Część wrocławskich przedszkoli od początku strajku nie przyjmuje dzieci. Rodzice zaciskając zęby próbują na różne sposoby zająć się maluchami. Czy mogą walczyć o odszkodowanie?

- Rodzice nie przyprowadzają do nas swoich pociech, rozumieją naszą sytuację i popierają strajk – słyszę w Przedszkolu nr 28 przy ulicy Orlej we Wrocławiu. Poniemiecka willa w której mieści się przedszkole Fantazja, rzeczywiście wygląda na wymarłe, plac zabaw na zapleczu pusty, cisza jak makiem zasiał. Po kilku dzwonkach, zamknięte drzwi uchylają się, a zza nich wygląda jedna z nauczycielek. - Przedszkole zamknięte nie przyjmujemy dzieci – słyszę.

W ogóle? - Tak u nas wszyscy strajkują – odpowiada. Czym się zajmujecie strajkując? Różnie, niektórzy z nas czytają inni rozwiązują krzyżówki lub grają w różne gry – słyszę. A Pani dyrektor też strajkuje? - Ona nie może, ale o tym proszę rozmawiać bezpośrednio z nią samą – mówi nauczycielka. Słysząc, że chętnie z nią porozmawiam, chwilę się zastanawia po czym znika na schodach prowadzących do gabinetu dyrektorskiego. Po chwili zjawia się dyrektor wraz z zastępczynią. Na pytanie dlaczego przedszkole nie przyjmuje dzieci, a ma taki obowiązek, znów słyszę argument, że przecież wszyscy strajkują. A pani nie mogłaby się zająć dziećmi? Nie mam czasu, wiem pan sporo pracy administracyjnej, nie dałybyśmy rady jednocześnie zajmować się dziećmi. Poza tym rodzice proszą nas tylko o wystawianie skierowań do placówek wskazanych przez miasto, zoo, Hydropolis czy do Aquaparku - tłumaczy. Jednocześnie przyznaje, że wraz z rozpoczęciem strajku rodzice dostali informację, że placówka nie będzie mogła w czasie strajku zajmować się dziećmi.

W pobliskim Przedszkolu nr 4 przy ulicy Słowiczej, też nie widać dzieci, choć tu dyrektor zapewniła, że mogłaby przyjąć do 25 osób gdyby była taka potrzeba i sama się nimi zająć. - Jestem nawet zaskoczona, że rodzice ich nie przyprowadzają – słyszę. Na pytanie czy rodzice nie mają im za złe trwającego już ponad tydzień strajku odpowiada, że wręcz przeciwnie spotyka się z wieloma oznakami poparcia dla akcji.

Przedszkole nie przyjmuje dzieci? Walcz o odszkodowanie

Prawnicy wskazują, że rodzice, którzy z powodu strajku nauczycieli nie mogą liczyć na zaopiekowanie się dziećmi we wrocławskich przedszkolach i muszą brać wolne lub wynajmować opiekunkę mogą dochodzić swoich praw w sądzie. Wynika to z Kodeksu Cywilnego, a dokładniej z art. 417, czytamy w nim, że „Za szkodę wyrządzoną przez niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej ponosi odpowiedzialność Skarb Państwa lub jednostka samorządu terytorialnego lub inna osoba prawna wykonująca tę władzę z mocy prawa”. Drugi paragraf tego samego artykułu brzmi: „Jeżeli wykonywanie zadań z zakresu władzy publicznej zlecono, na podstawie porozumienia, jednostce samorządu terytorialnego albo innej osobie prawnej, solidarną odpowiedzialność za wyrządzoną szkodę ponosi ich wykonawca oraz zlecająca je jednostka samorządu terytorialnego albo Skarb Państwa.

W takiej sytuacji w pozwie trzeba wskazać jednostkę organizacyjną, która reprezentuje Skarb Państwa. Prawnicy podpowiadają tu kuratorium oświaty lub gminę. Domagając się odszkodowania trzeba by jednak udowodnić przed sądem, że poniosło się dodatkowe koszty na przykład wynajmując opiekunkę lub utraciło część zarobku zwalniając się z pracy.

Przypominamy też, że rodzicom w tej sytuacji na pewno przysługuje wolne i zasiłek opiekuńczy. ZUS informuje, że w przypadku niespodziewanego zamknięcia szkoły lub przedszkola, gdy nie ma możliwości zapewnienia opieki dziecka w wieku do 8 lat, rodzice mogą zająć się nim sami i wystąpić o wypłatę zasiłku opiekuńczego.