Żużlowcom po kieszeni

Leszek Jaźwiecki
Mistrz świata Duńczyk Nicki Pedersen żegna się z częstochowskim zespołem
Mistrz świata Duńczyk Nicki Pedersen żegna się z częstochowskim zespołem Fot. Waldemar Deska
Finansowe eldorado zaczyna się kończyć. Światowy kryzys dotknął także polski żużel.

Polska liga żużlowa od dawna jest najlepsza na świecie. W naszym kraju ścigają się wszyscy zawodnicy walczący o koronę mistrza świata. Żużlowcy przebierają w ofertach, a działacze stają na głowie, by im dogodzić. Finansowy raj zaczyna się kończyć, kryzys dotknął także polski żużel.

Najbardziej ucierpiał na tym częstochowski Włókniarz. W ubiegłym roku działacze cieszyli się, że udało im się zatrzymać pod Jasną Górą mistrza świata Nickiego Pedersena i Amerykanina Grega Han-cocka. Nie było to łatwe, bo Duńczyk zażyczył sobie za starty w Częstochowie w tym sezonie ponad pół miliona euro. Amerykanin dużo mniej, ale ta dwójka gwarantowała przecież, że zespół Włókniarza stać było na walkę o mistrzostwo kraju.

Częstochowskich działaczy nie zaskoczyła także decyzja dotychczasowego głównego sponsora, który postanowił wycofać się z finansowania klubu. Złomrex, jakby przeczuwając sytuację na rynku, zapowiadał już znacznie wcześniej rozstanie. Nie całkowicie. Jego miejsce miała zająć spółka należąca do tej firmy. Wszystko było już prawie "dograne", zamówiono nawet nowe keevlary dla żużlowców, aż tu nagle...

Kilka dni przed inauguracją ligowych rozgrywek sponsor strategiczny, tłumacząc się kłopotami finansowymi, wycofał się z wcześniejszych obietnic. Włókniarz został nie tylko bez sponsora, ale także swoich liderów, którzy nie chcieli zgodzić się na obniżenie swoich kontraktów. Pedersen i Hancock nie wystartowali też w pierwszym meczu przeciwko Falubazowi Zielona Góra.

500.000 euro na sezon nie zadowoliło mistrza świata Nickiego Pedersena

- Nie mam pretensji do częstochowskiego klubu, ale nie mogę się zgodzić na obniżenie kontraktu. Nowy, który zaproponował mi klub po prostu był nie do przyjęcia - tłumaczył Duńczyk i zapowiedział, że nadal chce startować w naszej lidze. - Starty w niej gwarantują utrzymanie wysokiego poziomu. Długo negocjowaliśmy, ostatecznie nie udało nam się znaleźć porozumienia. Doskonale zdaję sobie sprawę, że sytuacja finansowa klubu jest bardzo trudna. Muszę jednak dbać o własne interesy. Nowe warunki były nie do zaakceptowania. Byłem skłonny zgodzić się na obniżkę wynagrodzenia o 10-15 procent. Działacze z Częstochowy liczyli na więcej.
Po Pedersena pierwsza zgłosiła się pierwszoligowa Marma Stal Rzeszów. Podobno pozyskaniem mistrza świata zainteresowany jest także klub z Zielonej Góry.

Prezes Włókniarza Marian Maślanka postawił sobie za cel zatrzymania za wszelką cenę Hancocka.
- Nie mamy wyboru, musimy znaleźć środki na opłacenie startów Grega w naszym zespole - apelował. - Zaangażowali się w to wszyscy, którym leżało na sercu dobro naszego klubu. Jestem tym mocno podbudowany. Dzisiaj mogę powiedzieć, że Hancock zostaje u nas. Negocjacje nie były łatwe. Tym bardziej się cieszę, że udało nam się dojść do porozumienia.

Ta wiadomość bardzo ucieszyła kibiców pod Jasną Górą. Wcześniej przecież na obniżkę kontraktu zgodził się Anglik Lee Richardsson.

Pierwszy jednak na kryzys zareagował nasz najlepszy żużlowiec Tomasz Gollob. Zawodnik gorzowskiej Stali szybko zareagował na apel polskich prezesów. Zgodził się na obniżkę swojego kontraktu który opiewał na sumę 2,6 miliona złotych. - Należy patrzeć na świat realnie - tłumaczył swoją decyzję. - W takiej sytuacji trzeba wyciągnąć rękę, nie można patrzeć tylko przez pryzmat własnego podwórka.

Mówiło się, że Gollob obniżył swój kontrakt o pół miliona złotych mniej, ale ostatecznie stanęło na tym, że za tegoroczny sezon zarobi tyle samo co za poprzedni czyli 1,8 miliona złotych. Mniej zarobi także wicemistrz świata Jason Crump z Atlasu Wrocław. Za starty w tym klubie otrzyma 1,5 miliona dolarów.
W meczu Włókniarza z Unią Leszno będzie mógł wystąpić nie tylko Hancock ale także Anglik Lewis Bridger, który otrzymał od swojej federacji żużlowej zgodę na starty za granicą. Młody Anglik został zawieszony i pozbawiony możliwości startów za granicą po tym jak w zeszłym sezonie na jednym z meczów w swoim kraju uderzył kogoś w parkingu.

Nie tylko u nas

Kryzys finansowy uderzył nie tylko w polską ligę. Również w Szwecji kluby mają olbrzymie problemy i obniżają płace zawodnikom. Na taki krok zdecydował się klubowy mistrz tego kraju Lejonen Gislaved, w którym startować ma czterech polskich żużlowców Sebastian Ułamek, Tomasz Jędrzejczak, Daniel Jeleniewski i Piotr Świderski. Liderem zespołu jest Nicki Pedersen, który podobno wynegocjował rekordową wysokość kontraktu 700 tysięcy złotych. Duńczykowi jednak zaproponowano obniżenie go o 30 procent. Jeśli Pedersen nie przyjmie tej propozycji działacze szwedzkiego zrezygnują z jego startów.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie