Z Mariny Gliwice na szerokie wody. Nie spróbowaliście jeszcze? Popłyńcie w rejs Kanałem Gliwickim. To świetna przygoda

Marlena Polok-Kin
Marlena Polok-Kin
Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE Fot. Marina Gliwice/FB
Z Gliwic w świat drogą wodną? Kanałem do Odry, a nią do Szczecina i do Bałtyku? A może na europejską eskapadę: do Berlina, Marsylii? Zacznijmy od rejsu po wodach Kanału Gliwickiego, coraz czystszych, o czym zaświadcza obecność pięknego wodnego ptactwa i - wędkarzy. Po drodze - emocje śluzowania na wyremontowanych, okazałych śluzach Kanału Gliwickiego, które same w sobie są perełkami. Wypływamy z Mariny Gliwice!

Z Mariny Gliwice na Kanał Gliwicki. Ta trasa może zachwycić

Rejs po Kanale Gliwickim to gwarancja przygody na wyciągnięcie ręki. Śluzowanie dostarcza emocji, a przyroda na trasie rejsu zachwyca. Start? W porcie w Gliwicach. W Marinie Gliwice rozpocznie się Wasza przygoda.

Z Gliwic w świat drogą wodną? Kanałem do Odry, a nią do Szczecina i do Bałtyku? A może na europejską eskapadę: do Berlina, Marsylii? Zacznijmy od rejsu po wodach Kanału Gliwickiego, coraz czystszych, o czym zaświadcza obecność pięknego wodnego ptactwa i - wędkarzy. Po drodze - emocje śluzowania na wyremontowanych, okazałych śluzach Kanału Gliwickiego, które same w sobie są perełkami. Wypływamy z Mariny Gliwice. To już dziesiąty sezon.

Zobacz zdjęcia

Z Gliwic wodną drogą w świat - wariant dla śmiałków i podstawowy

Kanał Gliwicki liczy 40 kilometrów. Zerowy kilometr jest przy Odrze w Kędzierzynie-Koźlu, czterdziestka - w gliwickim porcie śródlądowym. Jeśli wyruszymy w trasę, po drodze mamy sześć śluz. Czterdzieści trzy metry pokonujemy łącznie w wysokości. Najwyższa jest śluza Kłodnica, płynąc od Gliwic - ostatnia: obiekt ma 10 metrów i 40 centymetrów.

Śluza Dzierżno, pierwsza na trasie rejsu z Gliwic - także jest imponującą: ma 10 metrów i 30 cm. A dalej, po drodze? Wyjątkowe, zaskakujące spotkanie z przyrodą (kormorany, czaple siwe i wiele innych ptaków) oraz otoczeniem, którego nie spodziewamy się w sercu Śląska.

Wyprawiając się przez dwie śluzy - można dotrzeć do urokliwych Pławniowic. Pozwiedzać pałac, wybrać się nad jezioro. Dalej? Można popłynąć do przystani w Ujeździe. Jedno i drugie miejsce pozwala na zrobienie przerwy, pikniku. To pomysł na całodzienną wycieczkę, albo wręcz - wyprawę z noclegiem, kiedy można dopłynąć do Kędzierzyna-Koźla, czy do Krapkowic - w ramach dwudniowej wyprawy. A nawet - do Wrocławia.

Można też pomarzyć: Gdybyśmy chcieli dzisiaj wyprawić się w świat, rozpoczynając przygodę w Gliwicach - możemy stąd dotrzeć drogą wodną do Berlina, Hamburga, do Amsterdamu - wylicza Ewa Sternal. - Do Paryża, do La Rochelle, a nawet do Marsylii.

Gliwicki port gościł już wodnych podróżników ze Szwajcarii, ostatnio - z Wielkiej Brytanii. Polscy wodniacy płynęli stąd na szerokie, bałtyckie wody i na Mazury, ale i do Berlina i Marsylii. Startowali z Mariny Gliwice.

Pasja i determinacja

Pomysł na jej zorganizowanie narodził się z pasji i determinacji gliwiczan Ewy i Czesława Sternalów. Wodniacka przygoda przed laty ich połączyła. Urlop? Koniecznie na wodzie. - Co roku, odkąd się poznaliśmy, spędzaliśmy wakacje na łajbie, gdzieś na Mazurach - opowiada pani Ewa. Czesław Sternal ma patent sternika morskiego (to oznacza, że na jachcie do 18 metrów może swobodnie poruszać się po morzach i oceanach), Ewa - patent żeglarza jachtowego. Pasję zaszczepili także dzieciom, szczególnie - synowi, Michałowi.

- Michał pływał regatowo, a my z nim podróżowaliśmy po różnych miejscach w Europie. W 2011 byliśmy na mistrzostwach w Holandii. Tamten wyjazd był chyba jednym z kluczowych momentów, który zaważył na naszej decyzji, by rozpocząć starania o stworzenie Mariny Gliwice - opowiada Ewa Sternal. - W Holandii mieliśmy do dyspozycji ponton i w czasie wolnym - bo wyścigi nie odbywały się codziennie, braliśmy dzieciarnię i pływaliśmy po kanałach. Były tam śluzy, zwodzone mosty, pięknie - opowiada pani Ewa.

Michał trenował w znanym klubie Garland na Jeziorze Dzierżno Małe, przy Kanale Gliwickim.
- Kiedy odwoziliśmy go na trening, nie zawsze wracaliśmy do domu, częściej - spacerowaliśmy po okolicy. Czesiek zawsze wychodził nad kanał, spoglądał tęsknym wzrokiem i niezmiennie powtarzał: Taki świetny kanał, piękna woda, akwen gotowy do pływania - i tu się nic nie dzieje.

- Z okna szatni chłopaków w klubie Garland jest widok na najpiękniejszy fragment kanału w okolicy: urokliwe odejście do Zatoki Kormoranów - uzupełnia pan Czesław. - Kiedyś postanowiłem się tam przedrzeć. Było ciężko przebić się przez zarośla - ale się udało. Kiedy doszedłem do tego miejsca, do Kolonii Kormoranów - aż mnie zatkało z wrażenia. Może to był też impuls?

Marzenia o marinie krystalizowały się. Pan Czesław porzucił po niemal dwóch dekadach pracę w korporacji, pani Ewa - swoje zajęcia. - Zwierzyłem się mojemu szefowi, co chcę robić. Powiedział mi: Stary, przecież to działa na całym świecie. Dlaczego tu ma nie działać? - opowiada pan Czesław. - To były słowa otuchy, upewniły mnie.

Początki jednak nie były łatwe. Jak wspominają, najpierw usłyszeli: „Super, pani Ewo, to za 10 lat jak okiem sięgnąć w porcie będą stały jachty”. Potem już nie było tak różowo. Znaleźli jedyny w porcie kawałek nieużytków, z fragmentem rozjechanego trawnika i stwierdzono: Dobrze, jeśli chcecie - to może być tutaj. Było to ok. 850 mkw terenu plus bezmiar portowego basenu.

Nie przeocz

- W sześć tygodni otworzyliśmy marinę. Była maleńka, miała dwa pomościki, pięć łódeczek i zejście na keję. Mieliśmy domek holenderski, który był biurem i bazą - wspomina Ewa Sternal. - Wydawało nam się, że nic nie będzie przeszkodą. A jednak - okazało się, że w niedziele i święta... nie działają śluzy. Radziliśmy sobie w ten sposób, że wypływaliśmy jedną łódka na dolną wodę, za śluzę. Wypływaliśmy z klientami tutaj, przechodzili przez śluzę, wsiadali do łódki na dole - i płynęli. Byliśmy bardzo zdeterminowani. Zdarzało się, że ktoś płynął do końca kanału - a że nie mógł w niedzielę wrócić, jechaliśmy po niego samochodem, a łódkę ściągaliśmy w kolejnych dniach. Cały pierwszy sezon tak działaliśmy. Przełomowy moment nastał w 2013 roku, kiedy to śluzować się można było w wolne dni i święta.

W rejs w rytmie Foxtrota , następcy Trytona

Bardzo szybko okazało się, że to, czym dysponują - małe łódeczki - to stanowczo za mało. Ludzie pytali o wycieczkowy statek. We flocie Mariny Gliwice pojawił się więc z czasem dostojny Foxtrot. Przyholowany z Niemiec rześki osiemdziesięciolatek wzbudził sentymenty mieszkańców regionu - przywodził na myśl niegdysiejszego Trytona. Był to wycieczkowy statek, którym pływało się po kanale w latach 70. ub. wieku: na przedszkolne i szkolne wycieczki, kursowały nim zakładowe eskapady, lubili go seniorzy.

- Szukaliśmy takiego statku trzy lata. Udało nam się w końcu znaleźć Foxtrota, który ma dziś 88 lat. Pasażerowie go pokochali - uśmiecha się pani Ewa.

Żeby wozić statkiem ludzi, potrzebne są stopnie profesjonalne uprawnienia. Przyznają je Urzędy Żeglugi Śródlądowej. Sternalowie się o to postarali. Dziś kapitanami żeglugi śródlądowej są zarówno ojciec, jak i syn. Mama, pani Ewa - zdobyła stopień bosmana. - Nie jest to droga łatwa i także wymaga determinacji. Najpierw występuje się do Urzędu Żeglugi Śródlądowej po książeczkę zawodową i otrzymuje się stopień młodszego marynarza po miesięcznym stażu. Po kolejnym - marynarza. Po półrocznym stażu - zdaje się egzamin na starszego marynarza. I kolejny staż pozwala na uzyskanie stopnia bosmana. A potem - ogólnie po sześciu latach praktykowania - można zdawać na stopień kapitana (w tym przynajmniej trzeba mieć dwa lata w stopniu bosmana). W dodatku - by uprawnienia nabyć, staże muszą się odbywać na odpowiednich jednostkach.

Na wodę z rodziną, na motorówkę, z rowerem

Marina Gliwice mieści się przy ulicy Portowej w Gliwicach, na terenie Śląskiego Centrum Logistyki. Wjeżdżając na ten teren przez portiernię ze szlabanem, mijając hale, dotrzemy na skraj basenu portowego - przy okazji oglądając - co także jest atrakcją - przeładunek kontenerów.

Można wypożyczyć kajaki, motorówki o różnej mocy silnika. Te mniejsze - nie wymagają uprawnień, może nimi pływać - po krótkim szkoleniu przez obsługę - każdy. Są i jednostki bardzo szybkie, o dużej mocy silnika - to już gratka tylko dla posiadaczy patentu motorowodnego.

Na przejażdżki po Kanale Gliwickim wyprawimy się, już pod okiem załogi - drewnianymi galarami, które zabierają kilkanaście osób. Wycieczkowym statkiem, w piękny rejs - oczywiście dostojnym Foxtrotem z którymś z kapitanów Sternalów za sterem. Jednym z najpopularniejszych rejsów jest ten do Kolonii Kormoranów - trwa ok. dwóch godzin. Czeka nas przeprawa przez jedną śluzę i wpłynięcie do niezwykłego miejsca, gdzie mieszkają kormorany.

Są rejsy rowerowe (ze swoimi dwoma kółkami dotrzemy wodą np. do Pławniowic, czy Ujzadu), muzyczne (od jazzu, bluesa, po muzykę popularną i operetkową), a także kulinarne. Chętnie zagląda tu popularyzator śląskiej kuchni, Remigiusz Rączka. Nie tylko kręci kolejne odcinki swego programu, ale także - gotuje podczas kulinarnych rejsów.

Musisz to wiedzieć

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
tukejszy
Byle ino niy do warszawy.....

no connection!

no destination!
Dodaj ogłoszenie