Życie jest pielgrzymowaniem - mówi ks. Antoni Długosz, biskup pomocniczy senior archidiecezji częstochowskiej

Agnieszka Zielińska
Biskup Antoni Długosz
Biskup Antoni Długosz Janusz Strzelczyk
Rozmowa z ks. dr hab. Antonim Długoszem, biskupem pomocniczym seniorem archidiecezji częstochowskiej, kapelanem osób niepełnosprawnych i cierpiących na uzależnienia. Artystą, który nagrał kilkanaście płyt. Wykonawcą m.in. utworu "Chrześcijanin tańczy", czy piosenki "Europo, nie możesz żyć bez Boga!", zaśpiewanej wspólnie ze zmarłym niedawno przyjacielem - Krzysztofem Krawczykiem.

-Pandemia jest w odwrocie, ale nadal jest w nas wiele smutku, poczucia krzywdy, rozpaczy. Jaką ksiądz, zadeklarowany optymista, miałby receptę na aktualną rzeczywistość?

-Życie nie jest sielanką! Nie usuniemy z niego, (choćbyśmy nie wiem jakim kapitałem dysponowali), cierpienia i przede wszystkim doświadczenia śmierci. Mówię jednak, (powtarzałem to także sobie, szczególnie, wtedy kiedy, kilka lat temu przeszedłem chorobę nowotworową), że dla człowieka wierzącego nie ma sytuacji przegranej; nawet wtedy, gdy medycyna jest bezradna wobec naszego schorzenia. Jeśli jestem człowiekiem wierzącym muszę pamiętać, że dla mnie nadzieją jest Pan Jezus. On jest zmartwychwstaniem i życiem. Choćby nie wiem, co się działo. Zawsze jest przy nas i obiecuje spotkanie ze sobą po śmierci. Oczywiście jest lęk przed śmiercią, przed cierpieniem, to jest coś normalnego. Pan Bóg daje nam piąte przykazanie, które mówi: -"Nie zabijaj". Mamy troszczyć się o swoje zdrowie. Jeżeli jednak zrobiliśmy wszystko, by je podtrzymać, a z organizmem dzieje się coś złego, musimy pamiętać, że nasze życie jest pielgrzymowaniem. Idziemy nie w stronę końca, ale jak śpiewał Krzysztof Krawczyk, dochodzimy do horyzontu, gdzie spotkamy się z Panem Jezusem...

-I dlatego musimy, i powinniśmy, zachować optymizm!

-Przede wszystkim, dopóki jesteśmy ludźmi zdrowymi powinniśmy dużo serca i życzliwości okazywać osobom, które cierpią, przeżywają osamotnienie, bo epidemia to III wojna światowa. Dlatego też naszym zadaniem jest byśmy jak mówiła święta Faustyna Kowalska: -"Mieli ręce i serce Pana Jezusa" i nieśli - szczególnie ludziom doświadczonym COVID-19, czy innym cierpieniem i serce, i swoją obecność.
-Usłyszeliśmy niedawno, że Stany Zjednoczone i Wielka Brytania chcą przekazać 600 mln dawek szczepionek krajom, które na nie - nie stać. To cenne, zwłaszcza że większość dorosłych osób z USA, czy Europy, która chciała się zaszczepić już to zrobiła, a nie wszystkie kraje stać na zakup szczepionek dla swoich obywateli.

-Pamiętajmy, że paradoksem jest, że niewielka ilość ludzi na całym świecie, ma więcej kapitału niż ci, którzy powinni mieć przynajmniej, dostateczne warunki bytowe - i stąd potrzeba opieki nad innymi, (bez względu na to, czy ktoś jest człowiekiem wierzącym czy niewierzącym). Każdy człowiek jest zadaniem dla drugiego człowieka! Szczególnie powinniśmy pamiętać o tych, którzy, nie ze swojej winy, mają braki związane z egzystencją. My ludzie powinniśmy innym przychodzić z pomocą. Ten podarunek to piękny gest ze strony Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, ale sądzę, że wszystkie kraje, które jakoś sobie poradziły w kolejną falą pandemii winny pamiętać o tych, którzy są zagrożeni i przyjść im z pomocą.

-Jeśli rozmawiamy o dobroci, trzeba przekazać ukłon w stronę lekarzy, pielęgniarek, ratowników, którzy także na naszym polskim gruncie wiele zrobili, by pomóc innym. Od serca.

-Ja się w ogóle kłaniam światu medycznemu, bo lekarze i biały personel z wielkim poświęceniem służyli chorym (wiele osób też zmarło niosąc pomoc). To jest ta piękna postawa, o której mówił Pan Jezus, że "nikt nie ma większej miłości, jak ta, gdy ktoś życie swoje oddaje za drugiego człowieka". Dla mnie to przedłużenie ofiary krzyżowej Pana Jezusa, jeżeli ktoś służąc choremu człowiekowi sam umiera na COVID-19. Zwłaszcza, że jest to śmierć w osamotnieniu, bo trudno otoczyć się osobami bliskimi będąc zakażonym.

Nie przeocz

-Zmieńmy temat rozmowy. Wiele mówi się teraz o problemach psychologicznych dzieci i młodzieży w związku z pandemią, i w kontekście rozpoczynających się wakacji. Co ksiądz biskup jako Delegat KEP ds. Młodzieży Nieprzystosowanej Społecznie i opiekun Ośrodka Terapii Uzależnień "Betania" archidiecezji częstochowskiej o tym sądzi?

-Od początku mojej posługi kapłańskiej opiekuję się dziećmi specjalnej troski, ludźmi chorymi psychicznie. Służę narkomanom, alkoholikom. Wiadomo, że wielu ludziom nie pomogę, bo uzależnienie jest tak tragiczne (szczególnie w przypadku narkomanii), że tylko znikomy procent kończy pełną terapię. "Betania" to wspólnota istniejąca po to, żeby dawać nadzieję człowiekowi, który może już ją stracił. Jeżeli chodzi o historię mojego ośrodka w przeszłości, kiedy jeszcze nie było zagrożenia chorobą AIDS tylko od 10 do 15 proc. kończyło dwuletnią terapię (obecnie jej okres jest skrócony do jednego roku z powodu ograniczeń finansowych). Kiedy jednak przyszło zagrożenie HIV i chorobą AIDS terapię kończy jedna czwarta ludzi. Lęk przed śmiercią powoduje, że ludzie chcą być zdrowymi i żyć dłużej, ale nie tylko moim podopiecznym - wszystkim - z którymi się spotykam powtarzam, że dla człowieka wierzącego nie ma sytuacji przegranej! Musimy żyć nadzieją, dlatego, że życie bez nadziei prowadzi do skrajności nie daj Boże, nawet do targnięcia się na życie.

-Wróćmy do Krzysztofa Krawczyka. Kim był dla księdza?

-To był człowiek, który przypominał mi świętego Augustyna. Był okres w jego życiu, kiedy był daleko od Pana Boga, bo doświadczenie śmierci jego ojca sprawiło, że jako nastolatek utracił wiarę. Po nawróceniu jednak był człowiekiem, który konsekwentnie realizował przesłanie Bożych przykazań i za to go bardzo cenię. Dbał o swoich bliskich. Był im bez reszty oddany. Także przyjaciołom. Powiedział mi, że mógłby już nie koncertować, ale jest zespół muzyczny, a jego członkowie utrzymują swoje rodziny, dlatego dalej występuje. Krzysztof ciągle myślał o innych, dlatego jest mi przykro, gdy niektórzy bezmyślnie starają się oceniać jego życie! Musimy pamiętać o jednym, że nikt z nas nie jest w pełni doskonały. Najczęściej nasze życie idzie falistą linią. Są momenty wzniosłe, ale są upadki, dlatego Pan Jezus założył Kościół, bo wiedział, że jesteśmy skażeni skutkami grzechu pierwszych ludzi, więc mimo że chcemy być dobrymi, często zdarza się, że krzywdzimy innych, popełniamy grzech. Ale jest nadzieja od Pana Boga. Zawsze możemy do Niego wrócić, bo Bóg nas kocha i nigdy nie zdradza. Tak było z Krzysztofem. Znam go przeszło 15 lat. Często odwiedzaliśmy go z księdzem Stanisławem Jasionkiem, a on prosił nas o błogosławieństwo. Naprawdę był człowiekiem nawróconym i wiele od siebie wymagał. Ja będę Krzysztofa zawsze pamiętał, powierzam go Bogu w modlitwie. Z księdzem Jasionkiem chcemy też odwiedzać jego grób. Myślę, że Grotniki, gdzie spoczął Krzysztof będą polskim Memphis. Tak jak do Memphis przyjeżdżają ludzie z całego świata, by odwiedzić grób Presleya, w Polsce będą przyjeżdżać, by oddać szacunek i hołd Krzysztofowi.

Musisz to wiedzieć

Dopłaty do cen energii

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie