MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Zwyciężymy. A od Was, Polaków, doznajemy tyle dobroci! Dyrygentka z Ukrainy z rodziną znalazła schronienie w Operze Śląskiej

Magdalena Nowacka-Goik
Magdalena Nowacka-Goik
Katerina Drobit, jej dzieci i mama, znaleźli schronienie w Operze Śląskiej w Bytomiu. Mimo trudnej sytuacji, starają się zachować spokój, a nawet przywołać uśmiech. Bo Ukrainki to dzielne kobiety.
Katerina Drobit, jej dzieci i mama, znaleźli schronienie w Operze Śląskiej w Bytomiu. Mimo trudnej sytuacji, starają się zachować spokój, a nawet przywołać uśmiech. Bo Ukrainki to dzielne kobiety. Marzena Bugała-Astaszow
Czteromiesięczna Krystynka Drobit ma ogromne, piękne, niebieskie oczy. Patrzy nimi ze spokojem i ufnością. Nie płacze, czule przytulana. Uśmiecha się, łapie mnie za palec swoimi drobnymi paluszkami. O tym, że już w pierwszych miesiącach swojego życia musiała opuścić swój dom, w strachu, pośpiesznie, z niepokojem, niesiona przez 6 kilometrów w nocy - nie będzie pamiętała. Ale wiedzieć będzie – opowiedzą jej bliscy. Na razie maleńka czuje się bezpieczna – w ramionach mamy czy babci. Takie same, pełne czułości ramiona taty, otaczały ją jeszcze kilka dni temu. Oby mogło być znowu tak jak najszybciej...

Katerina Drobit była w Polsce już kilka razy. Przyjeżdżała tu ze swoim zespołem – jest dyrygentką chóru w Chmielnickiej Filharmonii. Jej mąż, śpiewak operowy, wspaniały baryton, otrzymał nagrodę Opery Śląskiej na Festiwalu i Konkursie Pieśni im. Salomei Kruszelnickiej we Lwowie i został zaproszony do współpracy. Melomani Opery Śląskiej w Bytomiu znają go choćby z opery „Nabucco” Giuseppe Verdiego, w której kreował tytułową rolę. Teraz Stepan nie występuje – dni spędza na pomocy rodakom, kobietom i dzieciom, w wydostaniu się z ogarniętego wojną kraju, wożąc ich na granicę. Jego żona, razem ze swoją mamą oraz siedmioletnim synkiem Mateuszem i małą Krystynką już tę granicę przekroczyli. Od kilku dni zamienili swój dom w miejscowości Chmielnicki w zachodniej części Ukrainy, na dom w Operze Śląskiej. Mieszkają w pokoju, gdzie zwykle zatrzymują się artyści występujący na deskach bytomskiego teatru.

O piątej rano obudziły ich syreny

Dotarli tu po kilku dniach od wybuchu wojny. Wojny, o której chociaż mówiono, to w którą nikt do końca nie wierzył.

- O piątej rano, 24 lutego, ze snu wybudziły nas wyjące syreny. Nie wiedzieliśmy, co się dzieje, nie myśleliśmy jednak, że to ma jakiś związek z wojną. Kiedy syreny ucichły, spokojnie zasnęliśmy. Kilka godzin później odebrałam telefon od koleżanki z pracy. „Idziesz dzisiaj do pracy, pracujemy dzisiaj?” - zapytała. „No tak” – odpowiedziałam zdziwiona jej pytaniem. A ona na to: „A wiesz, że wojna wybuchła?”. Byłam w szoku. Okazało się, że około 50 kilometrów od mojego miasta doszło do bombardowania na lotnisku, bombardowane były także - w tym samym czasie - inne obiekty wojskowe, w różnych częściach Ukrainy – opowiada Katerina.

W pierwszym dniu wojny, do Stepana odezwał się Łukasz Goik, dyrektor Opery Śląskiej i zaproponował, aby rodzina artysty schroniła się właśnie w tym miejscu – w polskim Bytomiu. Stepan podziękował, ale najpierw odmówił. Uciekać stąd? To przecież ich kraj, miasto, dom. Opuszczać tak nagle? Przecież nie wiedzą, co tak naprawdę będzie się działo. Może wszystko skończy się dobrze? Może to jednak do nich nie dotrze, obejmie odległe tereny, gdzie będą ścierały się armie...
Może, może, może...Nadzieja mieszała się z niepewnością.

W kolejnym dniu wiedzieli jednak, że może wydarzyć się wszystko. I to „wszystko” nie będzie dobre.
Po tym, jak usłyszeli, że armia rosyjska ruszyła na Kijów, Stepan podjął decyzję: „Zbierajcie się, jedziemy na granicę”. Wiedział jednak, że on musi zostać. Razem z innymi mężczyznami.

Nie przeocz

Nie mogę siedzieć bezczynnie

Z granicy Katerinę, jej dzieci i mamę odebrał i przywiózł pod gościnny dach Opery Śląskiej solista operowy, Maciej Komandera – za co są wdzięczni jemu, dyrektorowi Łukaszowi Goikowi i wszystkim tym, którzy ich tu serdecznie powitali, pomogli w dotarciu i pomagają w codzienności. A chociaż ta codzienność jest tak daleka od tej w Ukrainie, nie jest skupiona tylko na strachu o przyszłość. Jest wypełniona działaniami.

Katerina nie może siedzieć bezczynnie. Dni spędza przy komputerze, starając się na różne sposoby pomóc rodakom, przekazując informacje, komunikaty, poprzez działania w internecie, w social mediach. - Potrzebne jest wiele rzeczy, przede wszystkim uzbrojenie dla naszych mężczyzn, hełmy, kamizelki kuloodporne, to wszystko, żeby mogli walczyć. Ale także żywność, lekarstwa, odzież. I na tym polu też działam, pomagam w organizacji przekazywania tych rzeczy, logistyce, szukaniu, zbieram informacje . Jestem łącznikiem między tymi, którzy zostali w Chmielnickim i których chcąc wesprzeć Polacy – mówi.

To nie wszystko. Działa też artystycznie, pomagając przy organizacji koncertu, który planowany jest w Operze Śląskiej 26 marca. Oczywiście z przesłaniem solidarnościowym dla Ukrainy. Pracuje z chórem, solistami, przy wyborze ukraińskiego repertuaru. Będzie oczywiście hymn Ukrainy, modlitwa, pieśni ukraińskie, ale też polskie i angielskie.

Te wszystkie działania sprawiają, że chociaż na chwilę może odsunąć złe myśli, dodać sobie siły i energii. Jest Ukrainką. A Ukrainki są silne i „będą spokojne”. Bez paniki i bez łez. Dla dzieci, dla męża. Tak, jak napisała żona ich prezydenta, Ołena Wołodymyriwna Zełenska.

Przy dzieciach pomaga jej mama. To jej ukochane wsparcie. Gdyby nie ona, byłoby jej jeszcze trudniej z dwojgiem maluchów i z niepokojem o męża. - Mamo co się dzieje, dlaczego wyjeżdżamy – pytał Mateusz. Katerina nie ukrywała przed nim prawdy. Mateusz wie, że Putin to zły człowiek, a wyjazd był konieczny, bo trzeba chronić przed nimi dzieci. Chociaż ma dopiero siedem lat, rozumie. Nie płacze. Ale też w jego dziecięcym wyobrażeniu, ten wyjazd to chwila, krótki moment, po którym szybko wrócą do domu i dawnego życia. A on do szkoły, którą właśnie niedawno zaczął. Na razie ciekawi go nowe miejsce, w którym się znalazł i jeszcze nie tęskni…

Razem z mamą martwią się też o resztę rodziny. W Ukrainie został brat Kateriny z żoną i dwoma nastoletnimi synami.
Katerina codziennie rozmawia z mężem, przyjaciółmi-rodakami. I mimo tego zła, tylu tragedii, ani oni, ani ona, nie mają wątpliwości:- Zwyciężymy. Nie ma innej opcji. Chcemy żyć w wolnym kraju, chcemy, żeby nasze dzieci w takim żyły. Z wolnością życia i słowa. Ale w tej walce ważne jest dla nas to, że nie jesteśmy sami. To nam daje dużo siły. Chcę podziękować Polakom, za to, że nam pomagacie. Za każdy gest i tyle serdeczności, życzliwości. To, że nas lubicie, wyrażacie solidarność. Doznajemy od was tyle dobroci.

Musisz to wiedzieć

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

STUDIO EURO PO HOLANDII

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni