Zabytkowy zamek w Mirowie bez natychmiastowej konserwacji popadnie w ruinę

Krzysztof Suliga, Bartłomiej Romanek
Udostępnij:
Zamek Mirów na razie jest zabytkową ruiną, ale bez natychmiastowego rozpoczęcia prac zabezpieczających zamieni się w ruinę, która będzie miała niewiele wspólnego z zabytkiem, a zamiast zachęcać turystów, będzie ich odstraszać.

Rodzina Laseckich, będąca właścicielami Zamku Mirów i Zamku Bobolice liczyła na dofinansowanie prac zabezpieczających pierwszej z królewskich warowni , ale nie dostała dotacji ze Śląskiego Urzędu Marszałkowskiego. Obwinia za to Barbarę Klajmon, wojewódzką konserwator zabytków, która w kwietniu została zawieszona przez wojewodę z powodu nieprawidłowości finansowych w Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków.

Średniowieczne warownie przyciągają tłumy turystów, także z zagranicy. Magnesem jest oczywiście Zamek Bobolice, który Laseccy zrekonstruowali za własne pieniądze. Choć starali się o dofinansowanie w różnych instytucjach, nie dostali ani grosza. Z Regionalnego Funduszu Operacyjnego dostali jedynie wsparcie na budowę infrastruktury turystycznej w sąsiedztwie zamku.

ZAMEK, TO ZA MAŁO. LASECCY CHCĄ JESZCZE NAZWISKA NA MAPIE. CZYTAJ WIĘCEJ
CHIŃCZYCY CHCĄ POSTAWIĆ BOBOLICE NA TAJWANIE. OPATRZYŁ IM SIĘ DISNEYLAND

Zamek w Mirowie stoi zagrodzony płotem. Bywa, że z murów odrywają się kamienie, bo nie jest odpowiednio zabezpieczony. Na ten cel rodzina Laseckich chciała właśnie dostać państwowe pieniądze. Wniosek negatywnie zaopiniowała Barbara Klajmon i urząd marszałkowski nie przyznał wsparcia.

Konserwator, odmawiając swego poparcia dla udzielenia dofinansowania na zabezpieczenie zamku stwierdziła, że wciąż nie ma projektu udostępnienia obiektu do zwiedzania.

Magdalena Lachowska, zastępca śląskiego wojewódzkiego konserwatora zabytków, także twierdzi, że właściciele zamku nie spełnili wymogów formalnych. - Nie mogę się wypowiadać na temat decyzji o nie przyznaniu środków, bo nie uczestniczyłam w pracach komisji. Chciałabym jednak zauważyć, że właściciel zamku nie złożył wniosku o pozwolenie na prowadzenie prac, co powoduje, że i tak nie można byłoby wypłacić dotacji. Wcześniej rodzina Laseckich prosiła jedynie o zaopiniowanie koncepcji, a do wydania pozwolenie potrzebny jest projekt i odpowiedni wniosek - twierdzi Lachowska.

ZOBACZ ZDJĘCIA ZAMKÓW I PAŁACÓW W WOJEWÓDZTWIE ŚLĄSKIM

- Już kilka lat temu, na nasze zlecenie, na zamku przeprowadzono prace archeologiczne, architektoniczne oraz szereg specjalistycznych badań, które przy udziale najlepszych ekspertów umożliwiły stworzenie szczegółowego projektu i planów - odpiera zarzut Jarosław Lasecki, współwłaściciel Zamku Mirów. - W 2009 roku było tajemnicą poliszynela w tzw. środowisku konserwatorskim, że mimo wykonania kompleksowych badań od 2007 roku, mamy trudności z przekonaniem konserwatora zabytków co do koncepcji udostępnienia Zamku Mirów turystom.

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że do rodziny Laseckich zgłosił się przedstawiciel firmy architektonicznej, który zaproponował wykonanie projektu i zdobycie wszystkich niezbędnych pozwoleń w ciągu zaledwie pół roku. Jak twierdzi Lasecki, firma powiązana jest z dawnym pracownikiem Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Katowicach.

- Otrzymałem zapewnienie, że ze względu na stan zabytku i jego wagę, ale także fakt, że przecież z wielkim sukcesem i znawstwem zrekonstruowaliśmy Zamek Bobolice z uzgodnieniami nie powinno być żadnych problemów - mówi Lasecki, który jednak nie potrafi wytłumaczyć, czemu o podejrzanej propozycji nie powiadomił wtedy organów ścigania. - W tym czasie nie miałem pojęcia, że oferta ta może mieć jakiś inny aspekt - twierdzi Lasecki.

Barbara Klajmon, wojewódzka konserwator formalnie nie jest zawieszona.
Zawieszenie skończyło się w kwietniu, a teraz Klajmon przebywa na urlopie do 15 maja. Wcześniej decyzję o jej zawieszeniu podjął wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk. Urząd Wojewódzki zlecił w tej instytucji kontrolę, która wykazała "pewne nieprawidłowości". Okazały się one jednak na tyle poważne, że sprawa została przekazana prokuraturze. Zdaniem śledczych, z kasy Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków zniknęło 470 tysięcy zł. Z pracą pożegnała się główna księgowa i jej podwładny, którzy mieli "wyprowadzać" pieniądze podczas wypłacania pensji. Urząd Wojewódzki nie chce komentować sprawy, twierdząc, że zajmuje się nią prokuratura i do czasu zakończenia śledztwa, żadnych komentarzy nie będzie. - Prowadzimy dochodzenie w sprawie, ale nie ma jeszcze zarzutów. Więcej w tej sprawie będę mogła powiedzieć za miesiąc, bo dokumentacja jest obszerna - mówi Elżbieta Mizeracka, szefowa prokuratury Katowice Południe.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
przy korycie
A skąd mieła dać pieniądze jak z urzędu ze sfoją mafią rozkrada.
r
rycerz kwadratowego stołu
Dofinansowanie idzie na rekonstrukcje badziewnych familoków w hanysowie, prawdziwe, bezcenne polskie zabytki się nie liczą. Najwyższa pora na Małopolskę !
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie