Związkowcy z Tramwajów Śląskich protestowali przeciw komunikacyjnym cięciom

Magdalena Nowacka
Zdesperowani związkowcy i mieszkańcy chcą przywrócenia dawnych połączeń
Zdesperowani związkowcy i mieszkańcy chcą przywrócenia dawnych połączeń Marzena Bugała
Udostępnij:
Pikietujący we środę przed urzędem miejskim przedstawiciele Związku Tramwajarzy z Będzina, Sierpnia 80 oraz mieszkańcy protestowali przeciwko obcięciu od 1 marca wielu tras linii tramwajowych. "Będzin skansenem tramwajowym", "Oddajcie nam tramwaje, nie chcemy busików" - takie napisy widniały na transparentach. Na schody urzędu poleciały petardy.

Jarosław Synowiec jest motorniczym od ponad 40 lat. Podkreśla, że przyszedł przede wszystkim dla mieszkańców. - Prowadzę tramwaj linii 27. Teraz dojeżdżam tylko do pętli na granicy Sosnowca i Będzina. Co mam mówić tym zrozpaczonym pasażerom? Emerytom, rencistom, uczniom? Oni swój gniew wyładowują na mnie - mówi.

Dariusz Komenda, związkowiec, dodaje, że prezydent miasta obiecywał komunikację zastępczą w formie busów. - Jakoś ich nie widać. Są za to pasażerowie, którzy ledwo się mieszczą ściśnięci w tramwajach - mówi Komenda.

W imieniu organizatorów przemawiali Błażej Kabat ze Związku Zawodowego Tramwajarzy w Będzinie, Andrzej Szimke, przewodniczący Sierpnia 80 w Tramwajach Śląskich, a także Bogusław Ziętek, lider Krajowej Komisji Sierpnia 80.

Nie ukrywali, że tramwajarze z Będzina boją się o miejsca pracy. Napisali o tym także w petycji do Radosława Barana, prezydenta miasta.

- Zarząd Tramwajów Śląskich SA zadeklarował, że nie przewiduje zwolnień pracowników będzińskiej zajezdni tramwajowej z winy pracodawcy. Jesteśmy zdania, że ewentualne zwolnienia mogą wynikać m.in. z mniejszej liczby realizowanych kursów (likwidacja bądź skracanie linii) na terenie gminy Będzin. Za tę sytuację odpowiedzialność spadnie już na pana - napisał w petycji m.in. Andrzej Szimke.

W petycji znalazły się postulaty o przywrócenie połączeń na terenie Będzina takich, jakie istniały jeszcze w końcu grudnia 2008 roku, a także objęcia udziałów w spółce Tramwaje Śląskie SA.

- Prezydent twierdzi, że nie opłaca się komunikacja tramwajowa. Trzeba zadać sobie pytanie, czy mieszkańcom opłaca się go utrzymywać. Jego i radnych - mówił zdenerwowany Błażej Kabat.

Bogusław Ziętek podkreślił, że jeśli ktoś myśli, iż pikieta to wszystko, grubo się myli. Związkowcy zapowiedzieli referendum, które będzie dotyczyło odwołania ze stanowiska prezydenta. Poprosili także, aby Radosław Baran osobiście odebrał petycję. Prezydent nie chciał wyjść przed urząd. W jego imieniu wiceprezydent Ryszard Fornal zaprosił pikietujących na salę sesyjną, gdzie było obecnych kilku radnych, których wcześniej zaprosił prezydent. Zabrakło radnych z opozycji.
- Klub Radnych Lewica i Demokraci Rady Miejskiej w Będzinie nie będzie uczestniczył w spotkaniu radnych Rady Miejskiej z prezydentem. Uważamy, że miejscem dyskusji powinny być sesje. Od początku obecnej kadencji na sesji rady nie przeprowadzono żadnej debaty w sprawie lokalnego transportu zbiorowego w Będzinie. Spotkanie na pół godziny przed pikietą uważamy za bezsensowne - mówi Sławomir Brodziński, przewodniczący klubu.

Z zaproszenia skorzystali natomiast wszyscy pikietujący, którzy weszli na salę sesyjną. Prezydent Baran usiłował ich przekonać, że miasto musi oszczędzać.

- Dokładamy 14 milionów złotych rocznie do komunikacji. Tak nie może być - tłumaczył. Pikietujący stwierdzili, że oszczędzać nie można kosztem mieszkańców. Zwłaszcza że w dobie kryzysu nawet ci, którzy mają samochody, coraz częściej zostawiają je w domu, właśnie dlatego, żeby zaoszczędzić.

Prezydent przyjął petycję. Ma zostać rozpatrzona na posiedzeniu Rady Miejskiej.

KZK GOP raczej nie przewiduje zmian w rozkładach jazdy.

- Skorygowaliśmy linie na wniosek władz Będzina, które chcą oszczędności. Mamy obiet- nicę z Tramwajów Śląskich, że nie będzie likwidacji torowisk ani zwolnień. Ewentualne przenosiny motorniczych z zajezdni będzińskiej do katowickiej mogą dotyczyć najwyżej pięciu osób - mówi Alodia Ostroch, rzeczniczka KZK GOP.

Likwidacje i ograniczenia kursów

Na skutek decyzji będzińskiego samorządu od 1 marca do Będzina nie dojeżdża łącząca to miasto z Sosnowcem linia 27 oraz większość kursów linii 28 z Dąbrowy Górniczej.

Cięcia dotknęły również linię 22 z Dąbrowy Górniczej do Czeladzi przez Będzin. Trzy inne linie pozostawiono bez zmian. Władze Będzina wyjaśniają, że na decyzję o ograniczeniach wpłynęły głównie rosnące koszty utrzymania linii oraz malejąca liczba pasażerów. Tłumaczą się względami finansowymi. W przeliczeniu na jednego mieszkańca w Będzinie do-płaty do komunikacji zbiorowej wynoszą 246 zł. W Sosnowcu jest to połowa tej kwo-ty (124 zł), w Bytomiu 116 zł, w Katowicach 157 zł. Gmina Będzin wyliczyła, że na zawieszeniu części połączeń zaoszczędzi około 2 mln zł rocznie.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
pyter
Gdzie coś się dzieje tam jest Sierpień 80 - i tak trzymać :)
Dodaj ogłoszenie