Zamach na WTC. "Ludzie stali jak skamieniali, patrzyli na odległy Manhattan, na zarys WTC w kłębach dymu w kompletnej ciszy"

Marlena Polok-Kin
Marlena Polok-Kin
YouTube/arc
Wydarzenia, które wstrząsnęły światem 11 września dwadzieścia lat temu stały się także udziałem mieszkających z Oceanem Polaków. Niektórzy szczęściem - nie ucierpieli, ale niemal otarli się o tę tragedię. Jest wśród nich mieszkaniec naszego regionu, pan Tadeusz, który spędził w USA 21 lat.

Wydarzenia, które wstrząsnęły światem 11 września dwadzieścia lat temu stały się także udziałem mieszkających z Oceanem Polaków. Niektórzy szczęściem - nie ucierpieli w tych dramatycznych wydarzeniach, ale niemal otarli się o tę tragedię. Wieże WTC płonęły na ich oczach. Jest wśród nich pan Zbigniewa, który pracował na Manhattanie. Jak wspomina po latach te chwile, które - jak się miało okazać potem - zmieniły świat?

W USA mieszkał i pracował wówczas pan Zbigniew, mieszkaniec naszego regionu, dziś mieszkający w Beskidach. Był w Stanach Zjednoczonych 21 lat.

W Nowym Jorku pracował w banku, może kilometr od słynnych wież World Trade Center. Miał, jak wspomina, z okiem biura wspaniały widok, wieże górowały nad wszystkimi okolicznymi budynkami. W drodze do pracy codziennie przechodził pod bliźniaczymi wieżami, przez ich lobby, przejściem podziemnym - do banku, w którym pracował. To była najkrótsza droga.
Pan Zbigniew był odpowiedzialny w swojej firmie za utrzymanie systemu komputerowego do kupowania i sprzedawania akcji na giełdzie. Jego firma miała w WTC swoje serwery. Nie zaglądał tam często, robili to jego pracownicy. Jednak trudno powiedzieć, jak potoczyłyby się jego losy, gdyby był to dla niego normalny dzień pracy. A 11 września nie był w pracy, miał wolne...

Jak opowiada, już od jakiegoś czasu wzrastało takie poczucie zagrożenia: Człowiek myślał, że coś się stanie, że to do czegoś zmierza, ale przecież nikt nie był w stanie przewidzieć, że dojdzie do tragedii na taką skalę.

Pierwsze doniesienia mówiły 11 września, jak pamiętamy - o wypadku awionetki. Kiedy jednak dochodziły nowe informacje, rosło przerażenie.

- Z mojego okna z domu na Manhattan to było jakieś dwadzieścia kilometrów przez Ocean. To jest daleko, było widać zarysy WTC, ale tego dnia pogoda była idealna. Po atakach było widać kłęby dymu. Ludzie byli zdezorientowani, urwane, pierwsze informacje. Szok - opowiada nasz rozmówca.

- Wyszedłem z domu, mieszkałem nad samym morzem, na takiej wysokiej skarpie, około 100 metrów nad oceanem. Kiedyś było to popularne miejsce wypoczynkowe, wzdłuż wybrzeża New Jersey, piękne plaże. Ludzie zaczęli się tam gromadzić. Byli jak skamieniali, żadnych okrzyków, komentarzy, totalna cisza. Jak to ująć? Ludzie mieli poczucie zagłady - opowiada pan Zbigniew.

Nie przeocz

Jak opowiada, miejsce, w którym mieszkał, to była niewielka urokliwa miejscowość. - Dojeżdżałem rano i wieczorem do pracy statkiem.

Przystań na cyplu była jakiś kilometr od jego domu. 11 września, idąc na wybrzeże, obserwować, co dzieje się na WTC, przeszedł przez miejsce, gdzie przypływały promy z Manhattanu. Przypłynął stamtąd prom, było widać wysiadających z niego ludzi: jedni ubrani elegancko, jak się do pracy w biurowej chodzi, drudzy w strojach raczej roboczych, większość z nich było zakurzonych, białych od pyłu...

Promy były właściwie jedynym środkiem lokomocji, jakim można było wtedy uciec z Manhattanu. Chciały to zrobić tysiące osób jednocześnie. Ludzie chcieli też płynąć w drugim kierunku, na Manhattan, zobaczyć, co się dzieje. Dla postronnych wyspa była już zamknięta - w jej kierunku mogli zmierzać tylko strażacy, policjanci, służby ratunkowe.

Jak się wtedy czuł? Trudno opisać te odczucia. - Gdybym miał to porównać te chwile, to chyba można przyrównać do 1939 roku, kiedy zaatakowali Niemcy, a ludzie uciekali przed nimi.

Kiedy doszło do świadomości ludzi, że to nie była awionetka, jak głosiły pierwsze doniesienia, ale że był to liniowy samolot, a zwłaszcza - gdy uderzył w WTC drugi samolot - wtedy stało się jasne, że nie ma mowy o wypadku...

- Siłą, ale także obszarem, w który najłatwiej było wykorzystać w USA i uderzyć w ten czuły punkt - było przed atakami naprawdę otwarte amerykańskie społeczeństwo. To się zmieniło - podsumowuje pan Zbigniew, który dwa lata po tych wydarzeniach wrócił do Polski.

Musisz to wiedzieć

Legia zwolni Michniewicza?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie