu. Co nie znaczy, że potępię film w czambuł, o nie, akceptuję go, ale z innego punktu widzenia, chodzi mi bowiem o konstrukcję dzieła.

„O czym marzyłeś druhu młody, gdy z nagła pękł Twój marzeń świat? Gdzie jesteście Rudy, Alku, Zośko? Gdzie Twe dzieci, Polsko? Na twych szańcach, Polsko! (…)” to piosenka
o młodych chłopcach z Szarych Szeregów, organizacji harcerskiej w czasie II wojny światowej. W „Orlętach…” Krzysztofa Łukaszewicza, trzy lata wcześniej (zanim trzej wspomniani bohaterowie podjęli walkę), bo w 1939 roku, Leosia Rotmana, 12-letniego żydowskiego chłopca, mieszkańca Grodna, nie przyjęto do harcerstwa, ale był na szańcach
w czasie ataku Sowietów na miasto! Zaś jego zmarły przedwcześnie ojciec nie zdążył go ochrzcić, ale oswajał z polskością i uczył przywiązania do niej.
…Końcówka roku szkolnego 1939, Leon chodzi do szkoły z polskimi dziećmi, kocha się
w szkolnej koleżance, Ewelinie, z wypiekami na twarzy czyta „Krzyżaków” Sienkiewicza, śpiewa przed lustrem „Bogurodzicę” (ale przechodzi mutację, więc nie wychodzi mu to najlepiej). Z niekłamanym zachwytem przygląda się przejeżdżającej przez miasto kawalerii, z zazdrością patrzy na maszerujących harcerzy. Drobne kuksańce w szkole i na ulicy z powodu semickiego pochodzenia nie robią na nim wrażenia, raczej z ciekawością przygląda się też ulicznej potyczce Bund-owców (żydowska partia komunistyczna), z ONR-owcami. Choć uczy się bardzo dobrze (chwali go dyrektor szkoły), to na obóz harcerski nie może pojechać, bo brat Jakub został aresztowany za bolszewicką działalność, więc „może po wakacjach”. Nie może też zostać Zbyszkiem z Bogdańca w wystawianym przedstawieniu, bo… „Zbyszko był blondynem”. Jednak walkę „o honor”, na drewniane miecze ze swym rywalem do serca Eweliny – Tadkiem wygrywa, na co ten odgraża się: „zmierzymy się po wakacjach”. Wybuch wojny podczas inauguracji roku szkolnego, kiedy budynek zostaje zbombardowany, to jakby druga część filmu. Tadek postanawia iść na front, wspomóc żołnierzy („harcerzy potrzebują do łączności”). Na zamiar Leona towarzyszenia mu – ten dotychczasowy konkurent w walce o sympatię „klasowej” dziewczyny – dżentelmeńsko odpowiada: „A kto zaopiekuje się Eweliną, gdy zajdzie potrzeba?” Zabiera go jednak ze sobą, oddając mu swoją bluzę harcerską, aby nie epatował koszulą z gwiazdą Dawida. Pełen entuzjazmu Leon („pobijemy Niemców jak Jagiełło”) żegna się z Eweliną („idę do wojska, pomagać”), która prasuje mu bluzę i całuje w policzek na pożegnanie: „Nie daj się tam skrzywdzić, bohaterze!”? Chłopcy wędrują przez zgliszcza i pożogę wojenną, dostrzegając jej koszmar i okrucieństwo, a po jakimś czasie spotykają wracającą kawalerię, zaś dowodzący major doradza: „wracajcie z nami, pomożecie w Grodnie przeciw Sowietom”. I – jak dla mnie - tu rozpoczyna się część trzecia filmu: Leon trafia w pobliże barykady, gdzie zaciekle walczy grupa polskich żołnierzy dowodzonych przez plutonowego. Chłopiec patrzy oczami ciekawskiego dziecka na pozycje żołnierzy, wydawane rozkazy, determinację obrońców. Wreszcie pomaga oddziałowi przedostać się w inne rejony miasta i zwalczać sowieckie czołgi.

Mój ewentualny zarzut to kompozycja dzieła: film tworzą trzy wspomniane części, właściwie nie wiążące się ze sobą. Brakuje mi bowiem wyrazistej, całościowej osi dramaturgicznej. Owszem bohaterem jest Leon, ale w trzeciej części jest właściwie niemym świadkiem walki polskich żołnierzy z nacierającymi, niosącymi „wyzwolenie” Sowietami, a później ich bestialstwa. Ale sceny batalistyczne, jak i obraz okrucieństwa wojny są bardzo realistyczne, na najwyższym poziomie i rekompensują mi ten brak spójności. Zresztą cała scenografia, kostiumy i rekwizyty również mnie satysfakcjonują. Szkoda trochę tego społecznego tła przedstawionego w części pierwszej (nie będę tu analizował relacji polsko – żydowskich, dla jednych wyolbrzymionych, dla innych – jedynie muśniętych), ale w końcowej fazie filmu oglądamy żydowskich komunistów entuzjastycznie witających Sowietów i wieszających Polaków. Lecz jest też inny Żyd, postać zegarmistrza Szmula Lewinsona, który mówi do walczących z czerwonoarmistami polskich żołnierzy: „Ja też mam w tym interes, jak bolszewicy przyjdą, pokradną zegarki i co ja będę naprawiał?” Świetna rola Feliksa Mateckiego jako Leona zapada w pamięć, w drugoplanowych bądź nawet epizodycznych też bez zarzutu wypadają Jowita Budnik (matka Leona), Antoni Pawlicki (major Stoliński, ojciec Eweliny), Bartłomiej Topa (plutonowy Greń), Andrzej Mastalerz (nauczyciel).

I choć w zasadzie poprzez taką trój-częściową konstrukcję dzieła, nie da się stwierdzić, jaka jest główna myśl „Orląt…”, to ja pozytywnie podsumowuję film: najpierw przedstawiający relacje w wieloetnicznym przygranicznym mieście, a później solidne kino batalistyczne.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rutkowski robi show. Zobacz InstaHistorie !

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie