Zostawcie mój kraj w spokoju

Stanisław Bartosik
Gdyby za spoty wyborcze i sprostowania do nich płaciły partie polityczne zlecające ich emitowanie, nie byłoby tematu.

Każdy z nas ma przecież świetne sposoby na pozbywanie się własnych, ciężko zarobionych pieniędzy. Wydajemy na nowy samochód, zagraniczne wczasy, grę na giełdzie czy w totolotka, domek w górach lub też najzwyczajniej - na codzienne potrzeby. Gdy zaś niespodziewanie wpada nam jakaś gotówka, np. za dodatkowe zlecenia, to przeważnie pożytkujemy ją na szybsze realizowanie marzeń.

Całkiem inne podejście do pieniędzy mają politycy. W większości nie swoich, bo oni są przecież na garnuszku społeczeństwa i każdy z płacących podatki płaci na ich utrzymanie. Płaci, i to o wiele za dużo, czego dowodem są m.in. wyroki sądowe zapadające w tzw. trybie wyborczym. Bo ostatnia kampania wyborcza, w której liczyły się argumenty, miała miejsce w Polsce 20 lat temu, w pamiętnym 1989 roku. Od tego czasu stawiano na wyciągnie rywalom brudów, grę teczkami i szukanie dziadków w Wehrmachcie. Kampania pozytywna i polska scena polityczna, to w naszym kraju zjawiska nawzajem się wykluczające.
Takie właśnie podejście do tematyki wyborczej przez partie powoduje, że wielu Polaków nawet nie wie, jakie wybory czekają nas na początku czerwca.

Pozytywna kampania i polska scena polityczna, to w naszym kraju zjawiska nawzajem się wykluczające

I trudno się im dziwić, bo co np. senator Misiak czy żona ministra Grada mają do eurowyborów? Nic. Tylko wydający nasze pieniądze politycy znajdują punkty wspólne. Co więcej, nawet po sądowym rozstrzygnięciu są w stanie polemizować z wyrokiem. Marnują więc pieniądze dane im jako "wybrańcom narodu", ale nie tylko. Zniechęcają także Polaków do uczestniczenia w wyborach.

Szkoda, że żadna z opcji politycznych nie jest w stanie przeznaczyć otrzymywanych dotacji na działania pozytywne. A przecież nie od dziś wiadomo, że nawet najostrzejszy spot przekonuje tylko... już przekonanych. Nowego elektoratu nie zdobywa się w ten sposób. Do tego trzeba argumentów, nie obelg.

Po wczorajszym wyroku w sprawie spotu wyborczego PiS, marzy mi się, by nasz kraj jak najszybciej odwiedził, mieszkający w Szwajcarii, polski pianista Krystian Zimerman. Głośno o nim po ubiegłotygodniowym koncercie w Los Angeles, podczas którego napiętnował politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych.

Chociaż zdaniem niektórych mediów wywołał skandal, to jednak internauci nie mieli wątpliwości, iż należy mu się aplauz. Nie mam więc wątpliwości, że gdyby podczas koncertu przed naszą publicznością, wypowiedział się o polskich sprawach, też by zdobył poklask. Co więcej mógłby skierować do naszych polityków te same słowa, co do publiczności za Oceanem: "zostawcie mój kraj w spokoju".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie