Zamach na papieża 13 maja 1981 roku. 40 lat temu Jan Paweł II miał zginąć. Kto chciał zamordować Karola Wojtyłę?

Tomasz Borówka
Tomasz Borówka
Akta śledztwa w sprawie zamachu na papieża
Akta śledztwa w sprawie zamachu na papieża IPN
Dziś mija 40 lat od zamachu na Jana Pawła II. O godzinie 17.18 13 maja 1981 roku radosną wrzawę siedemdziesięciotysięcznego tłumu na Placu św. Piotra przerwał huk wystrzałów. W ciągu kilku sekund wiwaty na cześć papieża ustąpiły miejsca okrzykowi zaskoczenia i zgrozy.

Stojący w odkrytym samochodzie Jan Paweł II został trafiony w brzuch, prawą dłoń i prawe ramię. Jednak żaden z pocisków dziewięciomilimetrowego półautomatycznego browninga nie okazał się śmiertelny. Ten najgroźniejszy naruszył wnętrzności, przeszył jelita, lecz o włos - nic dziwnego, że zaczęto mówić o cudzie! - minął arterię brzuszną i kręgosłup. Jan Paweł II ocalał i miał przed sobą jeszcze nieomal ćwierć wieku życia. Lecz pomimo upływu ponad już trzydziestu lat od zamachu wciąż nie jest jasne, kto postanowił że tamtego dramatycznego, środowego popołudnia papież ma zginąć.

Wilk, który nie był samotny

Zamachowca, niepozornego młodego człowieka w szarym garniturze, pojmano od razu. Chociaż posługiwał się fałszywymi dokumentami, włoska policja antyterrorystyczna DIGOS szybko ustaliła jego prawdziwą tożsamość. Niedoszłym zabójcą okazał się Turek Mehmet Ali Agca. Policja i służby specjalne szybko doszły do wniosku, że nie mają do czynienia z szaleńcem. Zamach był dobrze przygotowany. W toku śledztwa ustalano, jeden po drugim, kolejne fakty. Agca, członek organizacji terrorystycznej "Szare Wilki", został niegdyś przeszkolony na specjalnym kursie terrorystycznym w Libanie. Skazany w Turcji na dożywocie za morderstwo polityczne, zbiegł z więzienia, nielegalnie opuścił kraj i aż dotąd był bezskutecznie poszukiwany międzynarodowym listem gończym.. Natychmiast po ucieczce zapowiedział, że zabije Jana Pawła II, którego nazwał przy tej okazji "Papieżem-Wodzem" i "Przywódcą Krucjat". Nie działał sam. Na Placu św. Piotra znajdował się jeszcze drugi zamachowiec i uznano za możliwe, że również i on zdołał oddać strzał. Prawdziwa sensacja wybuchła jednak w chwili, gdy okazało się, że mocodawcą zamachowca mogła być Dyrżawna Sygurnost (DS), czyli bułgarska służba bezpieczeństwa.

Sofia z Moskwą w tle

Mozolne odtwarzanie losów Agcy od jego ucieczki z więzienia od końca 1979 r. do 13 maja 1981 r. pozwoliło ustalić, że spędził on prawie dwa miesiące w Bułgarii. Co robił w sofijskim, drogim hotelu "Witosza"? To tam właśnie otrzymał swój fałszywy paszport. Na podstawie tego dokumentu można by sądzić, że w Bułgarskiej Republice Ludowej przebywał tylko... jeden dzień. To nie był jedyny "bułgarski ślad". W chwili aresztowania Turek miał przy sobie skrawek papieru z zapisanymi numerami telefonów konsulatu i ambasady BRL oraz pracownika tej ambasady Todora Ajwazowa. Ten ostatni numer był zastrzeżony. Do tego dochodziły zeznania Agcy. Poza Ajwazowem (który oficjalnie pełnił funkcję kasjera) obciążały one Żelio Wasiliewa (zastępcę attaché wojskowego) i Siergieja Antonowa (zastępcę dyrektora rzymskiej placówki bułgarskich linii lotniczych). W myśl tych zeznań wszyscy oni, w rzeczywistości funkcjonariusze DS, mieli uczestniczyć w spisku na życie papieża. Agca utrzymywał, że w dniu zamachu to Ajwazow i Antonow zawieźli go samochodem na Plac św. Piotra. Na koniec pojawiło się zdjęcie, na którym w chwili zamachu u boku Agcy znajduje się właśnie Antonow...

Czyżby więc wszystko było wreszcie jasne? Czy dotarto już do korzeni politycznego spisku? Nie. Oczywistym bowiem było, że za Bułgarami ktoś stoi. Przecież nijak się dopatrzyć korzyści, jaki mogłaby wynieść Sofia ze śmierci papieża. Tajemniczym mocodawcą Bułgarów mogła być tylko Moskwa. Papieża próbowano zabić na rozkaz Kremla, a DS działała "z ramienia" KGB lub wywiadu wojskowego GRU! Do takiej konkluzji nieuchronnie wiodło włoskie śledztwo. Tak głosił sam Agca, mówiąc wprost: "Rozkaz zabicia papieża pochodził z ambasady radzieckiej w Sofii".

Wszystko wydawało się do siebie pasować. Osoba papieża jawiła się przywódcom ZSRR jako śmiertelne zagrożenie dla ich polityki. Autorytet, jakim cieszył się Jan Paweł II w swoim rodzinnym kraju, stanowił dla Rosjan poważne źródło niepokoju. W grudniu 1980 r. papież ostro (choć nieoficjalnie) zaprotestował przeciwko planowanej interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Polsce. Agenci bloku wschodniego w Watykanie łatwo zauważyli, że Jan Paweł II jest przychylnie nastawiony do polityki USA, której prezydent Ronald Reagan nadał zdecydowanie antykomunistyczne oblicze. A przecież radziecki wywiad z dawien dawna chętnie uznawał morderstwo polityczne za optymalny środek działania. Rosjanie nie wahali się też przed uderzaniem w głowy państw.

Nagromadzone materiały wyglądały na bardzo mocne. Antonow, którego nie chronił immunitet dyplomatyczny, został aresztowany. Czekało nań miejsce na ławie oskarżonych, obok Agcy i dwóch innych Turków, Omera Bagciego i Musy Celebiego, podejrzewanych o współpracę w przygotowywaniu zamachu. Poza nimi, zaocznie, miano sądzić Turków Orala Celika i Bekira Celenka oraz Bułgarów Wasiliewa i Ajwazowa. Długo oczekiwany proces rozpoczął się z końcem maja 1985 r. Przyniósł kolejną sensację.

Szalona niespodzianka

Oskarżony Agca nagle zaczął się zachowywać jak niezrównoważony psychicznie, dezawuując w ten sposób swoje dotychczasowe zeznania. Teraz je odwołał.

Co się stało? Nie wiadomo. Lecz wpływ na jego zachowanie mogła mieć wizyta, jaką złożyli mu w więzieniu dwaj bułgarscy sędziowie, którym towarzyszył tłumacz nazwiskiem Markow. Włoski sędzia (oficer śledczy) Ferdinando Imposimato domniemywa, że Markow był tak naprawdę agentem służb specjalnych, a Turkowi miano zagrozić śmiercią (także dla jego rodziny), gdyby upierał się przy obciążaniu Bułgarów. Według Imposimato Agca przyjął "propozycję nie do odrzucenia".

Obrońcy Antonowa podważyli również tezę, jakoby to on figurował na fotografii z Placu św. Piotra. Z braku dowodów na jego uczestnictwo w zamachu, Bułgar został oczyszczony z zarzutów i wypuszczony na wolność. Nie tylko on. Skazany został jedynie Agca.

Nie przeocz

Matactwa STASI

Bułgarski, czy też może raczej kremlowski trop nie umarł jednak całkowicie. Z czasem światło dzienne ujrzały nowe fakty. Otwarły się archiwa STASI, wschodnioniemieckiej służby bezpieczeństwa. Zawierały m.in. informacje o udziale STASI w zacieraniu śladów spisku. Enerdowcy być może próbowali również rzucić cień podejrzenia na USA, sugerując iż to wywiad amerykański stał za zamachem, pragnąc wykorzystać śmierć papieża dla zrewoltowania Polski. Na lep tych działań dał się najprawdopodobniej wziąć premier Włoch Giulio Andreotti.

Taka teoria to jednak niedorzeczność. Nawet, gdyby w myśl jakiejś pokrętnej logiki podobny pomysł się w CIA narodził (co samo w sobie jest nieprawdopodobne), to tego rodzaju akcję - próbę zabójstwa głowy państwa, i to TAKIEJ głowy państwa! - musiałby zatwierdzić prezydent. Tymczasem Reagan, zagorzały antykomunista, był wręcz zafascynowany postacią papieża-Polaka. Ujrzany na ekranie telewizora widok Jana Pawła II, otoczonego tłumami rodaków podczas jego pierwszej pielgrzymki do Polski w 1979 r., wywarł na przyszłym prezydencie niezatarte wrażenie. Uznał papieża za człowieka bliskiego mu duchowo i pragnął mieć w jego osobie politycznego sojusznika (czego zresztą dopiął). Co więcej, dyrektor CIA William J. Casey był gorliwym katolikiem. Reagan i Casey nigdy nie zaaprobowaliby akcji wymierzonej w Jana Pawła II. Bardziej natomiast prawdopodobna jest teoria, która dopatruje się mocodawców zamachu zupełnie gdzie indziej.

Z woli Allaha

Śledztwo w sprawie zamachu prowadzili nie tylko Włosi. Własne dochodzenia uruchomiły liczne wywiady zachodnioeuropejskie, CIA oraz izraelski Mossad. Analitycy Mossadu zwrócili uwagę na kilka intrygujących faktów. Agca w swoich pogróżkach pod adresem Jana Pawła II nazywał go "Papieżem-Wodzem" i "Przywódcą Krucjat". Izraelczycy odnaleźli identyczne epitety w zapisach przemówień irańskiego ajatollaha Chomeiniego. To Iran - wykazali - był pierwszym krajem, do którego zbiegł z Turcji Agca. To w irańskich obozach szkoleniowych dla terrorystów Turek został poddany intensywnemu treningowi i fundamentalistycznej indoktrynacji. To tam wpojono weń nienawiść do papieża i obiecano mu, że będzie miał okazję zamordować Jana Pawła II. W swojej niedawno wydanej książce Agca twierdzi wręcz, że nakazał mu to osobiście Chomeini, od którego podczas osobistego, tajnego spotkania miał usłyszeć: "Musisz zabić papieża w imię Allaha. Musisz zabić usta diabła na ziemi".

W styczniu 1981 r. Agca trafił do Libii (która już w niedalekiej przyszłości miała znaleźć się na czołówkach gazet jako państwo wspierające islamski terroryzm), gdzie pod kierunkiem zbiegłego oficera CIA Franka Terpila odbył dalszą część szkolenia. Spotkanie z Amerykaninem służyło także skierowaniu przyszłych podejrzeń w stronę USA. Zdaniem Mossadu, za kontaktujących się z Turkiem w Sofii funkcjonariuszy DS także podawali się właśnie Irańczycy. Jak dowodzili Izraelczycy, irański wywiad "prowadził" Agcę cały czas.

Zebrane materiały Mossad przekazał papieżowi za pośrednictwem arcybiskupa Luigi Poggi. Istnieje domniemanie, iż Jan Paweł II uzyskał ich potwierdzenie podczas spotkania z Agcą, którego odwiedził w więzieniu w grudniu 1983 r. Co jednak dokładnie wyznał papieżowi dziwny, skruszony człowiek, który wcześniej nieomal go nie zabił, tego nie wiemy do dnia dzisiejszego. Oficjalny komentarz Stolicy Apostolskiej brzmiał: "Wiedza Ali Agcy sięga tylko pewnego poziomu, powyżej którego nie ma on najmniejszego rozeznania w sprawie".

Zobacz koniecznie

Prawda po latach?

W 2006 r. włoska komisja parlamentarna, badająca działalność służb specjalnych byłego bloku wschodniego we Włoszech, podjęła również na nowo również i "wątek bułgarski". Stwierdziła podobno wtedy, że istnieją podstawy, by pierwotne zeznania zamachowca uznać za wiarygodne. Przeprowadzona przy zastosowaniu techniki komputerowej analiza kontrowersyjnego zdjęcia wykazała, że faktycznie uwieczniono na nim Antonowa. Z drugiej strony byłoby dziwne, gdyby Antonow towarzyszył bezpośredniemu wykonawcy zamachu, skoro wcześniej i później poświęcono tyle wysiłku gmatwaniu i wymazywaniu śladów mogących prowadzić w stronę Sofii i Moskwy. Były bułgarski wiceminister spraw wewnętrznych, generał Stojan Sawow, stwierdził wprawdzie, w liście napisanym przed popełnieniem samobójstwa, że Antonow naprawdę był agentem. Zarazem jednak zaprzeczył, jakoby uczestniczył on w zamachu.

Również w 2006 roku Śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznych, polegających na udziale funkcjonariuszy państw komunistycznych w związku przestępczym o charakterze zbrojnym, między innymi w celu pozbawienia życia Karola Wojtyły podjął IPN Katowice. W jego toku zgromadzono i usystematyzowano imponująco obszerną dokumentację, której wymowa jest jednoznaczna i prowadzi do konkluzji, że zamach zorganizowały tajne służby bloku komunistycznego.
Zebrane w toku postępowania dowody wskazują, że opisane działania dokonywane były przez osoby spośród tureckiego świata przestępczego i kontrolujących ich funkcjonariuszy służb specjalnych Ludowej Republiki Bułgarii. Wszystkie te czynności były przeprowadzone w ramach istniejącego związku osób, którego celem głównym było umożliwienie dokonania zabójstwa Jana Pawła II, a nadto dokonywanie innych przestępstw, w szczególności przeciwko życiu i zdrowiu o ile w ramach wykonania celu głównego zaszłaby taka potrzeba. Czyny te miały umożliwić realizację zabójstwa Jana Pawła II. W oparciu o dotychczas zebrany materiał dowodowy ustalono także, iż przebieg dokonania przez Mehmeta Ali Agcę przestępstwa w dniu 13 maja 1981 roku w Rzymie był niewątpliwie poddany kontroli sprawowanej przez, między innymi funkcjonariuszy Ludowej Republiki Bułgarii, od których między innymi pochodziły wytyczne, co do terminu wykonania zamachu. Sposób i zakres sprawowania tej kontroli uzasadnia podejrzenie przestępczego kierowania przez nich działaniami sprawcy i innych współdziałających z nim osób. Po próbie zabójstwa w dniu 13 maja 1981 roku Papieża Jana Pawła II oraz wszczęciu w tej sprawie postępowania karnego, służby specjalne byłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej i Ludowej Republiki Bułgarii podjęły liczne działania mające na celu dezinformację opinii publicznej oraz wpłynięcie na włoski sąd orzekający w sprawie osób, którym zarzucano współudział w zamachu na Jana Pawła II. Celem tych działań było spowodowanie uniknięcia odpowiedzialności, między innymi przez obywateli bułgarskich oskarżonych w tej sprawie. Służby te przede wszystkim rozpowszechniały fałszywe informacje o rzekomych inspiratorach zbrodni spoza państw komunistycznych. Nadto istnieje uzasadnione podejrzenie, że funkcjonariusze tych służb za pomocą gróźb wpłynęli na treść oświadczeń Mehmeta Ali Agcy oraz w ten sam sposób usiłowali wpłynąć na prowadzących śledztwo pracowników włoskiego wymiaru sprawiedliwości prowadzących postępowanie karne. W ramach podjętych działań służby te korzystały z pomocy udzielanej przez władze różnych państw komunistycznych, w tym Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

W 2014 roku śledztwo to umorzono wobec stwierdzenia, iż postępowanie karne, co do tego samego czynu Todora Ajwazowa i Jelio Wasiliewa zostało prawomocnie zakończone, wobec nie wykrycia pozostałych sprawców oraz wobec stwierdzenia, że sprawcy nie podlegają orzecznictwu sądów polskich.

"Podsumowując uznać należy, że niniejsze śledztwo doprowadziło do ustalenia, iż zamach na Papieża Jana Pawła II, był przedsięwzięciem zrealizowanym przez związekprzestępczy o charakterze zbrojnym, w którego skład wchodzili funkcjonariusze LRB, a także że w celu uzyskania we Włoszech, wyroku uniewinniającego obywateli bułgarskich, funkcjonariusz służb specjalnych NRD, LRB i ZSRR zawiązali inny związek przestępczy, którego działania miały na celu wpływanie na włoskie organy sądowe i Mehmeta Ali Agcę" - zreasumował prokurator Michał Skwara w postanowieniu o umorzeniu prowadzonego przezeń śledztwa.

Są niewielkie szanse, by cała prawda wyszła na jaw, zanim ktoś z zewnątrz dotrze do odpowiednich archiwów - a te jeszcze długo pozostaną niedostępne. Zresztą być może nawet i w nich darmo szukać dowodów. Decyzja tej wagi, jak rozkaz zabicia papieża, musiałaby zapaść raczej w kręgu kilku osób i bez pozostawiania jakichkolwiek dokumentów świadczących o jej podjęciu. Ze stwierdzenia Ali Agcy, jakoby strzelał do papieża na rozkaz Chomeiniego, nic właściwie nie wynika. Przecież zamachowcy, który tyle razy zmieniał zdanie, nikt już właściwie nie wierzy. Także i te jego rewelacje zostały więc zdyskredytowane przez Watykan. "Jeżeli uknuto spisek, zrobili to profesjonaliści, a oni nie zostawiają śladów. Nikt nigdy niczego się już nie dowie" - tak przynajmniej uważa się oficjalnie za Spiżową Bramą.

Musisz to wiedzieć

Ćwiczenia WOT w pasie przygranicznym z Białorusią

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie