Złote Maski przyznane w Katowicach [ZDJĘCIA]

Henryka Wach-Malicka
Złote Maski 2015
Złote Maski 2015 Maciej Gapiński
Udostępnij:
Złote Maski to najstarsze w naszym regionie (przyznawane od 1967 r.) wyróżnienie, promująceosiągnięcia sceniczne. Tradycyjnie, Złote Maski wręczane są z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru, który przypada 27 marca. A ponieważ w tym roku był to piątek, teatralny „dzień powszedni”, laureaci i ich goście spotkali się na uroczystej gali w Teatrze Śląskim w poniedziałek wieczorem.

Nagród jest tylko 9, i choć rzecz nie w liczbach, a w poziomie sztuki, warto przypomnieć, że w 2014r. na scenach województwa śląskiego powstały 64 przedstawienia, w których udział wzięło 569 aktorów! Wybór był więc trudny… Z drugiej strony był to też sezon, najogólniej mówiąc – niejednoznaczny. Albo dokładniej – sezon poszukiwań, które z natury swojej zawsze są szlachetnym, ale jednak ryzykiem. Powstawały więc spektakle szalenie interesujące, zapraszane na prestiżowe przeglądy teatralne i budzące żywe dyskusje, ale zdarzały się i nieporozumienia, które warto traktować po prostu jako doświadczenia na przyszłość.

Kilka tendencji repertuarowych utrzymuje się natomiast od lat. Wciąż powstaje sporo przedstawień muzycznych, także na scenach dramatycznych, które na ogół całkiem dobrze radzą sobie z nietypowym (?) wyzwaniem. Z roku na rok rośnie również liczba przedstawień, realizowanych poza teatrami instytucjonalnymi. W różnych zresztą, producenckich konfiguracjach. Najczęściej są to projekty, realizowane przez reżyserów i aktorów, próbujących sił poza macierzystymi scenami. I w organizacyjnych ramach, które można nazwać teatrem offowym czy może precyzyjniej „teatrem towarzyszącym”. Jury Złotych Masek przyglądało się im z uwagą i choć w tym roku nie przyznało nagrody w tej kategorii, to brane były pod uwagę.

Wręczono też Nagrodę im. Leny Starke, Oddziału Śląskiego ZASP. Otrzymał ją Tomasz Kowalski za rolę Ryśka w spektaklu Teatru Śląskiego pt. „Skazany na bluesa”. Po raz pierwszy poznaliśmy natomiast laureata Nagrody Dziennika Teatralnego im. Zbigniewa Grucy. Otrzymał ją Maciej Półtorak za rolę tytułową w „Hamlecie”, w Teatrze A. Mickiewicza w Częstochowie.

Przedstawienie roku - „MORFINA” wg powieści Szczepana Twardocha, w reżyserii Eweliny Marciniak. Teatr Śląski w Katowicach

Złota Maska dla wszystkich twórców i realizatorów spektaklu
Najbardziej oczekiwana premiera sezonu okazała się największym jego wydarzeniem, choć ani przez minutę nie przypominała kliszy literackiego pierwowzoru. Odwrotnie, widzowie i recenzenci podkreślali oryginalność teatralnej interpretacji powieści-rzeki Szczepana Twardocha. A przede wszystkim, zaskakującą różnorodność środków artystycznych, dzięki którym książkowa „Morfina” zyskała jakby kolejne, już czysto sceniczne życie. Reżyserka Ewelina Marciniak, wraz z dramaturgiem Jarosławem Murawskim, wybrali z prozy Twardocha głównie te wątki, które pokazywały starcie indywidualnego człowieka z machiną przemijania i zmiennością ocen historycznych. Z takiej perspektywy dylematy Konstantego Willemana stają się tylko niezauważalnym epizodem na przesuwającej się taśmie wspomnień. A kiedyś, jeśli w ogóle, będą jedynie podmiotem swobodnej interpretacją dziejów. W spektaklu Eweliny Marciniak jednostkowe życie, choćby i najbardziej tragiczne, nie znaczy wiele (prawie nic) na wielkiej historycznej karuzeli, która zwalnia lub przyspiesza wyłącznie pod wpływem rozmaitych ideologii, umów, układów i interesów. Ludzie zaś, tak jak Konstanty, przyjmują maski i zmieniają kostiumy, w złudnej nadziei, że pozostanie po nich chociaż wspomnienie. Nie wiedząc, że wspomnienia albo całkiem zacierają się w cudzej pamięci, albo ta pamięć je zniekształca, albo wręcz nimi manipuluje. Symbolem „sceny historii”, a więc miejsca świadomego kreowania rzeczywistości, są w spektaklu teatralne toaletki, przy których aktorzy, na oczach widzów, przeistaczają się w kolejnych bohaterów opowiadanej historii. Już przebrani, podejmują potem kwestie, grając po kilka (kompletnie od siebie odmiennych) postaci, zlewających się w finale w jedną wielką ludzką magmę, odchodzącą w przeszłość. Ciekawym (choć trudnym dla zespołu) posunięciem realizatorów było umiejscowienie spektaklu poza siedzibą teatru, w zabytkowym Szybie Wilson. W tym szczególnym miejscu dodatkowo symbolicznego wymiaru nabrały niebanalne dekoracje Katarzyny Borkowskiej, współautorki projektów kostiumów Pauli Grocholskiej „pulsująca” choreografia Dominiki Knapik, a przede wszystkim muzyka zespołu Chłopcy Kontra Basia, jeden z najważniejszych elementów tej inscenizacji. „Morfina” to jednak przede wszystkim triumf aktorów Teatru Śląskiego, którzy idealnie połączyli prawdopodobieństwo przeżyć bohaterów z ich nierealnym, transowym wymiarem, wywiedzionym z narkotycznego snu Willemana. To przedstawienie jest więc nie tylko zaproszeniem do rozmowy o poszukiwaniu sensu ludzkich działań i ich uwarunkowaniach. To także dowód na to, jak wielka ekspresja tkwi w teatrze, gdy nad wspólnym projektem pracuje grupa ufających sobie ludzi.

Rola wokalno-aktorska: EWA ŁOBACZEWSKA

Złota Maska za rolę Marii Reiner w spektaklu „Dźwięki muzyki” w Gliwickim Teatrze Muzycznym w Gliwicach
Talentem i urodą (dopuszczalna kolejność odwrotna) Ewa Łobaczewska podbiła widzów musicalu „Dźwięki muzyki” Richarda Rodgersa i Oscara Hammersteina II, w reżyserii Marii Sartovej. A zadanie miała karkołomne - przekonująco zagrać wcielenie dobra absolutnego, co do najłatwiejszych zadań nigdy nie należy! Bo też postać guwernantki Marii, nie dość, że trudna wokalnie, to jeszcze nakreślona została przez autorów dość jednowymiarowo (przynajmniej przez połowę libretta). Młodziutka artystka pokonała jednak „przeszkody” w doskonałym stylu. Obdarzona pięknie brzmiącym, jasnym głosem, trudne nuty brała z marszu, a bohaterce najpierw dodała wdzięku, a z biegiem akcji - wewnętrznej siły i konsekwencji, by w finałowej scenie zaskoczyć (i tak zauroczoną) publiczność przejmującym dramatyzmem. Nawiasem mówiąc, znakomicie radziła sobie też z potencjalnie nieprzewidywalnymi partnerami, jakimi była gromadka dzieci, obsadzonych w rolach podopiecznych Marii.

Rola aktorska: MICHAŁ KULA

Złota Maska za role: Szmuela Sprola w „Sprzedawcach gumek” i Grabarza „Hamlecie” w Teatrze im. A. Mickiewicza w Częstochowie
Król życia czy bezbrzeżnie samotny człowiek? Cwaniak czy tylko nieudolny handlowiec? Mitoman czy niepoprawny marzyciel? Kim jest Szmuel Sprol, bohater gorzkiej (niby)komedii Hanocha Levina, w interpretacji Michała Kuli? Do końca przedstawienia nie wiemy. I po powrocie do domu też niczego nie wymyślimy, bo największą zaletą tej roli jest jej niejednoznaczność. Z trójki krążących wokół siebie postaci „Sprzedawców gumek” - w reżyserii Andrzeja Bartnikowskiego - Belę i Johanana łączy jednak coś na kształt (nieudolnej, ale jednak) wspólnoty. A Szmuel jest sam. Sam i samotny. Miotający się między farsową pozą a emocjonalną pustką. Posiadacz, odziedziczonych w spadku, kilkunastu tysięcy prezerwatyw, zagłusza szarą rzeczywistość potokiem opowieści o potencjalnym szczęściu - pięknych kobietach i luksusowej egzystencji w mitycznym Teksasie. Jest w roli Michała Kuli bogata gama środków aktorskich, ale jest też ton rozmowy serio. O tęsknocie za namiętną miłością; albo chociaż za codzienności obok bliskiego człowieka. O niespełnieniu, po prostu.

Rola aktorska: ANNA KADULSKA

Złota Maska za role: Heli i Panny Alicji w spektaklu „Morfina”
W scenicznej „Morfinie”, Anna Kadulska zagrała dwie, zupełnie odmienne charakterologicznie, bohaterki. Ta pierwsza, bardziej widoczna, to energiczna, momentami wręcz demoniczna żona Konstantego - kobieta, uwieziona między seksualną fascynacją mężem, a pragnieniem zostania szanowaną… wdową po nim. Postać Alicji jest skromniejsza (także przez czas obecności na scenie). Samotna istota, której nikt nie zauważa, z którą nikt się nie liczy, zdumiona faktem, że w ogóle żyje, skoro wokół niej życie traci sens. Aktorka polubiła Alicję już w czasie lektury „Morfiny”, choć nie wiedziała jeszcze, że wkrótce zagra ją na scenie. I, że udział w tej inscenizacji w ogóle okaże się wielką zawodową przygodą . – Bo to było niesamowite doświadczenie – opowiada – choć nie ukrywam, że zaskoczył mnie sposób, w jaki przygotowywaliśmy premierę. Pamiętam dobrze pierwsze spotkanie z Eweliną Marcianiak. Rozdała nam teksty ról i zarządziła, że tego samego dnia mamy stawić się, na drugą próbę, w… dresach! To były ćwiczenia ruchowe, połączone z improwizacją. Budowanie postaci zaczynaliśmy nie od analizy psychologicznej lecz od ruchu postaci, co później sprawdziło się, gdy spektakl nabierał ostatecznego kształtu. Nigdy dotąd tak nie pracowałam. Nie było to łatwe, wymagało konsekwencji i nadążania za wizją artystyczną reżyserki. Ale dziś mogę już powiedzieć: każde łamanie bezpiecznych schematów w pracy nad rolą wychodzi aktorowi tylko na dobre!

Rola wokalno-aktorska: TOMASZ LOREK

Złota Maska za rolę tytułową w spektaklu „Zorba” w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej
Pojawia się na scenie i od pierwszego momentu zyskuje sympatię publiczności. Pogodny, życzliwy, otwarty, akceptujący wszystko, co przyniesie los. Może niekoniecznie stały w uczuciach i nie zawsze do końca lojalny, z wrodzonym wdziękiem, potrafi jednak osłodzić swoim „ofiarom” rozczarowania, których powodem bywa jego zachowanie. Krótko mówiąc - Aleksy Zorba… Dla Tomasza Lorka, rola tytułowa w musicalu „Zorba” Josepha Steina, Freda Ebba i Johna Kandera to największe, jak dotąd, zadanie sceniczne w tym gatunku. Jak dotąd, bo artysta jest absolwentem Wydziału Wokalno-Aktorskiego Akademii Muzycznej im. K. Szymanowskiego w Katowicach, dyplomowanym bas-barytonem, a w repertuarze musicalowym czuje się jak ryba wodzie, więc na pewno wiele ról przed nim. Na razie smakuje sukces w spektaklu „Zorba” - w reżyserii Witolda Mazurkiewicza i choreografii Jakuba Lewandowskiego - który w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej idzie kompletami od miesięcy. Uznanie dla Tomasza Lorka bierze się nie tylko z tego, że aktor fantastycznie śpiewa i tańczy, ale i z tego, że jego Aleksy jest postacią dramatyczną, żywą, szczerą do bólu i znacznie bardziej skomplikowaną, niż nasze, często powierzchowne, wyobrażenie o tym popularnym bohaterze literacko-filmowo-scenicznym. Pytany o pracę nad spektaklem, aktor natychmiast zaczyna jednak mówić o… kolegach. – To prawda – przekonuje – że w tym spektaklu to ja jestem w centrum wydarzeń. Ale jakie miałbym pole manewru, gdyby za mną nie stał tak zgrany i „wielobarwny” emocjonalnie tłum ? Gdyby inne postacie nie były tak wyraziste, jak są? Potwierdziła się nam niepodważalna prawda, ze teatr to zespół! Praca nad „Zorba” była naprawdę wyjątkowa. Było w nas tyle energii i tyle pomysłów, że trudno się dziwić radości z jaką gramy. Fascynujące było i to, że choć w „Zorbie” grają zarówno doświadczeni aktorzy, jak i aktorska młodzież, to porozumieliśmy bez najmniejszego problemu. A czy Aleksy ma coś ze mnie, z Tomasza Lorka? I tak, i nie. Na pewno jestem równie jak on otwarty, optymistyczny i spontaniczny. Nie potrafię natomiast, i nie chcę, przekraczać, tak jak on, granic czy barier, których przekraczać nie należy. Swoją drogą bardzo dobrze, że się z Zorbą od siebie trochę różnimy. Miałem nad czym pracować...

Złota maska za spektakl dla młodych widzów „PIERŚCIEŃ I RÓŻA”

Złota Maska dla Teatru Lalek Banialuka w Bielsku-Białej
Do tego przedstawienia jak ulał pasuje powiedzenie: „Znacie? To obejrzyjcie jeszcze raz”. Z rekomendacją: „koniecznie”! Bo to barwne, dowcipne i dynamiczne widowisko, w którym wszystkie elementy idealnie do siebie pasują. Po raz kolejny okazało się, że nawet nieco staroświecka historia, jeśli tylko czytać ją z wyobraźnią, może wciągnąć do zabawy wszystkich. Dorosłych także, choć to propozycja przede wszystkim dla młodych widzów. Na powodzenie inscenizacji „Pierścienia i róży” W. M. Thackeraya – urokliwej baśni (z polityczno-satyrycznym podtekstem) złożyło się kilka sprzyjających okoliczności. Pomysłowa reżyseria Pawła Aignera, „odlotowa” scenografia Pavla Hubicki, udane piosenki z tekstem Macieja Wojtyszki i muzyką Zbigniewa Karneckiego, oryginalna choreografia Karoliny Garbacik i żywiołowa gra aktorów, którzy bawi a się na równi... z widzami.

Złota Maska za choreografię do baletu „Kopciuszek” w Operze Śląskiej w Bytomiu

Choreografia: ANNA MAJER
Gdy powstawał „Kopciuszek”, baśniowe libretto było tylko pretekstem dla muzyki Sergiusza Prokofiewa, a realizacje sceniczne – ilustracją walorów dzieła kompozytora. Z reguły „Kopciuszka” kierowano też do dorosłych odbiorców. Anna Majer pokusiła się, z doskonałym skutkiem, o stworzenie w Operze Śląskiej przedstawienia dla widza w każdym wieku. Talent i długoletnie doświadczenie zawodowe artystki sprawiły, że dokonała nie tylko interesującej adaptacji libretta na motywach baśni Ch. Perraulta, ale też wyreżyserowała spektakl, a przede wszystkim opracowała oryginalną jego choreografię. Umiejscawiając akcję we współczesności i nadając bohaterce cechy zwyczajnej, dzisiejszej dziewczyny, pozostawiła jednak Anna Majer liczne elementy baletu klasycznego w strukturze tanecznej przedstawienia. Bardzo to „odświeżyło” całość i zdynamizowało akcję, niczego jednak nie odbierając muzyce Prokofiewa.

Scenografia: AGATA SKWARCZYŃSKA

Złota Maska za scenografię do spektaklu „Królowa Margot. Wojna skończy się kiedyś” w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej
Akcja przedstawienia „Królowa Margot...” pozornie rozgrywa się „tam i wtedy” – w Paryżu, w 1572 r. W rzeczywistości, realizatorzy, Wojciech Faruga i Tomasz Jękot, tworzą opowieść uniwersalną, z historii bohaterki czyniąc symbol zakulisowych mechanizmów każdej władzy, karmiącej się intrygą i przemocą. Dla autorki scenografii to założenie było wyzwaniem, któremu sprostała bez zarzutu. Oszczędne, umowne dekoracje przeciwstawiła Agata Skwarczyńska wyszukanym kostiumom. To plastyczne impresje w stylu epoki, choć ujęte w cudzysłów metafory. Podskórny niepokój spektaklu uzyskała zaś przede wszystkim dzięki precyzyjnie zaplanowanej grze świateł. Ich zaskakujące odcienie i różne natężenie układają się w sceniczny gobelin, na którym zapisane zostało ponadczasowe przesłanie.

Reżyseria: EWELINA MARCINIAK

Złota Maska za reżyserię spektaklu „Morfina” w Teatrze Śląskim w Katowicach
Z aktorów wyciska siódme poty, „maniakalnie” szlifuje szczegóły, do prób przystępuje perfekcyjnie przygotowana, ale jeśli ją ktoś przekona do zmiany układu konkretnej sceny, gotowa jest na dyskusję. Cztery lata temu pisaliśmy o Ewelinie Marciniak jako o utalentowanej debiutantce, dziś ma za sobą realizacje na scenach całego kraju. Także „Morfina” przyniosła jej wiele uznania; od widzów, i od krytyków. Zrealizowała ją „po swojemu”, według osobistej interpretacji prozy Szczepana Twardocha - wizyjnie, migotliwie, bardzo teatralnie, żonglując konwencjami i łącząc poszczególne,odległe stylistycznie, obrazy w spójną całość. Stworzyła intrygująca, niejednoznaczną opowieść o człowieku, który przegrywa w starciu z historią. Tą wielką, światową, która nie zauważa ani jego zwycięstw, ani potknięć. I tą mniejszą, pisaną przez poplątane drogi rodzinne, nietrafione wybory i dramatyczne decyzje, własne nałogi i niezdolność do miłości.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

widz
A fe, tak dołować koleżankę z zawiści
I
IzaBella
spektakl powinien otrzymac nagrode "najgorsza choreografia wszechczasow" . Widzialam wiele przedstawien lecz bytomski kopciuszek to katastrofa..
G
Gość
Taka ilość błędów to żenada dla całej redakcji i nic tego nie usprawiedliwia!
D
Deutsch-Oberschlesier
także w jej menelskich zaułkach. Także trochę w podróży do Budapesztu przez Polskę i Słowację. trochę ale tylko w reminiscencjach o matce i ojcu na Śląsku
Jak się ma szyb Wilson do eurazjatyckiej Warszawy?
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie