Z komórką na kartę nikt cię nie uratuje

Sławomir Cichy
TOPR: system identyfikacji nie sprawdza się też w górach
TOPR: system identyfikacji nie sprawdza się też w górach Fot. 123RF
Komórka w kieszeni nie gwarantuje, że na górskich szlakach, za miastem, a nawet w centrum wielkiej aglomeracji możemy czuć się bezpiecznie. System lokalizujący telefony komórkowe osób potrzebujących pomocy nie działa poprawnie.

Strażacy twierdzą, że mają trudności z namierzeniem telefonów na kartę. Operatorzy komórkowi są zdziwieni taką informacją. Twierdzą, że żadna ze służb, która używa oprogramowania odwzorowującego miejsce dzwoniącego na mapie, nie zgłaszała problemów. O fikcji zamiast systemu mówią natomiast w Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Z systemu korzystają straż, policja, ale także służby, których zadaniem jest monitorowanie stanu bezpieczeństwa państwa.
O dostępie do systemu wdrażanego od stycznia 2008 r. decyduje Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

- Nie rozumiem, dlaczego telefony trzech podstawowych operatorów, jeśli znajdują się na terenie aglomeracji śląskiej, widzimy niemal jak na dłoni, a większość aparatów z kartami typu pre-paid jest dla nas niewidoczna. Za każdym razem, kiedy odbieramy wezwanie, dyżurny gra w rosyjską ruletkę, zadając sobie pytanie - pojawi się numer i miejsce, skąd dzwoni osoba, czy nie - mówi nam rzecznik śląskiej straży pożarnej Jarosław Wojtasik. Podobne doświadczenia mają strażacy w innych województwach, choć nie wszyscy chcą to oficjalnie przyznać.

- Sprawdzaliśmy poprawność działania systemu w centrum Rzeszowa. Dzwoniłem ze stanowiska operacyjnego systemu. Na mapie mój telefon został zlokalizowany półtora kilometra od miejsca, z którego dzwoniłem - mówi nam jeden ze strażaków. Na terenie niezabudowanym, a zwłaszcza w górach, szybkie odnalezienie osoby z włączoną komórką sięga pięćdziesięciu procent. - Jest jak rzut monetą. Albo się uda, albo nie. Sami, ręcznie - w oparciu o ślad sygnału- typujemy miejsca, w których może znajdować się zaginiona osoba - mówi Marcin Józefowicz z TOPR.
W ocenie Krzysztofa Liedla, eksperta ds. terroryzmu z Collegium Civitas w Warszawie, taka sytuacja jest niedopuszczalna.

- Jeśli straż pożarna zgłasza problemy z systemem, to podobne kłopoty muszą mieć pozostałe służby, które z niego korzystają. A jeśli tak, jestem zdziwiony, że nikt dotychczas nie interweniował w tej sprawie. I nie chodzi tylko o niesienie pomocy poszkodowanym, ale wadliwe działanie systemu lokalizującego komórki może naruszać bezpieczeństwo naszego kraju.

Podczas wycieczki jedno z dzieci odłącza się od grupy. Wychowawca dzwoni na alarmowy numer 112. Spokojny głos operatora w słuchawce pyta, czy dziecko ma przy sobie aktywną komórkę. Wychowawca podaje jej numer. Po niespełna kwadransie zagubiony wycieczkowicz znów jest w grupie rówieśników. To hipotetyczna historia, ale tak właśnie miał działać w Polsce system lokalizacji telefonów komórkowych. Znając numer, służby ratunkowe miały mieć możliwość szybkiej identyfikacji miejsca w którym się ona znajduje.

Między teorią a praktyką jest jednak prawdziwa przepaść - twierdzą śląscy strażacy. Okazuje się bowiem, że właśnie straż pożarna ma poważne problemy, aby dokładnie namierzyć komórki. Chodzi głównie o telefony na karty pre-paid. Jak ustaliliśmy nieoficjalnie zakłócenia w identyfikacji numerów i ich lokalizacją występują również w policji. To czasem utrudnia natychmiastowe wykrycie choćby sprawców fałszywych alarmów bombowych.

Marcin Józefowicz z TOPR mówi, że system identyfikacji numeru w górach zupełnie się nie sprawdza. - Nie jesteśmy włączeni do systemu. Korzystamy z informacji policji. Jednak liczba tzw. stacji PTS, które odbierają sygnały z komórki jest tak mała, że rozrzut lokalizacyjny może wynosić kilkadziesiąt kilometrów. Nie możemy wskazań systemu traktować poważnie i sami sprawdzając elektroniczny ślad, typujemy miejsce gdzie przebywa zaginiony - wyjaśnia.

Automatyczny system wyszukiwania poprzez sieć GPS działa w podobny sposób, jak znany z samochodowych nawigacji. Na podstawie kilku odbiorników można wyznaczyć dokładne położenie nadajnika sygnału. O ile odbiorniki GPS zawsze znajdują się na przecięciu sygnału co najmniej kilku satelitów, o tyle komórka GSM, mimo że ma zasięg, jest często odbierana przez jedną stację. - Dlatego na podstawie tylko tej jednej stacji nie ma możliwości określenia miejsca, skąd dochodzi sygnał - mówi Józefowicz.
Przykładem może być przełęcz Krzyżne, pomiędzy Doliną Pańszczycy a Doliną Roztoki. Najbliższy odbiornik GSM znajduje się 30 km od tego miejsca, ale system lokalizuje sygnał na mapie z przełęczy w odległości zaledwie... 2 km od niego. Dlatego ratownicy sprawdzając z jakimi stacjami łączyła się komórka przed zaginięciem i biorąc pod uwagę czas jaki minął od ostatniego sygnału turysty, wyznaczają jego hipotetyczną trasę. W Tatrach stosunkowo bezpiecznie można się czuć w okolicach Morskiego Oka. Nasycenie nadajnikami GSM jest w tym miejscu tak duże, jak w centrum Warszawy, bo operatorzy mają w tym interes. To ulubione miejsce turystów z którego wysyłają esemesy i zdjęcia znajomym. W okolicach Pięciu Stawów jesteśmy zdani na siebie, system lokalizacji numeru nam nie pomoże. Podobnie jest w masywie Babiej Góry, Pilska i części Bieszczad.

Jednak słabe nasycenie nadajnikami GSM gór i terenów nadgranicznych nie wyjaśnia kłopotów z lokalizacją numerów na przykład w aglomeracji śląskiej. A na to właśnie skarżą się śląscy strażacy.
Co na to operatorzy telefonii komórkowej? Agata Borowska z Ery nie tylko zapewniła, że do operatora nie dotarły sygnały o wadliwym działaniu systemu, ale poinformowała, że specjaliści czuwają nad nim przez całą dobę i istnieją procedury pozwalające na szybki kontakt bez względu na porę. Marcin Gruszka, rzecznik Play również jest zdziwiony problemami śląskich strażaków i zapewnił, że niezwłocznie zajmie się sprawdzeniem tej informacji lecz więcej się nie odezwał.

Od 1 czerwca według słów wicepremiera Grzegorza Schetyny, straż pożarna ma przejąć obsługę alarmowego numeru 112.

- To stawia przed nami nowe wyzwania, których nie będziemy w stanie wypełnić, bez sprawnie działającego systemu identyfikacji numeru. Dlatego już w poniedziałek złożymy oficjalne informacje u konkretnych operatorów, z których numerami mamy problemy - mówi nam Jarosław Wojtasik ze śląskiej PSP.

Zgodnie z ustawą Prawo Telekomunikacyjne, operatorzy mają obowiązek udostępnić służbom technologię pozwalającą na identyfikację abonentów do celów ratunkowych i ochrony bezpieczeństwa państwa.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie