Z tego świata nędzy i strachu nie było ucieczki, nawet podkopem. Pamięć o ,,Zgodzie" jest potrzebna

grażyna kuźnik
W lutym 1945 roku poniemiecki obóz w Świętochłowicach Zgodzie znowu się zapełnił. Spędzono tutaj starszych mężczyzn, nastoletnich chłopców, kobiety i dzieci, zgarniętych ze śląskich miast. Okrucieństwo nie opuściło tego miejsca, jakby na drwinę nazywanego ,,Zgodą”. Co trzeci więzień nie przeżył.

W lutym 1945 roku poniemiecki obóz w Świętochłowicach Zgodzie znowu się zapełnił. Spędzono tutaj starszych mężczyzn, nastoletnich chłopców, kobiety i dzieci, zgarniętych ze śląskich miast. Okrucieństwo nie opuściło tego miejsca, jakby na drwinę nazywanego ,,Zgodą”. Co trzeci więzień nie przeżył.

Być może wkrótce powstanie tutaj pomnik na cześć ofiar obozu, o co zabiega Gerhard Gruschka, jeden z ostatnich żyjących więźniów  obozu, historyk i teolog. Trzeba jednak zaznaczyć, jakich ofiar. Byli wśród nich esesmani i działacze NSDAP, ale także powstańcy śląscy, zwykli ludzie dalecy od polityki, cudzoziemcy, matki z dziećmi, chłopcy i dziewczęta, wciągnięci w wir historii. Niewinni zasługują na pamięć i współczucie.

Gruschka trafił do obozu jako 14-latek z Gliwic, jego ojca wyrzucono z pracy na kolei za poglądy antyhitlerowskie, a sam Gerhard wyleciał z Jungvolkjunge, organizacji w strukturach Hitlerjugend dla chłopców w wieku 10-14 lat. Gerhard zamiast na zbiórki wolał chodzić do kościoła, dlatego dostał opinię: ,,Służba przed ołtarzem jest dla niego ważniejsza niż służba ojczyźnie". A to oznaczało wyrzucenie ze szkoły i poza nawias niemieckiego społeczeństwa. Gruschkowie nie uciekli z Gliwic przed Armią Czerwoną.
Gerharda jako Niemca umieszczono w ,,Zgodzie” w specjalnym baraku nr 7 dla ,,brunatnych”, czyli więźniów uważanych za nazistów. Nie chodzili do pracy, byli masą, nad którymi znęcali się strażnicy i osobiście komendant Salomon Morel, funkcjonariusz UB. W polskich mundurach strażnicy stosowali tortury i zabijali. W relacjach więźniów uderza wielka nienawiść strażników do Niemców, z której Ślązacy, nie znający skali wojennych zbrodni, nie zdawali sobie sprawy.

Ilu z tych mężczyzn naprawdę byli nazistami? Według relacji jednego z więźniów, Huberta S. z Chorzowa, który trafił do ,,brunatnego” baraku jako 17-latek, w obozie byli także esesmani i działacze należący do NSDAP. Jeśli byli starsi, nie mieli żadnych szans na przeżycie, zabijał ich tyfus, głód i bicie. Młodsi, jak on i Gruschka, mimo strasznego wycieńczenia, przetrwali do likwidacji obozu.
Barak nr 7 szybko opanowały choroby, był omijany i skazany na wykończenie. Więzień Franz Brachmann, członek NSDAP, autor wspomnień ,,Powrót na Śląsk” pisał: ,,Każdy widział nadchodzącą śmierć, od której nie było ucieczki. To był świat nędzy, cierpienia i wrogości”. Przyznawał, że w ,,brunatnym” nic nie było normalne, więźniowie ogarnięci szałem bili się wyrwanymi z łóżek deskami, a część leżała ,,aż śmierć wybawi ich od cierpienia”.

Nie przeocz

W ,,Zgodzie” znalazło się 716 kobiet, stanowiły około 17 proc. osadzonych, to bardzo dużo. Było kilkoro dzieci do lat 13, chociaż w kwietniu 1945 roku zabroniono przyjmować je do obozów. Zanotowano również obecność trojga dzieci poniżej 1,5 roku, lecz oficjalnym danym trudno wierzyć, zaniżano liczby. Od chwili powstania obozu codziennie przyjmowano setki więźniów, w sierpniu 1945 roku było już w ewidencji 5048 osób. Ale spisy szybko się zmieniały, bo ludzie masowo umierali.
Kobiety wychodziły do pracy w pobliskich zakładach, niektóre próbowały uciec. Zachował się protokół przesłuchania 37-letniego Wilhelma Mrozka z Zabrza, ślusarza, bezpartyjnego, oskarżonego o ,,wykonanie podkopu i próbę ucieczki”, który przyznał, że podkop to pomysł niejakiej Rut z Bytomia. Ustalono, że chodzi o Olgę Roth, którą po ujawnieniu sprawy bestialsko pobito na śmierć. Przez podkop miały uciec dwie kobiety i 20 mężczyzn.

O warunkach życia kobiet wiele mówi dokument ,,Spis rzeczy własnych więźniów”, który sporządzono po likwidacji obozu i wysłaniu więźniów do Jaworzna. 90 kobiet posiadało na przykład: ,,Czapki damskie stare - 5, sukienki - 2, płaszcze damskie stare – 4, spódniczki - 2, pończochy – 4, szaliki damskie stare – 2, biustniki – 4.”
Wkrótce epidemie tyfusu, czerwonki, brak leczenia, głód i znęcanie się spowodowały, że wyludniły się baraki nr 7, 4 i 6. Przez 10 miesięcy istnienia obozu zmarło 1855 osób, ale są to dane oficjalne, opatrzone uwagą, że ,,cywilnych internowanych” pochowano więcej. Kryje się za tym wiele anonimowych grobów.

Zobacz koniecznie

W końcu tragedii nie dało się już ukryć, Salomon Morel odpowiedział na zarzuty władz, że nie znał miejscowych warunków, a Niemcy zabili mu rodzinę. Za zaniedbania dostał trzy dni aresztu domowego, na co odpowiedział, że i tak mieszka w obozie, pięciu strażników choruje na tyfus, więc nie wie, jak taką karę ma odbyć. Doświadczenia mu się przydały, bo napisał budzące zgrozę dzieło o tym, że obozy pracy powinny być podstawą gospodarki.
Na dziesiątki lat nad ,,Zgodą” zapadła cisza. Dzisiaj już można odkrywać prawdę, ale Gerhard Gruschka boi się, że obóz zostanie zapomniany, bo politycznie dla nikogo nie jest wygodny. Przyznał z goryczą:,, Ani Niemcy, ani Polacy nie chcą o tych obozach pamiętać.”

Musisz to wiedzieć

Bądź na bieżąco i obserwuj

Czy wkrótce będzie cieplej?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie