Z Raciborza do Afrika Korps. Willibald Borowietz, jednooki generał Wehrmachtu ze Śląska

Tomasz Borówka
Tomasz Borówka
Generał Willibald Borowietz jako podkomendny marszałka Rommla dowodził jedną z dywizji pancernych Afrika Korps
Generał Willibald Borowietz jako podkomendny marszałka Rommla dowodził jedną z dywizji pancernych Afrika Korps Śląska Biblioteka Cyfrowa
Podczas II wojny światowej Ślązak z wcielonego do III Rzeszy województwa śląskiego i zaliczony do III grupy Volkslisty (a takich było najwięcej) nie mógł liczyć na jakąś zawrotną karierę w Wehrmachcie i dosłownie żaden jej nie zrobił. Inaczej jednak rzecz się miała w przypadku Ślązaków ze „Starej Rzeszy”, Reichsdeutschów identyfikujących się z Niemcami z racji rodzinnego wychowania, kultury i wykształcenia, których słowiańskie nieraz nazwisko stanowiło jedyny relikt innego niż niemiecki rodowodu. Dla nich służba w niemieckich siłach zbrojnych była czymś naturalnym, a dla wyróżniających się w tej służbie wrota do wojskowej kariery stały otworem. Jednym z takich Ślązaków był Willibald Borowietz. Jednak służba w armii Hitlera kosztowała go bardzo drogo.

Willibald Borowietz urodził się 17 września 1893 roku w Raciborzu, przy Haus Breite Strasse 23, co do której nikomu nie przyszłoby wtedy do głowy, że kiedyś stanie się ulicą Józefa Londzina. Jego ojciec Hans był urzędnikiem, matka Elisabeth córką komisarza raciborskiej policji, co być może nie pozostało bez wpływu na losy Willibalda.

Wybuch pierwszej wojny światowej zastaje chorążego Borowtza w szeregach 156. bytomskiego regimentu piechoty, gdzie odbywa służbę wojskową. Z nim wymaszerowuje na I wojnę światową. 20-latek jest wśród tych żołnierzy Wilhelma II, którym cesarz przyobiecuje, że powrócą z wojny, nim liście opadną z drzew. Jednak Kajzer nie dotrzyma słowa. Misternie, przez lata układane plany błyskawicznego rozgromienia Francji zawiodą i wojna nie skończy się w ciągu paru tygodni. A jeszcze nim liście opadną z drzew, naznaczy Borowitza na całe życie. Gdy we wrześniu 1914 bytomski pułk bije się pod Saint-André-en-Barrois w Lotaryngii, francuska kula trafia Willibalda prosto w prawe oko. To już jego druga wojenna rana i tym razem bardzo poważna. W nieodwracalnie uszkodzonym oku traci wzrok na zawsze. Mimo tego pod koniec 1914 r. wraca na front, a w 1915 r. (już jako podporucznik) obejmuje swoje pierwsze (i nie ostatnie) stanowisko dowódcy kompanii. Zdobywa wojenne odznaczenia, m.in. Krzyż Żelazny II i I Klasy. W 1918 r. awansuje na porucznika.

W tymże roku pierwsza wojna światowa kończy się przegraną Niemiec i ich sojuszników. Oberleutnant Borowietz powraca na rodzinny Górny Śląsk. Nie do cywila. W 1919 r. służy w Grenzschutzu, zostaje dowódcą pociągu pancernego i podczas pierwszego powstania śląskiego walczy z innymi Ślązakami, którzy w odróżnieniu od niego Niemcami się nie czują.
Następnie Borowietz rozstaje się z armią. W zredukowanej traktatem wersalskim do 100 tysięcy żołnierzy Reichswehrze brakuje miejsca dla jednookiego porucznika. Jest za to w policji. Willibald nie zrzuca więc munduru i w 1920 roku, po krótkiej służbie w Sicherheitswehrze, idzie w ślady dziadka ze strony matki, komisarza Josepha Henkego, powszechnie w Raciborzu znanego stróża prawa. Jako policjant pracuje m.in. w Gliwicach, Wrocławiu i Berlinie. Zakłada rodzinę, jego wybranką jest Eva Ledien. Przychodzi na świat ich troje dzieci: Joachim, Wilma i Eva Monika.

Mąż, żona i syn

W 1933 r. do władzy w Niemczech dochodzą naziści. Adolf Hitler przekształca Reichswehrę w Wehrmacht i przystępuje do jego rozbudowy. Borowietz powraca do wojska, gdzie jego kariera nabiera tempa. W 1935 r. dostaje perspektywiczny przydział do szkoły dynamicznie rozwijających się wojsk motorowych w Wünsdorfie. W 1937 r. przechodzi do sztabu Szkoły Wojsk Pancernych. W roku 1938 jest już majorem. Jednak w nowej, III Rzeszy nie wszystko układa się pomyślnie dla państwa Borowtzów…

Gdyż pani Borowietz jest Żydówką, a w myśl uchwalonych w 1935 i miesiąc po miesiącu, coraz bardziej złowieszczo wdrażanych w życie Ustaw Norymberskich, niemieckie prawo uznaje za Żydów również dzieci z tak mieszanego małżeństwa, jakim są Borowtzowie. Ale w tyleż opresyjnym co absurdalnym prawie istnieje kilka furtek, dopuszczających uznanie ich potomstwa za aryjskie. Jedną z nich jest rozwód, lecz dla Evy jest on nie do przyjęcia i zdesperowana kobieta wykorzystuje inną. Popełnia samobójstwo. Willibald jest załamany, omal nie rzuca służby w armii. Ale dzieci są bezpieczne. Oficjalnie „zaryzowany” Joachim wkrótce wstępuje nawet do Wehrmachtu i zostaje czołgistą.

Niestety, na własną zgubę. Zaledwie kilka dni po ataku Hitlera na Polskę i wybuchu II wojny światowej, Joachim Borowietz, żołnierz 4 Dywizji Lekkiej, pali się w trafionym przez Polaków czołgu. Jego ojciec służy w tym czasie w Dowództwie Wojsk Szybkich. Po śmierci syna uzyskuje przydział na front, na stanowisko dowódcy 50 Oddziału Przeciwpancernego, wchodzącego w skład tej samej 4 Dywizji Lekkiej, w szeregach której poległ Joachim. Dywizja operuje wtedy w południowo-wschodniej Polsce, nacierając aż po Włodzimierz Wołyński. Stamtąd zawraca, kierując się na Zamość, Rzeszów i Sandomierz, gdzie zatrzymuje się na kilka tygodni w roli sił okupacyjnych. Wkrótce później zostanie zreorganizowana i przekształcona w 9 Dywizję Pancerną. Pododdział Borowtza staje się 50 Oddziałem Niszczycieli Czołgów.

Dowodząc z pierwszej linii

Jeszcze po wojnie z Polską na mundurze Borowtza przybywa okucie do Żelaznego Krzyża II klasy. W 1940 roku, po zwycięskiej dla Niemiec kampanii na zachodzie, pojawia się kolejne – tym razem do klasy I. Wcześniej zostaje awansowany na podpułkownika. Kampanię bałkańską na wiosnę 1941 rozpoczyna już nie jako oficer rezerwy, a służby czynnej. Wyróżnia się podczas natarcia na Skopje 6-7 kwietnia 1941. Uchwycenie tego miasta, położonego w strategicznym punkcie Bałkanów miało decydujące znaczenie dla podboju Jugosławii. Borowietz prowadzi śmiały manewr, dzięki któremu – jak później przechwalali się Niemcy – w 36 godzin dokonuje tego, czego podczas pierwszej wojny światowej nie zdołała osiągnąć cała bułgarska armia. Kilka dni później Borowietz zostaje wyróżniony wzmianką w rozkazie dziennym Wehrmachtu.

Na kolejną wojnę Borowietz wyruszy już pełniąc obowiązki dowódcy zmotoryzowanego 10 Pułku Strzelców, jednego z głównych komponentów 9 Dywizji Pancernej. 22 czerwca 1941 r. Hitler atakuje ZSRR. Wehrmacht stoi u szczytu potęgi. Borowietz demonstruje taktyczne możliwości swoich zmotoryzowanych strzelców, prowadząc ich do nocnego ataku – osobiście, dowodząc z pierwszej linii w opancerzonym transporterze. Przeciwnik – radziecka dywizja pancerna – zostaje rozgromiony, zostawiając na placu boju 92 zniszczone czołgi, 16 dział polowych oraz 12 ciężkich dział przeciwlotniczych. Niemcy zdobywają też mnóstwo innego materiału wojennego. Po tym sukcesie Hitler przyznaje Borowtzowi Krzyż Rycerski.

Dowódca (od października 1941 już nie p.o.) 10 Pułku Strzelców niewątpliwie zdaje sobie sprawę z tego, jak wyniszczającą wojnę toczą Niemcy na froncie wschodnim – czyli z zabijania i głodzenia sowieckich jeńców, terroru wobec ludności cywilnej, żołnierskich samowoli, eksterminacji Żydów przez grupy specjalne SS. W związku z masową skalą występowania tych brutalnych zjawisk nieprawdopodobne, by dowódca stosunkowo wysokiego szczebla nie zetknął się ze zbrodniami wojennymi w ZSRR. Czy i jak radziło sobie z tym jego sumienie – być może nie dowiemy się nigdy. Natomiast na podstawie późniejszych wynurzeń Borowtza można sądzić, że Ślązak był przekonany o słuszności wojny z Sowietami i nieugięcie wierzył w zwycięstwo Niemiec.

Jednak mimo lawiny zwycięstw nad Armią Czerwoną latem i jesienią 1941 roku, u progu zimy niezwyciężony dotąd Wehrmacht zostaje zatrzymany pod Moskwą. Także w 1942 roku, mimo nowych sukcesów Wehrmachtu nie udaje się Hitlerowi ostatecznie pokonać Sowietów. Wręcz przeciwnie – druga wojenna zima na Wschodzie przynosi miażdżącą klęskę pod Stalingradem. Jednocześnie Niemcy doznają dotkliwych niepowodzeń na innych teatrach działań wojennych.

Jesienią roku 1942, który przynosi Borowtzowi awans na pułkownika i kolejne cenne odznaczenie – Złoty Krzyż Niemiecki, raciborzanin żegna się z 10 Pułkiem Strzelców i 9 Dywizją Pancerną, opuszczając front wschodni.

Ostatni bastion w Afryce

10 listopada 1942 Borowietz otrzymuje dowództwo 10 Brygady Grenadierów Pancernych. Jednostka ta jest częścią 15 Dywizji Pancernej, ta zaś wchodzi w skład DAK, czyli Deutsches Afrikakorps i walczy w Afryce Północnej pod komendą słynnego feldmarszałka Erwina Rommla. To właśnie 15 Pancerna kilka miesięcy wcześniej uczestniczyła w zakończonej błyskotliwym zwycięstwem Rommla bitwie pod Gazalą i walnie przyczyniła się do zdobycia przez siły Osi słynnej twierdzy Tobruk. 18 listopada 1942, w związku z chorobą dotychczasowego dowódcy 15. Panzerdivision, OKW mianuje na to stanowisko Ślązaka. Odtąd Borowietz dowodzi jedną z najważniejszych wielkich jednostek niemieckich na śródziemnomorskim teatrze działań, a 1 stycznia 1943 zostaje awansowany na generała dywizji – najmłodszego w całej Północnej Afryce! Stoi u szczytu kariery.

Jednak w chwili, gdy Borowietz przybywa do Libii, dni sukcesów Afrika Korps należą do przeszłości. Rommel na czele swojej niemiecko-włoskiej Panzerarmee Afrika, pobitej na głowę przez Brytyjczyków pod El Alamein, pospiesznie wycofuje się w kierunku Tunezji. Po kolei padają Tobruk, Benghazi, Trypolis. Rommel traci Cyrenajkę i Trypolitanię. Także na zachodzie źle się dzieje. Wojska amerykańskie i brytyjskie, dokonawszy inwazji Francuskiej Afryki Północnej, opanowują Maroko i Algierię, po czym maszerują na Tunis. By zapobiec opanowaniu przez aliantów tej kolejnej, strategicznie położonej francuskiej kolonii, Hitler i Mussolini wysyłają swoje wojska do Tunezji. Udaje im się uprzedzić przeciwnika i odrzucić go od Tunisu. OKW formuje w Tunezji 5 Armię Pancerną generała Hansa Jürgena von Arnima, która wraz z Armią Pancerną Afryka Rommla mają jak najdłużej utrzymać ten ostatni bastion Osi na afrykańskiej ziemi.

Lecz Rommel, choć taktyczny geniusz, nie jest jednak cudotwórcą. Tylko z początku udaje mu się pobić niedoświadczonych Amerykanów podczas bitwy o przełęcz Kasserine (w jej zdobyciu bierze udział także część dywizji Borowtza). Przeciwko materialnej przewadze Sprzymierzonych „Lis Pustyni” jest na dłuższą metę bezradny. Wojska Osi zostają całkowicie zepchnięte do obrony. Nie udaje im się utrzymać ufortyfikowanej Linii Mareth na granicy Tunezji z Libią, mimo iż podczas walk o nią 15 Pancerna przeprowadza 22 marca 1943 piorunujące przeciwuderzenie pod Wadi Zigzaou. „Trzydzieści czołgów i dwa bataliony piechoty uderzyły na przyczółek, zgniatając Brytyjczyków w tak ciasnym uścisku, że mimo poprawy pogody piloci alianccy nie strzelali z obawy, iż trafią własnych ludzi – pisze amerykański historyk Rick Atkinson. – Czołgi niemieckie metodycznie niszczyły jedno umocnienie po drugim, miażdżąc rowy strzeleckie. Bardzo szybko 35 Valentine’ów (typ czołgu brytyjskiego – T. B.) stało się jedynie dymiącymi kadłubami. Głęboki wąwóz Zigzaou zamienił się w rzeźnię, zwłoki leżały wdeptane w błotniste podłoże albo unosiły się z biegiem strumienia”. (…) Sama tylko 15 brygada z 50 dywizji straciła 600 ludzi”.

Sukces dywizji Borowtza ostatecznie nie zdaje się jednak na nic. Siły 8 Armii generała Montgomery’ego oskrzydlają obronę Linii Mareth, co zmusza Niemców i Włochów do odwrotu. Po tych walkach w 15 Dywizji Pancernej pozostaje zaledwie 28 czołgów.
Pod koniec kwietnia ich liczbę udaje się uzupełnić do 50, ale w ciągłych kontratakach szybko topnieje i ona. Rankiem 6 maja jest ich już tylko 20, więc nie są w stanie stawić skutecznego oporu, gdy aż dwie brytyjskie dywizje pancerne uderzają przez dolinę Medjardy na Tunis. Potężnego alianckiego natarcia z wszystkich kierunków nie ma czym powstrzymać, bo wykruszają się też grenadierzy pancerni dywizji, którzy na przełomie kwietnia i maja stawiali jeszcze zacięty opór przy drodze do Massicault koło French-Ferme. Alianci rozcinają niemiecko-włoską obronę na pół. Borowietz dowodzi zgrupowaniem północnym. Ale nie trwa to długo, bo i czym tu dowodzić?! 11 maja generał nie ma już czołgów, nie ma dział, nie ma nawet grenadierów. Z potężnej niegdyś dywizji pozostaje raptem 40 spieszonych czołgistów. To koniec.

Generał ze łzami w oczach

Tego dnia Borowietz, w samochodzie z flagą Czerwonego Krzyża, przyjeżdża na stanowisko dowodzenia amerykańskiego generała Ernesta Harmona, by poddać resztki swoich sił. Jest nienagannie ubrany w generalski mundur i zachowuje się dystyngowanie, lecz uwadze czujnych korespondentów wojennych nie uchodzą łzy w jego oczach. Z drugiej strony, Borowtza stać też na szczyptę wisielczego humoru – gdy jeden z dziennikarzy stwierdza, że nigdy wcześniej nie relacjonował kapitulacji, generał sarkastycznie zauważa, że on do tej pory też się nie poddawał. Inny amerykański korespondent zanotuje też słowa Borowtza, odzwierciedlające jego cokolwiek naiwne poglądy na geopolitykę i sens toczonej przez III Rzeszy wojny: „Stany Zjednoczone popełniły największy błąd, sprzymierzając się z Rosją. Führer chciał mieć Anglię po swojej stronie, co przyniosłoby światu pokój i równość. Wasz naród Stanów Zjednoczonych wkrótce pojmie ten straszliwy błąd, jakim było związanie się z Rosją. Ameryka przegra, ponieważ my pokonamy Rosjan”. Niezmącona wiara w to ostatnie po Stalingradzie wystawia nie najlepsze świadectwo strategicznemu zmysłowi generała.

Tymczasem otoczone, przyparte do morza jednostki niemieckie oraz włoskie jedna po drugiej składają broń. 5 Armia Pancerna i Armia Pancerna Afryka (a w jej składzie Afrika Korps) przestają istnieć. Kapitulacja wojsk Osi w Tunezji to klęska na miarę Stalingradu. W niewolę idzie ponad ćwierć miliona niemieckich i włoskich żołnierzy. Tę ostateczną katastrofę w Północnej Afryce niemiecka propaganda stara się przedstawić jako heroiczną walkę do ostatniego naboju i w gruncie rzeczy… strategiczny sukces III Rzeszy, odsuwający w czasie groźbę alianckiej inwazji na Festung Europa. Wyróżniających się dowódców Wehrmachtu w Afryce Hitler nagradza wysokimi odznaczeniami. Mimo swego poddania się nieprzyjacielowi, Borowietz otrzymuje od Führera Dębowe Liście do Krzyża Rycerskiego.

GENERAL VON ARNIM AND OTHER HIGH RANKING GERMAN OFFICERS SURRENDERED TO THE ALLIES IN TUNISIA ARRIVE IN GREAT BRITAIN. GENERAL VON ARNIM AND OTHER HIGH RANKING GERMAN OFFICERS SURRENDERED TO THE ALLIES IN TUNISIA ARRIVE IN GREAT BRITAIN. © IWM (CH 9629)

Swoich wysokiej rangi jeńców z Tunezji Amerykanie szybko ekspediują za ocean. Borowietz zostaje osadzony w obozie jenieckim Camp Clinton w stanie Missisippi. Podczas gdy przebywa w amerykańskiej niewoli, w grudniu 1944 za drutami niemieckiego obozu koncentracyjnego w Ravensbrück ginie jego szwagierka, Żydówka Käthe Bosse. Mimo trwającej wojny Borowietz utrzymuje korespondencyjny kontakt z córkami. Z tonu jego listów wynika, że mimo wszystko nadal wierzy w słuszność niemieckiej sprawy, a nawet zwycięstwo. Wbrew pozorom, był to dosyć rozpowszechniony pogląd u żołnierzy Wehrmachtu, z których wielu, mimo coraz bardziej pogarszającej się sytuacji wojennej, wciąż liczyło na odmianę, którą przynieść miały zapowiadane przez niemiecką propagandę „cudowne bronie” oraz (również przez nią wykreowany) opatrznościowy geniusz Hitlera. Dla osoby o tak ukształtowanych przekonaniach upadek III Rzeszy w maju 1945 musiał więc być wyjątkowo ciężkim ciosem.

Nagrobek z Rycerskim Krzyżem

1 lipca 1945 roku przebywający wciąż w amerykańskim obozie jenieckim Willibald Borowietz umiera. Śmierć jest nagła, generał dotyka w kąpieli wyłącznika prądu i zabija go elektryczny wstrząs. Czy to samobójstwo? Pewności nie ma do dzisiaj. Nieco ponad trzy miesiące wcześniej odebrał sobie życie towarzysz Borowtza z walk w Afryce i następnie w niewoli, generał Bülowius. Ten jednak zostawił pożegnalny list. Tymczasem Borowietz nie. W jego niedawnej korespondencji z zamierzającą wkrótce wyjść za mąż córką, którą zapewniał w liście o swym przyszłym wsparciu finansowym dla młodej pary, ciężko dopatrzyć się samobójczych zamiarów. Niemcy przegrały wojnę, lecz na początku lipca 1945 nie było jeszcze pewne, że utracą na rzecz Polski Śląsk z jego rodzinnym Raciborzem i Wrocławiem, z którym Borowietz był związany. Miał jeszcze po co żyć. Czyżby więc jego niewyjaśniona po dziś dzień śmierć była jednak wypadkiem?

Willibald Borowietz został pochowany na wojskowym cmentarzu w Fort Benning w USA. Na jego nagrobku wyryto Krzyż Rycerski. W odróżnieniu od odznaczenia, które nosił pod szyją jednooki generał ze Śląska, nie widnieje na nim Hakenkreuz.

Mobilnych ołtarzy jednak nie będzie?

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

r
rokoko
Byl Kaduk i Szczurek, byl Kotalla, byl Froehlich, Respondek, Pietz i Mandrella, byl Slawik, Battel, byl von Strachwitz, Wiesner, ale tez von Pfeil i hrabia von Matuschka, byl Respondek i wielu innych róznych.

Tak jak wczesniej np: Höfer, Korfanty, von Chapuis, Jadasch, Pant, Lukaschek, Ulitz i Ulitzka.

Pamietac trzeba o wszystkich, bo historia Górnego Slaska jest tylko jedna, Nasza Wspólna.
P
Patriota
Wspaniały człowiek.
t
tukejszy
Ale Autorowi dziekuje za bardzo ciekawy artykul, potrzebny i przede wszystkim we wlasciwym tonie i swietle. Slask byl i jest....rózny. Pozdr.
t
tukejszy
"Podczas II wojny światowej Ślązak z wcielonego do III Rzeszy województwa śląskiego i zaliczony do III grupy Volkslisty (a takich było najwięcej) nie mógł liczyć na jakąś zawrotną karierę w Wehrmachcie i dosłownie żaden jej nie zrobił. " Nieprawda, wiele kontrprzykladów. No chocby karlus z w miedzywojniu polskich Katowic (Bogucice/Bogutschütz) - jeden z najbardziej udekorowanych: http://www.gleiwitz-sosnitza.de/ritterkreuztreger/bialecki.htm

Poza tym: po obu stronach byli tacy i tacy, wiem bo sam mam/mialem w rodzinie "patriotów", fanatyków, bohaterów, "dzialaczy" propolskich i proniemieckich, po obu stronach, m.in. w Chorzowie i w Bytomiu, ale tez w Raciborzu i w podraciborskich wsiach (Syrynia, Lubomia, Buków, Ruderswald/Rudyszwald, Zabelkau/Zabelków), w okolicy Lublinca (np. Boronów), w Groß Strehlitz/Strzelcach Op., w Opolu i w podopolskich dziurach jak Gogolin, Krappitz/Krapkowice, Czarnowans/Czarnowasy.
Dodaj ogłoszenie