Wygrana bitwa niebieskich

Jacek Sroka
W meczu Ruchu (białe stroje) z Arką nie brakowało walki -tym razem do parteru zszedł obrońca chorzowian Ireneusz Adamski, który dzień wcześniej zeznawał we wrocławskiej prokuraturze
W meczu Ruchu (białe stroje) z Arką nie brakowało walki -tym razem do parteru zszedł obrońca chorzowian Ireneusz Adamski, który dzień wcześniej zeznawał we wrocławskiej prokuraturze Fot. Tomasz Bolt
Arka Gdynia - Ruch Chorzów 1:2 (1:2)

Piłkarze Ruchu wygrali niezwykle ważne spotkanie z Arką i zrobili duży krok w kierunku utrzymania się w ekstraklasie. Do pełni szczęścia "niebieskim" potrzeba jeszcze zwycięstwa za tydzień u siebie z ŁKS Łódź.

Ogromnym zaskoczeniem była obecność w składzie Ruchu Ireneusza Adamskiego, który w środę został zatrzymany przez CBŚ. - Dojechałem dzisiaj do chłopaków, ale byłem ze wszystkimi sprawami na bieżąco. Zostałem szybko wypuszczony z prokuratury, więc nie mam żadnych obaw - stwierdził w telewizyjnym wywiadzie popularny "Adams", który przyznał się do udziału w piłkarskiej korupcji.

Chorzowianie w znakomitym stylu rozpoczęli mecz w Gdyni, a ich kontry okazały się zabójcze dla gospodarzy. Dość powiedzieć, że dwie pierwsze akcje Ruchu przyniosły im dwie bramki, a w rolach głównych wystąpili Remigiusz Jezierski i Wojciech Grzyb.

Najpierw po dośrodkowaniu kapitana "niebieskich" popularny "Jezier" tak szczęśliwie uderzył piłkę głową, że ta najpierw odbiła się od jednego, a później od drugiego słupka i wtoczyła się do siatki. Przy drugim golu centrował Michał Pulkowski, a główkowy pojedynek w polu karnym Arki wygrał najmniejszy na boisku Marcin Nowacki. Piłka trafiła pod nogi Jezierskiego, a ten dostrzegł lepiej ustawionego "Grzybka", który z 6 m dopełnił formalności.
- W I połowie więcej z gry miała Arka, ale to nam udało się dwa razy skontrować gdynian - cieszył się Jezierski.
Atakujący gospodarze jeszcze przed przerwą zdobyli kontaktowego gola po kontrowersyjnym rzucie karnym podyktowanym za faul Grzegorza Barana na Dariuszu Ulanowskim. Chwilę później po rogu wzdłuż bramki głową strzelał Łukasz Kowalski.

W II połowie przewaga Arki była momentami przygniatająca. Chorzowianie mądrze się bronili, a w 70 minucie gry dopisało im szczęście, bowiem po uderzeniu Marcina Wachowicza piłka trafiła w słupek. Goście przetrwali ten szturm, a chwilę potem sami mogli zadać decydujący cios. Sam na sam z Norbertem Witkowskim znalazł się Pavol Balaz, ale Słowak strzelił wprost w bramkarza, a dobitka Łukasza Janoszki minimalnie chybiła celu. Ostatnie minuty były dość nerwowe, lecz "niebiescy" utrzymali prowadzenie do końca spotkania.

- Chcemy się utrzymać, zostały jeszcze dwa mecze do końca. Będziemy walczyć do upadłego, bo nikt z nas nie chce mieć w CV wpisane "spadek" - stwierdził obrońca Arki Łukasz Kowalski.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie