Zagrali jak... pajace: ŁKS Łódź - Górnik Zabrze 2:0

Tomasz Kuczyński
Paweł Strąk (na pierwszym planie) i jego koledzy z Górnika zawiedli w meczu w Łodzi
Paweł Strąk (na pierwszym planie) i jego koledzy z Górnika zawiedli w meczu w Łodzi KRZYSZTOF SZYMCZAK
Tomasz Hajto, wbrew klauzuli w kontrakcie, zagrał przeciw Górnikowi, a jego ŁKS, choć w minionym tygodniu strajkował, pokonał zabrzan.

- Mam pretensje, bo moi zawodnicy nie podjęli walki - nie krył irytacji trener gości Henryk Kasperczak.

W kolejnym meczu "o życie" Górnik zawiódł na całej linii. Praktycznie nie stworzył groźnej sytuacji, dając sobie wbić dwa gole. Pierwszy padł w 44 minucie, kiedy Rafał Kujawa musnął piłkę po podaniu z rzutu wolnego Wahana Gevorgyana, zaskakując Sebastiana Nowaka. Po godzinie gry Górnik przegrywał 0:2, a tym razem podanie Gevorgyana wykorzystał Marcin Adamski.

- ŁKS mógł zremisować, my musieliśmy wygrać, a tego nie było widać. Niestety, drużyna mnie zawiodła - przyznał Henryk Kasperczak, a Robert Szczot, cytowany przez oficjalną stronę zabrzańskiego klubu stwierdził wprost: - Momentami byliśmy jak pajace! Staraliśmy się, walczyliśmy, a tu taki klops. Nie tak sobie wyobrażałem mój powrót do Łodzi...

- Przegraliśmy bardzo ważny mecz , każdy z nas powinien sobie zrobić rachunek sumienia. Popełnialiśmy rażące błędy w kryciu i ustawieniu taktycznym. Dwie - stracone w głupi sposób - bramki mogą nas drogo kosztować, do samego końca będziemy się bić o utrzymanie. Nie ulega wątpliwości, że musimy do końca sezonu wygrać wszystkie mecze - oceniał Sebastian Nowak.

Pomocnik łodzian Piotr Świerczewski, który nie zagrał z powodu kontuzji też był... zawiedziony postawą gości z Zabrza: - Nie poznawałem Górnika, oglądałem zespół, któremu zabrakło śląskiego charakteru. W sytuacji, w której znajduje się teraz Górnik, myślałem że zawodnicy powalczą i pójdą na noże. Jestem zdziwiony, bo nie było z ich strony determinacji i walki o każdą piłkę. Tak nie można grać, gdy walczy się o utrzymanie w ekstraklasie - powiedział Świerczewski.

Osobnym rozdziałem był występ Tomasza Hajty, który odchodząc z Górnika podpisał się pod umową, w której ustalono, że nie wystąpi przeciw byłej drużynie. Doświadczony obrońca mógłby to zrobić tylko pod warunkiem wpłacenia 100 tysięcy złotych do zabrzańskiej kasy. Jednak zagrał i nie zamierza płacić.

- Nikt nie zabroni mi wykonywać zawodu! Podobna sytuacja miała miejsce, gdy grałem w Niemczech. Tam również Schalke wypłaciło mi pieniądze i pozwoliło odejść do Norymbergi. Mimo to, zagrałem przeciw mojemu byłemu klubowi. W Polsce ten głupi przepis wprowadził nie kto inny, jak trener Kasperczak, gdy jeszcze był Wiśle. Mam pełen szacunek dla Legii, oni nie robią takich przeszkód. Wypożyczyli do ŁKS-u Smolińskiego, ale nie zabronili mu grać przeciwko nim - tak wypowiadał się Hajto na łamach portalu Sport Śląski.

W Zabrzu zapowiadają skierowanie sprawy do sądu, choć bardziej powinni przejmować się najbliższą przyszłością, czyli walką o utrzymanie w ekstraklasie. - Dopóki piłka w grze, mamy szansę na pozostanie w lidze. Obiecuję kibicom, że będziemy walczyć do końca - zapowiada Adam Banaś.

Również trener Kasperczak nie zamierza się poddawać: - Żyjemy nadzieją, że będzie lepiej. W końcówce sezonu musimy pokazać charakter, aby zachować ligę dla Zabrza.

A co mówią w Łodzi po sobotniej wygranej? - Według mnie jeszcze się nie utrzymaliśmy i będziemy potrzebowali punktów - podsumował trener Grzegorz Wesołowski, który jeszcze tydzień temu był bliski odejścia z łódzkiego klubu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie