Zbigniew Boniek o Euro 2020: "Mecz otwarcia jest zawsze meczem o wszystko. Wygrana daje prawie 90 procent szans na wyjście z grupy"

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
Grzegorz Dembinski
- Mecz otwarcia jest zawsze meczem o wszystko. Wygranie pierwszego meczu daje prawie 90 procent szans na wyjście z grupy. Zwłaszcza w obecnej formule mistrzostw Europy, gdy można awansować nawet z trzeciego miejsca - mówi nam Zbigniew Boniek. Z medalistą mistrzostw świata, trzecim piłkarzem Europy w plebiscycie Złotej Piłki "France Football" i wciąż urzędującym prezesem PZPN rozmawiamy o reprezentacji Polski, faworytach Euro 2020, powrocie kibiców na stadiony, Kamilu Grosickim, Jerzym Brzęczku i pracy w AS Romie.

Rozmawiać mamy o Euro 2020, ale zacząć chciałbym od tego, co wydarzyło się pod koniec maja w Gdańsku. Finał Ligi Europy pokazał po raz kolejny coś na pozór oczywistego. Jak ważnym elementem sportowego widowiska są kibice i jak bardzo ich brakowało. Fani wrócą na trybuny również na mistrzostwach Europy i do tego chciałem nawiązać.
Zgadzam się. Muszę przyznać, że podczas meczu w Gdańsku byłem autentycznie wzruszony, gdy zobaczyłem i usłyszałem, jak fajnie wspierają swoje zespoły fani Manchesteru United i Villarrealu. Bardzo nam wszystkim tego brakowało. Chciałbym jednak doprecyzować, bo czasami tak jest, że jak mówimy o kibicach, to zawężamy tę definicję do grup zorganizowanych. Moim zdaniem mecze mogą być piękne również wtedy, gdy na trybunach zasiądą zwyczajni kibice i po prostu fajnie dopingują. Tak jak na meczach reprezentacji Polski. Osobiście nie stęskniłem się za bardzo za tzw. kibolstwem i tym, co robi na stadionach. Aczkolwiek zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że ich obecność też jest potrzebna. Zdecydowanie nie mamy za to potrzeby stykać się z chamstwem na stadionach. Nasze życie jest już wystarczająco ciężkie przez pandemię i związane z nią utrudnienia.

Po meczu w Gdańsku opublikował Pan na Twitterze swoje zdjęcie z Alexem Fergusonem i komentarz, że rozśmieszył go Pana angielski...

A jak Pan zniósł angielski Sir. Alexa, bo mówi ponoć z tak bardzo „po szkocku”, że nawet Anglicy mają problem, by go zrozumieć?
Faktycznie, gdybym chciał poważnie porozmawiać z Sir. Alexem, to potrzebny byłby tłumacz ze szkockiego na angielski, z angielskiego na polski, z polskiego na włoski i td. A tak serio, to pożartowaliśmy sobie tylko, powspominaliśmy dawne mecze Juventusu, Manchesteru i Widzewa. Pogadaliśmy trochę o finale, bo Hiszpanie nie grali w nim jak Hiszpanie, tylko po to, żeby wygrać. Na potrzebę takiej luźnej rozmowy rozumieliśmy się wystarczająco dobrze.

Wracając do Euro, to powiedział pan ostatnio: „Moja wyobraźnia nie sięga dalej, niż do pierwszego meczu ze Słowacją i żeby było jak najmniej kontuzji”. Akurat z tym ostatnim nie jest niestety najlepiej.
No niestety i nie mam na myśli tylko Arka Milika [rozmawialiśmy w chwili, gdy jego występ wciąż stał pod znakiem zapytania - red.]. Ważnymi ogniwami tej drużyny byliby z pewnością Krystian Bielik, Jacek Góralski, Krzysztof Piątek i Arkadiusz Reca. Na pewno również Kamil Grosicki, gdyby był w formie i lepiej zarządzał swoją karierą. Milik może jeszcze zdąży się wykurować, ale po takim urazie mogą pojawić się u niego jakieś blokady mentalne. A nawet niewielka blokada sprawia, że piłkarz spada jakościowo o półkę niżej. Tych problemów trochę mamy, ale wiadomo - na mistrzostwach Europy chcemy zagrać jak najlepiej. Natomiast samo Euro to jest premia za to, co się zrobiło w eliminacjach. Ja zawsze mówiłem, że mistrzostwa Europy to taka dyskoteka. Wchodzą 24 drużyny i potem wychodzą - najsłabsi o 11 wieczorem, lepsi o 12, albo 1 po północy, a najmocniejsi bawią się do rana. Potem człowiek idzie do domu, prześpi się i żyje dalej. To nie jest tak, że jeden turniej nie wiadomo jak bardzo rzutuje na wszystko, co później zrobimy. Wpływ ma, ale życie nie kończy się na Euro. Co nie zmienia faktu, że chcielibyśmy wyjść z tej dyskoteki przynajmniej o piątej nad ranem. Nawaleni i zadowoleni.

Jaki jest klucz do sukcesu na Euro, jeśli można tak to ująć?
Niezależnie od tego, kto będzie mógł ostatecznie zagrać, a kto nie, kluczowe będzie przygotowanie do mistrzostw. Po to są obozy przygotowawcze, a także towarzyskie mecze z Rosją i Islandią [rozmawialiśmy przed ich rozegraniem - red.]. Zaznaczam jednak, żeby nie przywiązywać zbyt dużej wagi do tego, jakimi zakończą się wynikami, bo chodzi przede wszystkim o to, żeby od nowa wejść w rytm meczowy. Moim zdaniem kluczowe będzie to, jak dobrze będziemy na Euro przygotowani fizycznie. Mówię to na podstawie własnych doświadczeń - jeśli piłkarza nie męczy bieganie, wygląda lepiej i technicznie i taktycznie. Forma fizyczna jest podstawą do sukcesu drużyny.

Jest taki złośliwy dowcip, że na wielkich imprezach w XXI wieku Polska gra najpierw mecz otwarcia, potem mecz o wszystko, a na koniec mecz o honor i poza jednym wyjątkiem tak to niestety wyglądało. Przywołuję go, bo tym razem mecz otwarcia będzie też meczem o wszystko. Jeśli chcemy wyjść z grupy, to ze Słowacją musimy wygrać.
Mecz otwarcia jest zawsze meczem o wszystko. Wygranie pierwszego meczu daje prawie 90 procent szans na wyjście z grupy. Zwłaszcza w obecnej formule mistrzostw Europy, gdy można awansować nawet z trzeciego miejsca. Taka wygrana stawia zespół w zupełnie innej sytuacji mentalnej. Spekulować to można przed ostatnim meczem, gdy jest się już pewnym awansu, albo pewnym tego, że się nie awansuje. Można wtedy pokombinować ze składem, taktyką... Pierwszy mecz trzeba bezwarunkowo wygrać.

Hiszpania jedzie na Euro bez Sergio Ramosa…
I nie rozumiem, dlaczego kogoś to dziwi. Ramos w ostatnich miesiącach był w tak słabej dyspozycji fizycznej, że mógł dostać powołanie tylko za zasługi. Widziałem go w półfinale Ligi Mistrzów Realu z Chelsea i wyglądał jakby stracił 6-7 kilo masy mięśniowej. Nie dziwię się Luisowi Enrique, że z niego zrezygnował. Prawda jest taka, że żadna dobra drużyna nie zależy w stu procentach od jednego zawodnika. Jeden zawodnik może drużynie pomóc. Nawet bardzo, jeśli mamy do czynienia z jednostką wybitną. Drużyna oparta na umiejętnościach jednego piłkarza jest jednak słabą drużyną. Ramos na pewno jest bardzo dobrym zawodnikiem, jednym z najlepszych obrońców na świecie. Jest jednak bez formy, a nawet bardzo dobry zawodnik nie może wtedy pomóc drużynie. Nie pomoże nam Robert Lewandowski bez formy, tak samo nie pomoże Portugalii Cristiano Ronaldo, jeśli będzie człapał po boisku, zamiast biegać. To my tworzymy mity, że dobry piłkarz pomaga samą obecnością na boisku, a to nieprawda. W piłkę trzeba grać, być w formie.

Rozumiem, że nie widzi pan w takiej sytuacji miejsca w kadrze dla Grosickiego? Nawet gdyby Milik nie zdołał się wykurować i zwolniłoby się miejsce dla piłkarza z listy rezerwowej.
Brak Milika, lub Milik w niepełnej formie faktycznie będzie odczuwalny, bo to piłkarz, który daje nam bardzo dużo rozwiązań w grze ofensywnej. Ma wpływ na poruszanie się Lewandowskiego, który ma przy nim więcej przestrzeni na boisku. Natomiast co do Kamila, to mógłby być dowołany tylko jako ostatni z tej grupy. Powiedzmy sobie wprost: Dlaczego Grosicki nie jedzie na Euro?

Bo nie grał w klubie przez praktycznie cały sezon.
Zgadza się. Bardzo lubię i cenię Kamila, ale jaki miałoby sens dowoływanie go. Gdyby faktycznie zwolniło się miejsce, to Paulo Sousa sięgnąłby z pewnością po piłkarza, który grał w klubie i jest w formie, jak Sebastian Szymański, albo ktokolwiek inny. Nie chcę jednak spekulować na ten temat, bo od tego jest selekcjoner.

Kogo pan widzi w gronie faworytów Euro 2020?
Takich drużyn może być nawet 15-16. Mocne zespoły mają Dania, Chorwacja, Holandia… Nie wiem czy na tyle, by wygrać cały turniej, ale kto by postawił pięć lat temu na Portugalię... Do tego wspomniana już Hiszpania, Anglia, Francja, Włochy. Gdybym miał stawiać, to właśnie na którąś z tych dwóch ostatnich drużyn.

O Francję nie pytam, ale czemu akurat Włochy?
Bo to młoda perspektywiczna drużyna, o której klasie sami się zresztą przekonaliśmy podczas ostatniej edycji Ligi Narodów. Świetnie poukładana taktycznie, mająca do tego sporo jakości jeśli chodzi o umiejętności poszczególnych piłkarzy. Brakuje im tylko środkowego napastnika z prawdziwego zdarzenia. Gdyby go mieli, byliby dla mnie faworytem numer jeden. Nie mają jednak ani Griezmanna, ani Karima Benzemy. Co nie zmienia faktu, że potrafią grać w piłkę i mogą wygrać z każdym.

Niedługo przestanie pan być prezesem PZPN. Jak podsumuje pan te dwie kadencje?
Na podsumowania przyjdzie czas po Euro. Aktualnie mam w głowie tylko mistrzostwa i naszą reprezentację.

To zapytam inaczej: Czy najtrudniejszą decyzją, jaką musiał pan podjąć w tym czasie, było zwolnienie Jerzego Brzęczka?
Absolutnie nie, było wiele trudniejszych decyzji dotyczących mojej pracy w PZPN. Tak jak w polskiej piłce niemal wszystko zmieniło się w ostatnich latach na lepsze, tak nasza reprezentacja stała się w pewnym momencie jakimś memem, obiektem kpin i hejtu. Nie mówię oczywiście, że tylko z winy byłego już selekcjonera, niemniej atmosfera wokół kadry była przez ostatnie pół roku jego pracy napięta. Trzeba było jakoś zareagować i po namyśle uznałem, że muszę podjąć taką decyzję, dla dobra reprezentacji. Zostawmy to jednak, trenera Brzęczka już nie ma, jest trener Sousa. Jurek ma teraz komfort psychiczny, bo co by ta kadra nie zagrała, zawsze może powiedzieć, że z nim zagrałaby lepiej. Personalnie nic do niego nie mam, a wprost przeciwnie. Lubię Jurka i życzę mu jak najlepiej.

O spekulacjach na temat objęcia funkcji dyrektora technicznego w AS Romie też pewnie nie będzie pan chciał rozmawiać?
Mogę tylko powiedzieć, że nie ma w tym ani odrobiny prawdy. Z nikim nie rozmawiałem, nikt do mnie nie dzwonił. Byłem na meczu Romy i zrobili mi zdjęcie, jak rozmawiam z właścicielem klubu, Danem Friedkinem. Na tej podstawie pisze się teraz, że mam tam pracować.

Ale, mając czas i chęci, Romie by pan pewnie nie odmówił?
Absolutnie. Jakby Roma chciała ode mnie coś konkretnego i dobrego, tobym się zgodził.

Euro 2020 odbędzie się według specyficznej formuły, z wieloma państwami i miastami w roli gospodarzy. Sądzi Pan, że jest choćby niewielka szansa na to, że tak już zostanie?
Nie ma. Turniej w takiej formie został zorganizowany tylko raz, z okazji stulecia UEFA. Od początku było też mówione, że to jednorazowe przedsięwzięcie i nic się od tego czasu nie zmieniło. Moim zdaniem to dobrze, bo chyba nikomu nie podoba się taka formuła. Mnie się nie podoba i mam nadzieję, że nikt już na podobny pomysł nie wpadnie.

Rozmawiał: Hubert Zdankiewicz

Robert Lewandowski bez szans na koronę króla strzelców Euro 2020. Wszystko przez słabych partnerów z reprezentacji

Wideo

Materiał oryginalny: Zbigniew Boniek o Euro 2020: "Mecz otwarcia jest zawsze meczem o wszystko. Wygrana daje prawie 90 procent szans na wyjście z grupy" - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

USUNĄĆ BOŃKA !!!

Dodaj ogłoszenie