Z notatnika recenzentki: Miłość w Koenigshuette, czyli patyczkiem w mrowisko

Henryka Wach-Malicka
Tomasz Wójcik
Udostępnij:
Rok 1945, Śląsk, tragedia tysięcy ludzi, uwikłanych w historię, bez swojej woli i przyzwolenia, rozdartych i przerażonych. Ważny, trudny i niezwykle potrzebny temat na wielki dramat, wciąż czeka na swojego autora. Bo wbrew oczekiwaniom, nie napisał go Ingmar Villqist, którego "Miłość w Koenigshuette" wystawiono właśnie w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej.

Zacznijmy od tego, że to jest sztuka napisana bez najmniejszego poszanowania reguł dramaturgii. Nie może być inaczej, jeśli postacie są do bólu schematyczne i jednowymiarowe, a w dodatku, mimo pozorów dialogu, nie ma między nimi żadnej interakcji. Żadnego iskrzenia, kłótni, namiętności (niekoniecznie erotycznej), żadnej amplitudy uczuć, życia po prostu nie ma żadnego.

Automatyczny podział na biel i czerń wprowadza zresztą Villqist od pierwszej nieomal sceny. Ślązak, główny bohater - doktor Schneider - jest wyłącznie szlachetny, kryształowo dobry i nieszczęśliwy. Jego żona, Polka, jest zaś wyłącznie wredna, głupia i sprzedajna. Tak naprawdę bohaterowie tej sztuki to nie są nawet ludzie, tylko fantomy, recytujące (z wyjątkiem żony, rzecz jasna) ideologiczne teksty o wyższości narodu śląskiego nad resztą świata. Tę resztę świata nazywa się zresztą ze sceny wprost: "gorolskimi ciulami". No cóż, tylko pogratulować takiego zrozumienia zawiłości śląskich problemów narodowościowych…

Niechby i były w końcu te "ciule", gdyby przedstawienie pulsowało kontrowersyjnymi racjami i zachwycało swoją teatralną formą. Ale nie pulsuje i nie zachwyca. Przez bite dwie godziny oglądamy jakiś twór o rapsodyczno-patetyczno-wiecowym charakterze, wyreżyserowany przez samego autora, bo Ingmar Villqist prócz napisania sztuki także ją zrealizował, a nawet zaprojektował scenografię. Bohaterowie wychodzą więc, pojedynczo lub grupami, zatrzymują się w określonym miejscu, wygłaszają po parę zdań, a potem kierują się w stronę kulis. I w kwestii inscenizacji to było na tyle. Trudno mi też zrozumieć, dlaczego tak doświadczony i utalentowany aktor, jak Artur Święs, ogranicza się w roli Schneidera do kilku chwytów - spojrzenia w okolice I balkonu i smutnego szmeru głosu. Anna Guzik, grająca rolę jego żony, usiłuje wprawdzie wykrzesać jakieś emocje ze swojej postaci, ale co można wykrzesać z papieru? Jedyną naprawdę żywą, targaną sprzecznościami, wielowymiarową postać rosyjskiego majora stworzył w tym przedstawieniu Tomasz Lorek.

Skandal w Teatrze Polskim z główną rolą Ruchu Autonomii Śląska CZYTAJ WIĘCEJ

A na koniec finał. Kuriozalny, bo niebezpiecznie mieszający sztukę z polityką spoza teatru. Bohaterowie "Miłości w Koenigshuette", już przeniesieni we współczesne czasy, przywdziewają demonstracyjnie żółto-niebieskie opaski, widz na balkonie daje sygnał gwizdnięciem (mam świadków) i obecni na premierze członkowie Ruchu Autonomii Śląska inicjują owacje na stojąco. A potem Robert Talarczyk - dyrektor Teatru Polskiego w Bielsku-Białej - wychodzi na scenę i obwieszcza, że oto tym przedstawieniem artyści włożyli kij w mrowisko. Nic podobnego, panie dyrektorze.

Marna sztuka, w kiepskiej inscenizacji to żaden kij, to ledwie patyczek. A na poruszający dramat o powojennej tragedii Ślązaków wciąż czekam. Trzeba go napisać koniecznie, tylko lepiej.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 48

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

C
Czujny
Właściwie to jedyną pozytywną postacią w tej sztuce jest Polka, której dramat Wilkwist ukazał choć nie planował . Owa Polka z patriotycznej rodziny znalazła się na Śląsku aby z braku nauczycieli na Śląsku uczyć dzieci , wyszła za lekarza który udawał Polaka. Później kiedy zorientowała się ,że jej mąż to zwykła kanalia równie chętnie donosząca do NKWD jak i udzielająca się w Werwolfie , przeżyła załamanie nerwowe i chciała uciec od niego jak najdalej. Autor Wikwist opowiada coś o tragedii Ślązaków w obozie w Zgodzie ale nie próbuje wyjaśnić skąd ci Ślązacy tam się wzięli . Nie wiadomo czy z łapanki i z przypadkowego losowania. Oczywiście polscy nibyślązacy mogli by powiedzieć ,że siedzieli tam ci którzy w 39 strzelali w plecy polskim żołnierzom , tacy co wysługując się Niemcom pastwili się nad polskimi jeńcami i robotnikami przymusowymi oraz ci którzy po wejściu Niemców razem z Gestapo wyszukiwali powstańców śląskich , harcerzy i członków innych lokalnych śląskich stowarzyszeń oraz ich rodziny. Ale przecież prawdziwszych Ślązaków od Gorzelika i jego wyznawców nie ma...
U
Ula
Jeśli ma Pani problem z poprawną oceną i odbiorem przekazu jaki był w zamyśle to niech Pani nie chodzi do Teatru. A może poseł Pięta ma coś wspólnego z tą "recenzją"...Przez takich ludzi jak Pani Bielsko-Biała zawsze pozostanie zaściankiem zamkniętym na prawdę...To smutne...
z
zelda
Porażka. Kolejna politagitka zrobiona pod dyktando Raśowców - ile takich kłamstw i miernej propagandy będzie trzeba jeszcze ścierpieć????
W
Wojtek
Szanowna Pani. Wystawiajmy więc "Odprawę posłów Greckich" doskonały przykład wspaniałego kanonu dramaturgii teatru klasycznego. A jaki postaci, nietuzinkowe i nieschematyczne. Dialogi z jaką głębią. No a najważniejsze, że dzisiaj nie potrafimy skojarzyć tej sztuki z żadnym tłem.
Gwarantowane niezapomniane dozgonne przezycia widzów.
Byłoby też Pani łatwiej napisać recenzję.
Pozdrawiam
W
Wic
jakie czasy .Nie zawsze i każdemu wychodzi Mackbet ,czy Romeo i Julia - ale to już było .Skądinąd cienszych autorów wychwalano nawet jak nie było za co - to za awangardowość . Wszelakie cyrki wykosił już od wielu lat Sejm i jakoś tego pod tym kątem nikt ich nie ocenia , a folguja co tydzień z nowym , acz cienkim repertuarem
O
Odbiorca
Ale jeśli po spektaklu było gwizdnięcie i skandowanie członków RAŚ to chyba nie wina recenzentki, nieprawdaż?
Bo skoro autorzy spektaklu zrobili z tego agitkę polityczną czy też politykierstwo, to jak ma się czuć neutralny widz czy recenzent? Czy ma mieć wrażenie, że przyszedł na przedstawienie czy na zjazd stowarzyszenia?
Sami autorzy spektaklu zajeli się polityką zamiast sztuką i zadaniem każdego recenzenta jest o tym napisać, ba! - to wręcz powinność.
To tak samo, jakby po premierze prasowej filmu tuż po projekcji poleciała reklama firmy, która ubrała kilku czołowych aktorów albo agitka polityczna ( w przypadku filmu historycznego).
Zachowajmy umiar i obiektywizm.
E
Edek
Na pewno widziałeś taki czeski serial Szpital na peryferiach i mądre zdanie, ktore tobie dedykuję: gdyby głupota miała skrzydła, latałbyś jak ten gołąb. Nie byłeś w teatrze, to nie zabieraj glosu. Ja byłem i zgadzam sie z p. Malicką. Gniot, straszny gniot. I tyle.
g
grisza
Szanowna Pani,

Z szacunkiem przeczytałem Pani oponie , z którą niestety nie mogę się utożsamiać. Spektakl był ciekawy. Pan Artur w mojej ocenie dorównał osobistej średniej arytmetycznej. Pan Tomasz ją
z pewnością przekroczył.

Z poważaniem
grisza
j
jogista
Portrety
______________________________________________________________________________

Henryka Wach-Malicka

Iza otwarta na teatr

Henryka Wach-Malicka, od 32 lat związana z DZ, zwana przez przyjaciół Izą, niestrudzona recenzentka przedstawień, spektakli, happeningów i innych form scenicznych, została nagrodzona przez kierownictwo katowickiego Teatru Śląskiego nagrodą "Głowa otwarta na Teatr".

Nagroda ma honorować pracowników mediów za profesjonalne i twórcze zaangażowanie, z którym opowiadają o działalności Teatru Śląskiego, a okazją do jej ustanowienia jest zbliżający się wielkimi krokami wielki jubileusz katowickiej sceny. Za rok bowiem Teatr Śląski będzie obchodził 100-lecie istnienia. Nagroda - grafika autorstwa Andrzeja Urbanowicza - ma być przyznawana co roku. O tym, że Iza Wach-Malicka jest całym sercem zaangażowana w relacjonowanie poczynań twórców i aktorów z Teatru Śląskiego, nikogo nie trzeba przekonywać, a niedowiarkom wystarczy jeden rzut oka na tablicę w Teatrze Śląskim, na której każdy wycinek prasowy dotyczący teatru, opublikowany w śląskiej prasie, pojawia się zaraz po publikacji.

Uroczystość wręczenia nagród odbędzie się 7 października, po premierze dramatu Stanisława Dejczera "Manekin", oczywiście na scenie Teatru Śląskiego. Oprócz Izy Wach-Malickiej nagrodę otrzyma także Ewa Niewiadomska z Polskiego Radia Katowice.

kap
Dziennik Zachodni
18 września 2006
H
Hmmmmmm
Czy ta pani (jej dziadkowie) naprawde urodzila sie gdzies w okolicy ?
a
abcd
Kompletnie nic nie zrozumiałeś z tej sztuki.Widać móżdżek zatrzymał się na etapie szkoły, o której wspominasz.Granic głupoty rzeczywiście nie ma w tym przypadku - Ty jesteś tego ewidentnym dowodem.
X
XYZ
Też tam byłam i nie określiłabym połowy widzów jako "grupki".Ale może to kwestia okularów.Albo poglądów.Z jednym w pełni się zgadzam - każdy ma prawo odbierać sztukę po swojemu.A teatr jest od tego aby do takich przemyśleń, dyskusji dawać powód.A mówimy o teatrze, który ma jednak w swoim repertuarze również ambitne pozycje, nie tylko łatwo strawne komedyjki.Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Dziennik Zachodni ewidentnie podjudza i jątrzy ludzi przeciw sobie i ma zdaje się niezły ubaw z tego.ŻENADA>DLA MNIE TA GAZETA JUŻ PRZESTAŁA ISTNIEĆ.
J
Jozz
Ja byłam na premierze i siedziałam nieopodal Wach-Malickiej.Przypuszczam, że przede wszystkim Ty nie widziałaś spektaklu i nie masz pojęcia o czym piszesz.Przeczytaj sobie komentarze oburzonych widzów, którzy byli na tym spektaklu i wiedzą, że WACH-MALICKA KŁAMIE.A Ty na pewno masz w tym jakiś interes, że ją wychwalasz. Jesteś jedyna.
r
realista
No ale dzięki temu p.Villqist ma wreszcie widownię i aplauz dla swej "twórczości", co dotąd było dla niego nieosiągalne.
Jego wcześniejsze dokonania artystyczne kończyły sie frekwencyjna klapą - wystarczy poczytać jak doprowadził do błyskawicznego spustoszenia widowni w Teatrze Miejskim w Gdyni, gdzie nie dane mu było nawet dokończyć jednej kadencji dyrektorowania.
w
widz
Byłam na tej premierze i mam wrażenie, że Pani recenzent, jak i wielu dających tu komentarz było w innym matrixie, a na pewno nie w teatrze w Bielsku.
Każdemu może się podobać lub nie i ma do tego prawo. Ja nie jestem krytykiem, ale osobą regularnie uczęszczającą do różnych teatrów w Polsce i dawno nie byłam na tak wartościowym spektaklu. Takiej historii nie uczono mnie w szkole i była mi kompletnie nieznana. Skłoniło mnie do poczytania na ten temat.
Aktorzy świetni. Szczególnie podobała mi się pani Grażyna Bułka i Tomasz Lorek.
Teatr był pełen, były łzy, prawdziwe emocje widzów ... Historia sama w sobie tak wymowna, że nie wiem czego pani redaktor oczekiwałą, żeby jej zaiskrzyło.
Pisanie o jakichś gwizdających i skandujących członkach RAŚ świadczy najlepiej, że szanowna Pani zajmuje się politykierstwem, a nie prawdziwą krytyką teatralną.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie