Zdrowie: Z rejestratorem arytmii na sercu zanurkują po rekord Guinnessa

Agata Markowicz
arch. prywatne
Z Patrykiem Krzyżakiem, kierownikiem wyprawy Nevado Tres Cruces 2015 MedExpedition, na co dzień lekarzem kardiologiem, rozmawia Agata Markowicz.

Obraliście sobie za cel zanurkowanie w najwyżej położonym na świecie jeziorze kraterowym Tres Cruces Norte Lake. Gdzie ono właściwie jest?
Na granicy Chile i Argentyny, na południowych krańcach jednego z najbardziej suchych obszarów globu - pustyni Atakama (El Desierto de Atacama), gdzie znajduje się masyw wulkaniczny Nevado Tres Cruces. Ów masyw to nie tylko jeden z najwyższych szczytów w Andach, ale również pod względem powierzchni jeden z najrozleglejszych andyjskich wulkanów.

To bardzo niebezpieczna wyprawa?
Trzeba przede wszystkim uświadomić sobie, że na wysokości 5,5 tys. metrów zanurkowało do tej pory mniej ludzi niż chodziło po Księżycu. Można ich policzyć na palcach obu rąk, a i tak tych wolnych palców kilka jeszcze zostanie.

Jednym słowem, kompletna niewiadoma...
Dokładnie tak. Jedziemy w nieznane i nie do końca wiemy, czego tak naprawdę możemy się spodziewać. Każde nurkowanie powyżej 3 tys. metrów uważane jest za eksperymentalne, więc na pewno nie bagatelizujemy sytuacji. Mamy świadomość całej masy problemów, które mogą pojawić się na miejscu. I fakt, że możemy liczyć tylko na siebie samych. Nie mamy żadnych gotowych pomocy naukowych, z których moglibyśmy skorzystać. Bo nie ma żadnych gotowych algorytmów związanych z dekompresją na tak dużej wysokości, więc wszystko musimy sobie policzyć na piechotę, na kartce. Nurkuje się zwykle albo na tabelach dekompresyjnych, albo z wykorzystaniem komputerów, które liczą dekompresję, a tu musimy wszystko policzyć sami. Dodatkową trudnością jest również fakt, że tak naprawdę nie wiemy, jaka będzie głębokość tego jeziora. Czyli musimy przygotować warianty na 5, 10, 15 metrów i większą głębokość. Kolejna kwestia to warunki wysokogórskie, które same z siebie niosą ogromne ryzyko. Każdy z nas będzie narażony na chorobę wysokościową i jej następstwa, które - jak wiadomo - mogą być bardzo poważne, z obrzękiem płuc i mózgu włącznie. Żeby nie robić niczego na wariata, musimy się więc maksymalnie zabezpieczyć.

To znaczy?
Zanim dojdzie do bicia rekordu, będziemy przez dwa tygodnie się aklimatyzować. Po to, aby nasze organizmy przyzwyczaiły się do tej pożądanej wysokości 5915 metrów.

W wyprawie bierze udział 7 osób. Kto będzie bił rekord?
Wśród uczestników jest pięciu nurków. Szansa na to, że żaden z nas nie przejdzie pomyślnie aklimatyzacji, jest zdecydowanie mniejsza aniżeli wtedy, gdyby nasz team był dwuosobowy. W ten sposób się zabezpieczamy. Jeżeli nie wszyscy, to przynajmniej dwie, trzy osoby powinny być gotowe do tego, by pobić rekord.
Kim jest dwóch pozostałych członków wyprawy?
Kolejne dwie osoby to ratownik medyczny z doświadczeniem z pogotowia ratunkowego i znany himalaista, filmowiec Darek Załuski, dzięki któremu cała wyprawa i bicie rekordu zostaną sfilmowane.

Jakie warunki musicie spełnić, aby Guinness oficjalnie zaakceptował wasz rekord?
To jest niezwykle interesująca kwestia, bo do tej pory oficjalny rekord Guinnessa w nurkowaniu wysokogórskim nie został ustanowiony. Ten nieoficjalny miał miejsce w kraterze wulkanu Licancabur na wysokości 5900 metrów, ale było to związane z ekspedycją NASA, której uczestnicy w jeziorze na tej wysokości badali odkryte tam mikroorganizmy i w tym celu wielokrotnie nurkowali. Nikt z nich wtedy nie myślał, aby potraktować ten wyczyn jako nurkowanie rekordowe. Celem tamtej ekspedycji było zbadanie, jak się zachowują organizmy żywe w warunkach porównywalnych do marsjańskich. Guinness to potem odnotował, ale nie jest to oficjalny rekord.

Wy idziecie 15 metrów wyżej...
Tak. Mamy też na uwadze wszystkie warunki, które trzeba spełnić, aby wyczyn został wpisany do księgi rekordów. Po pierwsze: nurkowanie musi być na głębokość minimum 5 metrów. Po drugie: nurkowanie musi trwać przynajmniej 20 minut. Trzeci jest taki, że musi być dwóch niezależnych świadków nurkowania. Wtedy Guinness nam to zaakceptuje.

Rekord to tylko jeden z celów wyprawy. Jest też drugi, o znaczeniu badawczym...
Tak się złożyło, że uczestników MedExpedition łączą nie tylko sportowe, ale i naukowe pasje. Zdajemy sobie sprawę z faktu, że eskapada w miejsca, gdzie ludzi praktycznie nie ma, i samo odkrywanie nieznanego i podziwianie tamtejszych okoliczności przyrody to stanowczo za mało. Bo miejsca te mają ogromny potencjał, i trzeba z nich wyciągnąć jak najwięcej. Od lat zajmuję się medycyną sportów ekstremalnych, więc dla mnie było to naturalne, że skoro jedziemy nurkować gdzieś wysoko, to ja po prostu muszę zbadać, co się dzieje z organizmem na tak ekstremalnej wysokości. Zarówno podczas trekkingów, jak i podczas nurkowań, bo wiem, że tego nikt wcześniej nie robił.

Mam rozumieć, że idzie za tym jakaś głębsza myśl...
Moją ideą jest zgłębić mechanizmy powstawania choroby wysokościowej. Dotychczasowe doświadczenia dowodzą, że ktoś, kto przebywał kiedyś na wysokości 7 czy 8 tys. m n.p.m. i nic mu się nie działo, nie może mieć pewności, że następnym razem też będzie "z górki", bo jego organizm jest na chorobę wysokościową odporny. Samo twierdzenie, że chorobę wysokościową powoduje niedotlenienie, jest zbyt płytkie. Są pewne mechanizmy występowania tej choroby, o których nie wiemy. Z tego powodu będziemy wykonywać szereg badań z zakresu elektrofizjologii. Nasze serca będą stale monitorowane przez aparaty EKG i aparaty holterowskie. Będziemy mieć również wszczepione pod skórą miniaturowe rejestratory arytmii, rejestrujące obraz pracy serca 24 godziny na dobę, zarówno w czasie trekkingu, nurkowania, jak i w godzinach nocnych. Jesteśmy wyposażeni w modem satelitarny w celu transmisji danych na serwer. Dzięki temu wszystkie zebrane dane będą dostępne do późniejszej analizy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie