Żory: Iwona J. zabiła swoje dziecko. Jest już w areszcie

Aleksander Król, Katarzyna Śleziona-Kołek, JACK
Udostępnij:
29-letnia mieszkanka Żor otrzymała zarzut dzieciobójstwa. Wczoraj została aresztowana. Rok temu zakopała swoje dziecko w lesie

Dr hab. Danuta Rode, kierownik Zakładu Psychologii Klinicznej i Sądowej UŚ: - Zjawisko dzieciobójstwa to jedna z okrutniejszych zbrodni. Może być uwarunkowane różnymi czynnikami. My diagnozujemy najczęściej stany depresyjne po porodzie, mamy do czynienia z sytuacją dysfunkcji psychicznych, zaburzeń, czasami związanych z inną, rozwijającą się chorobą psychiczną. Prowadzi do, przepraszam za stwierdzenie, „pozbycia się problemu”, gdy dziecko nie wpisuje się w plany życiowe matki. Ale może być inaczej. Może to być związane z motywacją innej osoby, negatywnym nastawieniem matki przez ojca, konkubenta. Nie zawsze jednak sprawa kończy się w sądzie.

Iwona J., 29-letnia matka z Żor, której we wtorek prokuratura przedstawiła zarzut dzieciobójstwa, została wczoraj tymczasowo aresztowana przez żorski sąd na trzy miesiące. O matce, która pozbawiła życia swoje dziecko zaraz po porodzie, pisaliśmy wczoraj jako pierwsi w „Dzienniku Zachodnim”.

Kobieta urodziła żywego chłopca 27 stycznia 2015 roku w zajmowanym przez siebie mieszkaniu na ulicy Handlowej w Żorach.
To był nagły poród. Chwilę później chłopczyk już nie żył. Ślad po dziecku zaginął na wiele miesięcy. W końcu fakty skojarzyli pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Żorach. - Wcześniej mieliśmy kontakt z kobietą, która była w wysokiej ciąży. Ponieważ sąd rodzinny zwrócił się do nas o opinię w sprawie opiekuńczej, wróciliśmy do tej rodziny. Zaniepokoił nas fakt, że nie ma drugiego dziecka (Iwona J. ma jeszcze jedno dziecko - 3-letniego chłopca - przyp. red.). Zaczęliśmy dochodzić, sprawdzać, pytać, w końcu powiadomiliśmy organy ścigania - mówi DZ Aleksandra Adamczyk, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Żorach.

Kobieta przekonywała, że oddała dziecko do adopcji

MOPS powiadomił policję w grudniu ubiegłego roku, podejrzewając, że coś niedobrego stało się z dzieckiem Iwony J.
- Z wiedzy pracownic MOPS-u wynikało, że pod koniec 2014 r. kobieta była w ciąży, a przy kolejnych kontaktach w 2015 roku nie potrafiła logicznie wytłumaczyć, co stało się z dzieckiem, które miała już urodzić - mówi Leszek Urbańczyk, prokurator rejonowy z Żor. - Podawała różne wersje, między innymi taką, że oddała dziecko do adopcji, ale nie mogła przedstawić żadnych dokumentów. Gdy pracownice MOPS-u sprawdziły, że w żorskim szpitalu nie odnotowano urodzenia dziecka przez Iwonę J., powiadomiono organy ścigania - dodaje prokurator.
Podczas przesłuchania w komendzie, najpierw w postępowaniu wyjaśniającym, Iwona J. wyjawiła całą dramatyczną prawdę.
- Przyznała, że urodziła żywe dziecko w zajmowanym przez siebie mieszkaniu 27 stycznia 2015 roku, po czym bezpośrednio po porodzie, pod wpływem stanu psychicznego, w jakim się wówczas znajdowała, doprowadziła do śmierci tego dziecka - relacjonuje prokurator. Tłumaczy, że zwłoki zostały następnie wywiezione na obrzeża Żor i zakopane w lesie w dzielnicy Rogoźna.

W środę w lesie Klajok przy ulicy Karłowicza przeprowadzono wizję lokalną - kobieta wskazała miejsce zakopania zwłok.
Do teraz przy jednym z drzew, około 100 metrów od najbliższych domów, można znaleźć płytki dół, w którym zakopano ciało noworodka.

Jak zginęło? Tego, póki co, nie chce zdradzić prokuratura.

- Nie ujawniamy tego, jak zginęło dziecko, czekamy na sekcję zwłok (ma się odbyć dziś - przyp. red.), by jednoznacznie to stwierdzić. Kobieta wyjaśniła jednak, że urodziło się żywe, a potem swoimi działaniami doprowadziła do jego zgonu - mówi Urbańczyk.

Na razie prokuratura nie chce wypowiadać się też o ewentualnej roli konkubenta Iwony J., z którym w ostatnim czasie zamieszkiwała na osiedlu Sikorskiego w Żorach. Z naszych informacji wynika, że miał jej pomóc w zakopaniu „zapakowanych” zwłok, ale nie miał świadomości, że zakopuje dziecko. - Sprawdzamy każdy wątek, ale, póki co, nikomu prócz Iwony J. nie zostały przedstawione żadne zarzuty - dodaje prokurator Urbańczyk.

Iwona J. ma bogatą przeszłość kryminalną

Jak udało nam się dowiedzieć, Iwona J. jest znana wymiarowi sprawiedliwości. - W toku jest szereg postępowań w sprawie przestępstw przeciwko mieniu, których miała się dopuścić. Kobieta ma na koncie różne przestępstwa, m.in.: przeciwko mieniu, wyłudzenia, fałszerstwa, podrabianie dokumentów, a także rozbój. Nie była jednak wcześniej karana - mówi prokurator Urbańczyk.

Nasz informator tłumaczy nam, że Iwona J., która ma wykształcenie średnie - technika administracji, to wytrawna aktorka. Potrafi manipulować ludźmi. - To taki „aniołek”, potrafi wzbudzać litość. Zdarzyło jej się rozpowiadać, że ma raka piersi, by wyłudzać pieniądze - słyszymy.

Kobieta w ostatnim czasie wynajmowała różne mieszkania na terenie Żor, w tym także pokój hotelowy. To stąd miała ukraść telewizor.

- Co będzie z jej 3-letnim synkiem Kubusiem, którym teraz opiekuje się babcia? - zastanawia się nasz informator.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie