Z notatnika recenzentki teatralnej - "Między nami dobrze jest"

Redakcja
MAT. PRAS.
Udostępnij:
Wielką zaletą tekstów Doroty Masłowskiej jest ich niejednoznaczność; od przebiegu zdarzeń poczynając, na znaczeniu słów kończąc. Jeśli bohaterka dramatu "Między nami dobrze jest" mówi "niepokój" to oznaczać może to zarówno "lęk i obawę", jak po prostu "brak pokoju". Krótko mówiąc: precyzyjna praca nad wybrzmieniem poszczególnych kwestii, jest połową sukcesu w inscenizacji tej sztuki.

Piotr Ratajczak - reżyser "Między nami dobrze jest" w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu - doskonale to rozumie. Nawet skomplikowane gry słowne Masłowskiej brzmią w jego przedstawieniu naturalnie i czytelnie, w czym także ogromna zasługa aktorów. Mieli oni zresztą podwójnie trudne zadanie, większość dialogów toczy się nietypowo - postacie nie mówią do siebie, tylko przed siebie, w przestrzeń widowni, która jest wyimaginowanym przez bohaterów ekranem telewizora. I nie jest to jakaś maniera, tylko konsekwentnie prowadzona myśl interpretacyjna.

CZYTAJ RECENZJE HENRYKI WACH-MALICKIEJ

Piotr Ratajczak nie rezygnuje z głównej idei dramatu, czyli refleksji nad trudnym porozumieniem się różnych pokoleń współczesnych Polaków. Ale tę powagę, nieomal koturnową, zachowuje na finał, w którym na kilka minut, gwałtownie zmienia nastrój spektaklu i jego temperaturę. Patos ostatniej sceny nie razi, bo reżyser buduje go w ostrej opozycji do poprzednich scen. One zaś układają się w komediowy - gorzki, ale nie sarkastyczny - portret naszego społeczeństwa. Dokładniej: dużej jego części, ani bowiem Masłowska, ani Ratajczak nie stawiają znaku równości pomiędzy bohaterkami sztuki a wszystkimi Polakami.

Trudno jednak nie przyznać, że takich Halinek, Bożenek, Małych Metalowych Dziewczynek czy wreszcie Osowiałych Staruszek Na Wózkach żyje w Polsce przynajmniej kilka milionów.

W sosnowieckim przedstawieniu ich świat jest światem kształtowanym przez telewizję (wyłącznie w rozrywkowym wydaniu), wyprzedaże w supermarketach i marzenie o tym, żeby zupa z resztek mielonki zbytnio nie śmierdziała. Trzy kobiety, żyjące w jednym pokoju robią jednak wszystko, żeby się z niego wyrwać. Najmłodsza - w tej roli udanie debiutująca Martyna Zaremba - wrzeszczy, że nie jest Polką tylko Europejką, choć nie do końca rozumie, w czym tkwi różnica. Ale tak słyszała w telewizji, więc powtarza jak papuga, bo tylko w ten sposób potrafi wyrazić swój mały bunt. Najstarsza - w wyciszonej interpretacji Elżbiety Laskiewicz - chowa się we wspomnieniach, choć trauma zburzonego domu prześladuje ją od ponad półwiecza i nie pozwala zakorzenić się w nowych czasach. Wreszcie średnia z nich, Halina. Nie ma już zbyt wielu złudzeń, jak jej córka. Ale nie ma też kryjówki wspomnień, bo jej własna młodość najwyraźniej upłynęła w kolorze socjalistycznej szarości. Małgorzata Sadowska, co jest wielkim atutem tej roli, nie buduje jednak postaci Haliny wyłącznie ze smutków i frustracji. Jej bohaterka broni się, jak może i umie. Niezdarną kokieterią, radością ze znalezionej gazetki z zeszłego roku, zaklinaniem rzeczywistości, że "między nami dobrze jest".

Bo też w spektaklu Teatru Zagłębia, bardziej chyba niż w tekście dramatu, między bohaterkami istnieje więź. Nieporadna i trudna do wyrażenia w ich ubogim języku, ale istnieje. W przeciwieństwie do zimnej, totalnie odczłowieczonej rzeczywistości w telewizyjnym studiu. Mądre, wciągające przedstawienie...

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie