Zabrze. Alojzy Piontek uratowany po 8 dniach od zawału w kopalni Rokitnica. Mija 50 lat od jednej z najsłynniejszych katastrof

Tomasz Szymczyk
Tomasz Szymczyk
To jedna z najsłynniejszych katastrof w historii polskiego górnictwa. Alojzy Piontek po zawale spędził pod ziemią 158 godzin, pijąc własny mocz. Kiedy dotarli do niego ratownicy, zapytał o wynik meczu Górnika Zabrze z Manchesterem City. Wszystko działo się w zabrzańskiej kopalni Rokitnica. Mija właśnie pięćdziesiąt lat od tych wydarzeń.

W marcu 1971 roku w Polsce prowadzono pierwsze prace związane z uruchomieniem telewizji kolorowej, jeszcze w wersji czarno-białej telewizja zaczęła pierwszą emisję popularnego serialu "Wakacje z duchami". Kibice piłkarscy ostrzyli sobie zęby na rewanżowy mecz w ćwierćfinale Pucharu Europejskich Zdobywców Pucharów, w którym Górnik Zabrze rywalizował z Manchesterem City. W pierwszym meczu na Stadionie Śląskim zabrzanie wygrali 2:0, ale o awansie do dalszej fazy decydować miał dwumecz.

W Zabrzu górnictwo było wtedy najważniejszą branżą. Oprócz kopalń Makoszowy, Zabrze i Pstrowski działała kopalnia Mikulczyce-Rokitnica, którą niedługo wcześniej utworzyły kopalnia Mikulczyce, Ludwik-Concordia i Rokitnica. Właśnie w tej ostatniej tuż przed rewanżowym meczem Górnika dochodzi 23 marca 1971 roku, tuż po godzinie 16, do zawału.

W rejonie potężnego tąpnięcia, 800 metrów pod ziemią, znalazło się 19 górników. Jest wśród nich Alojzy Piontek. Ma 37 lat, jest rębaczem, a na powierzchni czekają na niego żona i dwójka małych dzieci. Ośmioro górników uratowano bardzo szybko. Czworo z nich od razu wróciło do domu, czworo pozostałych trafiło do szpitali, ale bez zagrożenia życia. W zasypanym chodniku pozostaje jedenastu. Akcja ratownicza przy wstrząsach wtórnych i temperaturze około 30 stopni Celsjusza trwa. Tak jak zawsze ratownicy pracują do końca, do odnalezienia wszystkich.

W trzecim dniu akcji ratownicy docierają do Maksymiliana Czapli. Już nie żył. W poniedziałek 29 marca wydobyto ciała kolejnych siedmiu górników. Byli to: Horst Malinka, Henryk Wysocki, Jan Wiczyński, Rudolf Budny, Adam Kurzel, Paweł Broll, Józef Koenig. Ciało Rudolfa Budnego nieśli ratownicy: Józef i Maksymilian Budny – jego bracia.

W tym czasie Piontek leży w zasypanych chodniku przysypany stylem od łopaty w małej szczelinie szerokiej na metr i wysokiej na siedemdziesiąt centymetrów. Nie ma jedzenia i picia. Ma górniczą lampkę, ale leży w ciemności, bo używa jej tylko, gdy musi zmienić pozycję ciała. Przy pomocy kasku przepiłowuje uwierający go styl.

Uwięziony został w niewielkiej szczelinie, jaka utworzyła się w pogruchotanej ścianie – szerokiej na 1 m i wysokiej na 70 cm. Bez jedzenia i picia. Lampka górnicza paliła się do końca, ale używał jej tylko przy zmianie pozycji ciała. Leżał więc w zupełnych ciemnościach. Gdzieś w pobliżu znajdował się jego kolega z oddziału Alfred Gebauer. Rozmawiają, ale on jest w dużo gorszym stanie.

- Alojz, ja się już całkiem wykrwawię. Pożegnaj moją rodzinę - to ostatnie słowa, które Piontek słyszy od Alfreda Gebauera. Sam leży w niszy i wydaje mu się, że słyszy odgłosy pracy górników. Do zasypanego chodnika cały czas tłoczone jest powietrze, a ratownicy cały czas przebierają zwałowisko, by dotrzeć do zasypanych.

Nadzieja nie gaśnie, ale gdy mijają kolejne godziny i dni akcji, wiadomo, że szanse odnalezienie kogoś żywego stają się coraz mniejsze. Dopiero 30 marca tuż po godzinie 5 rano kierujący akcją ratowniczą Alojzy Wylężek oświetlił lampą niewielką szczelinę i niespodziewanie usłyszał słaby głos.

Nie przeocz

- Czy to wy sztygarze? Pomóżcie mi, nie mogę się stąd wydostać - mówił wyczerpany Piontek. Wylężek pomyślał, że to któryś z ratowników, którzy przebijają się z drugiej strony zawału. Po chwili jednak głos się powtórzył: - To ja. Piontek, zawołajcie sztygara, jestem tu od wczoraj, z drugiej zmiany - powtarzał górnik, który myślał, że minęło nie siedem dób, ale dopiero jedna.

Inżynier Wylężek pracował przez kilka lat jako nadsztygar w „Rokitnicy”. Krzyknął w stronę szczeliny: - Jestem Wylężek, idziemy po was! Zachowajcie się spokojnie! Nie traćcie sił”. Piontek, odpowiedział: - Tak, pamiętam was.
- Nikt z ratujących nie spodziewał się takiego odkrycia, wiedząc, jak szczelny jest zawał. Zachowanie życia w tych warunkach było niewyobrażalne. Podziw był tym większy, że kiedy już szybko wyniesiono Piontka z gruzów, okazało się, że jest silnie wyczerpany, ale w zasadzie poza drobnymi potłuczeniami nie odniósł obrażeń – pisał w książce „Sukcesy i klęski w działaniach ratownictwa górniczego” Bogdan Ćwięk.

To, że górnik zdołał przeżyć 158 godzin to prawdziwy cud! Ale szczelina jest za mała, by wydostać górnika. Dostaje od ratowników bandaż, by móc przesłonić oczy tak, żeby nie poraziło go światło po kilkudniowym pobycie w kompletnych ciemnościach. Tuż po godzinie szóstej Alojzy Piontek jest już wśród ratowników. Mówi im, gdzie może leżeć Alfred Gebauer. A zaraz potem pyta o mecz Górnika. Później ratownicy wydobyli jeszcze ciało Gebauera i innego górnika Alfreda Halaska.

Piontek trafia do szpitala górniczego w Zabrzu-Biskupicach. Lekarze określają jego stan jako dobry: rozmawia, ma dobre ciśnienie, prawidłową akcję serca, żadnych uszkodzeń wewnętrznych. Przebywa w sterylizowanej sali. Najważniejszą dla lekarzy sprawą było utrzymanie odpowiedniej pracy nerek. Na wypadek, gdyby zaszła potrzeba zastosowania sztucznej nerki – wszystko było przygotowane.

Na kopalnię Alojzy Piontek nie wróci już nigdy. Nawet, gdy po latach telewizja zaproponuje mu zjazd na dół podczas kręcenia filmu o nim, stanowczo odmówi. Zabroni też synowi podejmować pracę na kopalni. Dziennikarzom mówi, że nie wchodzi się dwa razy w paszczę diabła.

Zobacz koniecznie

– Piontek mówił, że do tego wypadku doszło z winy kierownika. Ściana przez dłuższy czas była nieczynna z powodu zagrożeń tąpnięciami, on jednak zdecydował, by wznowić na niej wydobycie – wspominali na łamach DZ przyjaciele górnika.

Po katastrofie kopalnia proponuje Piontkowi i jego rodzinie domek jednorodzinny, jednak wybierają mieszkanie w bloku w Rokitnicy. Został też właścicielem działki w zabrzańskich ogródkach Kaprys i to tam spędzał większość czasu. Przez lata zapraszano go na kopalniane uroczystości, ale przez długie lata nie miał nawet własnego munduru górniczego. Po latach czas spędzony na kopalni da się we znaki. Pylica po siedemnastu latach pracy na kopalni była sporym utrapieniem. Ostatnie lata życia Alojzy Piontek spędził zamknięty w czterech ścianach własnego mieszkania. Nie mógł się ruszyć z domu bez butli z tlenem. Próbowano załatwić dla niego wózek, by mógł się chociaż ruszyć na ukochaną działkę, ale nie zdążono. Słynny górnik z kopalni Rokitnica zmarł 29 października 2005 roku. Został pochowany na tym samym cmentarzu, na którym wiele lat wcześniej spoczął Alfred Gebauer.

Korzystałem w tekstu Teresy Semik „Zmarł Alojzy Piontek - górnik, który kilkaset metrów pod ziemią siedem dni czekał na ratunek”, który ukazał się w Dzienniku Zachodnim w 2005 roku oraz tekstu Aldony Minorczyk-Cichy "Alojzy Piontek uratowany po 8 dniach od zawału w kopalni" z 2013 roku

Musisz to wiedzieć

Nauczanie hybrydowe zamiast powrotu do szkół

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie