Wstrząs w KWK Zofiówka: dziś mijają cztery lata od najtrudniejszej akcji ratunkowej w historii JSW. Wysiłek ratowników śledziła cała Polska

Jacek Bombor
Jacek Bombor
Wstrząs w KWK Zofiówka: dziś mijają cztery lata od najtrudniejszej akcji ratunkowej w historii JSW.Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE
Wstrząs w KWK Zofiówka: dziś mijają cztery lata od najtrudniejszej akcji ratunkowej w historii JSW.Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE arc. DZ
Udostępnij:
Dziś, 5 maja, mijają dokładnie cztery lata od potężnego wstrząsu, które wywołało tąpnięcie w kopalni Zofiówka. W 2018 roku 900 metrów pod ziemią w zawalonym wyrobisku zginęło pięciu górników, a łącznie 2000 ratowników górniczych przez kolejnych 12 dni przystąpiło do najtrudniejszej akcji pod ziemią w historii Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

Wstrząs w KWK Zofiówka: dziś mijają 4 lata od najtrudniejszej akcji ratunkowej w historii JSW. Wysiłek ratowników śledziła cała Polska

Dziś, 5 maja, mijają dokładnie cztery lata od potężnego wstrząsu, które wywołało tąpnięcie w kopalni Zofiówka. W 2018 roku 900 metrów pod ziemią w zawalonym wyrobisku zginęło pięciu górników, a łącznie 2000 ratowników górniczych przez kolejnych 12 dni przystąpiło do najtrudniejszej akcji pod ziemią w historii Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

Ze sprzętem i ciężkimi aparatami oddechowymi na plecach, czołgając się przez wąskie szczeliny, w wysokiej temperaturze. Centymetr po centymetrze, metr po metrze, 900 metrów pod ziemią i w ekstremalnie trudnych warunkach. W ten sposób ratownicy górniczy poszukiwali zaginionych górników. Każdego dnia w akcji trwającej kilka tygodni brało udział około 40 zastępów, czyli ponad 200 osób.

Zobaczcie zdjęcia ratowników i zdjęcia z dołu akcji z 2018 roku w KWK Zofiówka

Wstrząs na Zofiówce 5 maja 2018 roku - na dole koszmarne warunki

Ta akcja zapadła ratownikom na zawsze w pamięć. Musieli czołgać się na dole, w zawalonym, wąskim wyrobisku, czasem z półmetrowym prześwitem, a czasem nawet mniejszym. Przedzierać się przez plątaninę kabli, obudowy, resztek taśmociągu, metalu, wśród błota, skał, wody. Każdy ratownik musiał mieć aparat tlenowy.

- To żmudna i bardzo ciężka praca. Ze względu na warunki, ratownicy są w stanie w ciągu godziny przemieścić się od kilku do kilkunastu metrów. Prześwity wynoszą od 0,7 m do nawet 0,3 m. Trzeba pamiętać, że ratownicy często czołgają się przez wąskie szczeliny w wysokiej temperaturze, mając ze sobą sprzęt i aparat oddechowy. Z całym wyposażeniem aparat waży do 20 kg. Często bywa tak, że ratownicy ze względu na zbyt niski prześwit w chodnikach, muszą go ściągać i czołgając się przesuwać je do przodu – przyznawał nam w piątym dniu akcji cztery lata temu Krystian Krakowczyk, mechanik sprzętu ratowniczego z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu.

W dużej mierze musieli ręcznie usuwać przeszkody, ze względu na ryzyko wybuchu etanu, nie można było używać sprzętu elektrycznego ani takiego, który mógłby wywołać iskrę. Po kilkuset metrach w poszukiwaniu ciał trzech z pięciu górników, natrafiono na głębokie na kilka metrów lustro wody, zaczęło się żmudne odpompowywanie... Jednocześnie przywracano pochylnię wentylacyjną, by ratownicy mogli wejść do kolejnych rejonów zawaliska. Cały czas musieli przy tym zwracać uwagę na stężenie metanu, które groziło wybuchem lub zapłonem.

2000 ratowników z akcji na Zofiówce

Każdego dnia w akcji ratowniczej brało wówczas udział ponad 40 zastępów ratowników górniczych (zastęp liczy 5-6 osób), czyli ponad 200 osób. 24 godzinę na dobę z narażeniem własnego życia przedzierali się w dalszą część chodnika.

- Zgodnie z przepisami ratownik w aparacie może pracować dwie godziny, później musi się wycofać do bazy. Wówczas aparat musi zostać przezbrojony. Wszystkie części, a więc butla tlenowa, czy pochłaniacz, muszą zostać wymienione i uzupełnione. Trzeba też pamiętać, że ratownik musi odpocząć przynajmniej tyle, ile wcześniej brał udział w akcji - tłumaczy Krystian Krakowczyk.

Codziennie bramę kopalni Zofiówka mijały autobusy i busy z ratownikami. Kiedy jedni, wycieńczeni, opuszczali zakład, zastępowali ich kolejni - wypoczęci. Biorących udział w akcji ratowników można było dostrzec na odcinku pomiędzy kopalnianą bramą a stołówką. Ich zmęczone twarze były wystarczającym komentarzem do warunków panujących na dole w czasie akcji ratowniczej.

Przypomnijmy: 5 maja 2018 roku dokładnie o godzinie 10:58, 900 metrów pod ziemią doszło do silnego wstrząsu w kopalni Zofiówka. W wyniku tąpnięcia zginęło pięciu górników, dwóch przeżyło w zawale. Czterech cudem uszło z życiem. Pierwszych górników udało się odnaleźć jeszcze tego samego dnia, około godziny 17. Ranni, ale w dobrym stanie ogólnym, zostali przewiezieni do szpitala. Życia kolejnych pięciu pracowników KWK Zofiówka nie udało się uratować. Ciała kolejnych odnajdywano 6, 12, 13 oraz 16 maja. W sumie akcja trwała 12 dni. W katastrofie w KWK Zofiówka zginęli: Piotr K., Przemysław Sz., Marcin B., Michał T. i Łukasz Sz. Ranni zostali Leszek B., Łukasz B., Andrzej F., Tomasz G., Krzysztof J. oraz Mateusz O.

Zobacz zdjęcia:

Dziś, w czwartą rocznicę tragedii, w cechowni KWK Zofiówka zarząd JSW złożył kwiaty

W czwartą rocznicę katastrofy w kopalnianej cechowni, gdzie znajduje się tablica upamiętniającą tamte wydarzenia, złożono wiązanki kwiatów.

W sprawie tąpnięcia w kopalni z 2018 roku wszczęto śledztwo. Prokuratura prowadziła je w kierunku sprawdzenia bezpieczeństwa i higieny pracy, a także nieumyślnego sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia pracowników kopalni poprzez dopuszczenie do prowadzenia robót górniczych w rejonie zagrożonym ryzykiem wstrząsu wysokoenergetycznego.
W styczniu 2020 roku śledztwo zostało jednak umorzone. Biegli uznali, że powstały wypadek nie był spowodowany czynnikiem ludzkim czy też niewłaściwą organizacją pracy lub niedopełnieniem ciążących na osobach dozoru obowiązków właściwego nadzoru.
W toku śledztwa przesłuchano między innymi pracujących na tej zmianie górników, osoby bliskie poszkodowanym, dyrektora i naczelnego inżyniera kopalni, nadsztygarów, sztygarów, a także ratowników wydobywających ciała.
Ustalono, że przyczyną katastrofy było gwałtowne wyładowanie energii skumulowanej w górotworze. A tego nie dało się przewidzieć.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Ten rok szkolny był trudny, ale lepszy od ubiegłego

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie