Zabytkowe maszyny częstochowskiej zapałczarni zajęte za podatki

Piotr Piesik
Miasto twierdzi, że zajęcie zabytkowych urządzeń uchroni je przed sprzedażą za granicę
Miasto twierdzi, że zajęcie zabytkowych urządzeń uchroni je przed sprzedażą za granicę fot. Waldemar Deska
Zabytkowe maszyny do produkcji zapałek zostały zajęte przez poborcę podatkowego. Mają stanowić zabezpieczenie podatku od nieruchomości, którego fabryka nie płaci od trzech lat. Częstochowska zapałczarnia to jedyny tego typu zakład w Europie, który nadal jest czynny i może produkować, mimo że stanowi już fragment Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego.

Prezes zapałczarni, Eugeniusz Kałamarz, nie zaprzecza, że kierowana przez niego firma zalega z uiszczeniem podatku. Kwota należności za ostatnie trzy lata, bez odsetek, wynosi 320 tysięcy złotych.

- Już w 2006 roku wystąpiliśmy do miasta o umorzenie tego podatku, niestety, bez skutku. Tymczasem nie mamy pieniędzy na zapłacenie, przecież jeszcze w ubiegłym roku dotknął nas pożar, który strawił część pomieszczeń. Jedynie dzięki wysiłkowi fachowców, prawdziwych złotych rączek, udało nam się odbudować i uruchomić maszyny, ale na odnowienie budynku już nie starczyło funduszy. To miejsce o niewyobrażalnych walorach edukacyjnych i promocyjnych - przekonuje Kałamarz.

Argumentuje ponadto, że wartość zabytkowych urządzeń jest niewspółmierna do kwoty zadłużenia. Jednak rzecznik prasowy magistratu, Ireneusz Leśnikowski, ripostuje, że według wiedzy urzędu fabryka posiada również wielu innych wierzycieli. Zajęcie maszyn przez miasto powoduje, że z takiej samej drogi wyegzekwowania należności nie może już skorzystać nikt inny. Zarazem nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wznowić produkcję zapałek.

- Nie zrobimy tego, przecież jeśli nastąpi jakaś awaria, zostaniemy posądzeni o uszkodzenie sprzętu, zajętego przez poborcę - odpowiada Eugeniusz Kałamarz.

Dodaje, że cały czas jest gotów do rozmów z miastem, choć kolejne spotkania z prezydentem Tadeuszem Wroną nie przyniosły zbliżenia stron. W sprawie głos zabrał nawet minister kultury Bogdan Zdrojewski, prosząc prezydenta o jak największą życzliwość i pomoc dla zapałczarni. Wskazał, że udana restrukturyzacja firmy nie jest możliwa bez uregulowania spraw gruntów, na których stoi zakład.

Działki stanowią drugą stronę medalu. Miasto oczekuje od zapałczarni odstąpienia po bardzo atrakcyjnej cenie terenu, potrzebnego pod budowę przedłużenia ul. Sobieskiego do Drogi Krajowej nr 1. To inwestycja niezwykle potrzebna dla komunikacyjnego odblokowania centrum Częstochowy. Prezes Kałamarz twierdzi, że musi sprzedać grunt po cenie rynkowej, aby nie zostać oskarżonym o niegospodarność i działanie na szkodę spółki. Złożył skargę na postępowanie urzędu do Rady Miasta, jednak ta nie udzieliła mu poparcia. Co ciekawe, następnego dnia po sesji w zapałczarni pojawił się poborca podatkowy.

Częstochowska zapałczarnia ma swoje miejsce także w historii polskiej kinematografii. Trwający 3 minuty film "Pożar zapałczarni w Częstochowie" z roku 1913 jest najstarszym zachowanym filmem w Polsce.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
Wieczorkowski

To co wyprawiają urzędnicy miasta Częstochowa,to wielki skandal!!!! Moim zdaniem chcą zniszczyć zakład i miejsce pracy dla ludzi. I to wspaniałe muzeum/byłem tam osobiście/. Prezes Kałamarz to wspaniały człowiek. Podziwiam go za niesamowitą determinację! Trzymam kciuki za niego i za ten zakład. Mam nadzieję,że sobie Zarząd poradzi z tymi złośliwymi urzędnikami miasta ,"dobrego miasta" jak go nazwano. Pytam się,gdzie ta dobroć?????

Dodaj ogłoszenie