"Zmorojewo" czerpie garściami z książek przygodowych. Ta powieść pokazuje Jakuba Żulczyka z zupełnie innej strony RECENZJA

Piotr Ciastek
Piotr Ciastek
arc
Jeśli kochacie historie o tajemnicach z dalekiej przeszłości ukrytych głęboko w lasach, pociągają was zjawiska paranormalne, a w dzieciństwie zaczytywaliście się w książkach Adama Bahdaja czy Edmunda Niziurskiego, to "Zmorojewo" jest dla Was.

"Zmorojewo" to historia 15-letniego Tytusa Grójeckiego z Warszawy, który zostaje zmuszony do spędzenia "nudnych" wakacji u dziadków na wsi. Kiedy jednak dociera na miejsce okazuje się, że będzie to najdziwniejsza, jak do tej pory, przygoda życia. W Głuszycach poznaje zbuntowaną nastolatkę Ankę, która w raz z nim odkrywa Zło czające się w pobliskim lesie. Tytus to komputerowy geek, którego fascynuję paranormalne zjawiska i niewyjaśnione zagadki. Ciekawość popycha go do wizyty w mrocznym lesie, który owiany jest mgłą tajemnicy. Niestety to, co tam zastaje nie mieściło się nawet w jego dość otwartym umyśle...

Czytając "Zmorojewo" po raz pierwszy, nasunęły mi się skojarzenia z lekturami z mojego dzieciństwa. Książka ma klimat, który można odnaleźć w serii o Panu Samochodziku, klasykach takich jak "Wakacje z duchami"czy "Stawiam na Tolka Banana". To literatura "łobuzerska", pełna młodzieńczych problemów, wakacyjnych przygód i swego rodzaju sielankowości. Choć w "Zmorojewie" mamy telefony komórkowe, komputery, to najnowsze zdobycze techniki są na dalekim planie, używane tylko jako niezbędne instrumenty - znak naszych czasów. Jednak w powieści zwycięża to, co było najlepsze podczas wakacji dzieci urodzonych w latach 70, 80. i 90 - to kontakt z naturą, wyścigi rowerami, pływanie łódką czy "wojna" między tutejszymi a miastowymi. To także odkrywanie tajemnicy, która w "Zmorojewie" przywdziewa nadnaturalny płaszczyk.

Książkę czyta się szybko, choć momentami autor mógłby pokusić się o większą skrótowość, bo zdarzają się dłużyzny. Nie zmienia to jednak faktu, że klimat młodzieńczej przygody, elementy horroru i polskich legend sprawiają, że to jedna z lepszych polskich książek dla młodzieży ostatnich lat. Żulczyk, jak przystało na autora "Ślepnąc od świateł", nie owija w bawełnę, pokazując relacje między młodymi ludźmi, takie jakimi one są. Autor świetnie wplata w wątki przygodowo-obyczajowe elementy fantasy. Widać, że powieść została dobrze przemyślana. Momentami mamy do czynienia ze scenami żywcem wyjętymi z dobrych horrorów. Nie mam tu na myśli kopiowania, a wyśmienitą grę konwencją.

Powieść Jakuba Żulczyka można śmiało polecić i starszym czytelnikom, bo mimo, że głównym bohaterem jest nastolatek, to wydarzenia, które rozgrywają się na jej kartach nie są w żaden sposób ukazane w sposób zinfantylizowany. W kwietniu ma pojawić się wznowienie kontynuacji powieści pod tytułem "Świątynia", dlatego jeśli nie znacie "Zmorojewa", to warto nadrobić jego lekturę przed poznaniem drugiego tomu. Oba wydania mają nową, dość ciekawą szatę graficzną, co sprawia, że z książkami można zapoznać się ponownie.

TYDZIEŃ Magazyn reporterów Dziennika Zachodniego

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie