Życie w dąbrowskim socjalu

Katarzyna Piotrowiak
Dąbrowa Górnicza, ul. Łączna. Budynek socjalny, identyczny jak ten w Kamieniu Pomorskim Fot. Mikołaj Suchan
Dzień dobry. Mieszkańcy z ulicy Łącznej w Dąbrowie Górniczej znają się najczęściej dzięki tym dwu słowom. Poza tym chwalą sobie anonimowość.

Tragedię z Kamienia Pomorskiego oglądali w telewizji. Jedni się przejęli, inni wzruszają ramionami.
-Nasz budynek to też ruina, nawet elektryka się sypie. Niech pani patrzy, w ścianach same dziury, za to kaloryfery na korytarzach ciągle grzeją mimo że na dworze jest ciepło - pokazuje pan Tadeusz, którym nie kryje, że przejął się rozmiarami pomorskiej katastrofy.

Pierwsze wrażenie po obejrzeniu Łącznej, rzeczywiście zniechęca. Nie widać nawet skrawka czystej ściany. Zamiast tego wulgarne graffiti, obsceniczne rysunki, okna bez szyb, spore dziury w ścianach, wyszczerbione stopnie schodów, oskubane parapety i błąkające się po wszystkich piętrach psy. Zewnętrzna elewacja robi zdecydowanie mniej piorunujące wrażenie.

-Sikają wszędzie. Nikt ich nie pilnuje. Dozorczyni nieraz się popłakała, kiedy umyła klatkę schodową i psy po kilkunastu minutach wszystko zapaskudziły. Dorośli też nie są lepsi - opowiada starsza kobieta.
Kobiety zgodnie twierdzą, że dozorczyni przechodzi tutaj piekło, ale nikt nie wie jak się nazywa, skąd przychodzi, ani gdzie jej szukać. Twierdzą, że niewiele mówi, za to czasami usłyszy parę słów od wandali i szlocha z bezsilności.
- Oceniają nas po tym co tamci zrobią, a potem myślą, że wszyscy tacy jesteśmy - mówi kobieta spotkana na korytarzu. Przysłuchują się nam dwie nastolatki z kolczykami w nosie i uszach. - Jak wam się tutaj mieszka? - pytamy. Nie odpowiadają. - Dobrze, czy źle? - ciągniemy. - Dobrze - mówią i zmykają na wyższe piętra.

Socjal z Łącznej, to budynek jakich wiele w kraju. Przed kilkudziesięcioma laty mieszkali tutaj robotnicy, którzy pracowali w Hucie Katowice, obecnie w 74 mieszkaniach socjalnych i komunalnych żyje kilkaset osób. Część z nich chce coś zmienić, dorabiają się mebli, samochodów, próbują sprzątać, łatać dyktą dziury w ścianach, pozostali są od tego, żeby ci pierwsi mieli robotę. Dewastują.

- Widziałam wielkiego szczura. O tam w dziurze, po drugiej stronie korytarza. - pokazuje palcem schludnie ubrana dziewięciolatka.

- Nikt tam nie sprząta, więc gryzonie mają co jeść - dodaje jej matka i znikają w mieszkaniu.

Mieszkania nie do poznania

Pani Zofia latami starała się o mieszkanie socjalne. Życie jej nie oszczędzało. Mąż zostawił ją bez pieniędzy z piątką małych dzieci. Ale poradziła sobie. Ponad dwadzieścia lat temu zrezygnowała z pracy biurowej, bo fizycznym lepiej płacili. Zaczęła zarabiać i jakoś wiązała koniec z końcem. Zdrowie się jednak posypało. Kilka operacji, problemy z chodzeniem, za to dzieci wychowała i wykształciła. Mają co jeść. Kiedy otworzyła drzwi do mieszkania, ze zdewastowanego korytarza weszliśmy w zupełnie inny świat.Świeżo pomalowane ściany, nowa podłoga i meble w maleńkiej kuchni. Kanapy przykryte narzutami. Wszędzie czysto, a na piecu wielki gar zupy.

- Kiedy dzieci były małe prosiłam w socjalu o pomoc, ale dawali tylko talony na obiady. Nie chciały tego jeść, bo w domu miały lepiej. Dziennie strugałam dziesięć kilogramów ziemniaków, Na wieś jeździłam po świniaki, trzymałam więcej mięsa, bo miałam zamrażarkę - opowiada pani Zofia. - Wychowałam ich na ludzi. Nie ćpają, nie piją, nie kradną. Niektóre już sobie życie ułożyły - dodaje.
Na socjal czekała kilka lat w tzw. przejściówce. W tym czasie przeszła koszmar. Kilk
a razy ją okradli, raz podpalili. Straciła niemal cały dobytek. Na Łącznej zaczyna od nowa.- Widzi pani ściany? Wszystko przez nie słychać. Okna ledwo trzymają się zawiasów. Wymienią je jak będą pieniądze, czyli jak napisali nasza prośba została ujęta do realizacji w następnych latach - śmieje się.

Owszem, wie, że budynkowi daleko do jakichkolwiek standardów, ale zdaje też sobie sprawę, że zyskała spokój. - Mieszkamy w szklanych domach. Strach pomyśleć, co się będzie działo, jeśli nie wymienią okien. Sama nie mam siły, żeby je otwierać. Muszę zawsze prosić o pomoc kogoś silniejszego - dodaje.
Rozmowie przysłuchuje się koleżanka pani Zofii. Mieszka w kamienicy. Mąż alkoholik, zabrał mieszkanie i zadłużył się. Bała się, że długi pójdą również na jej konto, ale udało jej się udowodnić, że z tymi zadłużeniami nie ma nic wspólnego. W końcu wzięła rozwód, mieszka z dziećmi w wynajętym mieszkaniu.

- Mam dwa pokoje w starej kamienicy. Grzyb na ścianach, warunki wcale nie lepsze od tego co tutaj, a płacę prawie tysiąc złotych ze wszystkimi opłatami. Na jedzenie nie starcza. Tutaj za trzysta złotych bym najmowała. Prawdę mówiąc marzę o takim mieszkaniu. Niestety, kolejka oczekujących jest długa - opowiada kobieta.

Tulipany na stole
W rejonie Miejskiego Zakładu Budynków Mieszkalnych twierdzą, że budynek zawdzięcza swój standard mieszkańcom.

- Jeszcze siedem lat temu działały domofony, teraz wystarczy pchnąć drzwi. Wszystko zniszczone, ale budynek nie był remontowany - opowiada kobieta ok. 40-tki, która dostała socjal po śmierci babci.
Inna kobieta taksuje nas wzrokiem, po chwili wahania wpuszcza na pokoje, chociaż nie chce podać nawet imienia. Na podłogach ładne kafelki, drzwi wymienione na nowe. - Duży pokój przedzieliliśmy na dwa, żeby było więcej miejsca. Syn mieszka obok - pokazuje. - Jakoś żyjemy - mówi nieśmiało. Zapewnia, że takich mieszkań jest więcej, że nie wszyscy żyją w melinach - Ludzie się starają - dodaje.
Obok mieszka pani Ela, która w wolnych chwilach pilnuje porządku na korytarzu, czasami też próbuje zasłonić dyktą nowe dziury w ścianach, których średnica dochodzi nawet do dwóch metrów.
- Ostatnio w administracji dali mi styropian do ocieplenia, bo zimą było tu 13 stopni C. Sama jednak tego nie zrobię. Muszę kogoś poprosić o przysługę - opowiada. Jej mieszkanie to jeden pokój przedzielony meblościanką, kuchnia i łazienka. Pani Ela lubi kwiaty, więc na stole stoją w wazonie tulipany. - Niektórzy myślą, że wszyscy, którzy tu mieszkają to meliniarze, a nie porządni ludzie - dodaje i zamyka drzwi.

Od początku roku policja interweniowała 27 razy. - Połowa to interwencje domowe w tych samych rodzinach. Pozostałe interwencje dotyczyły picia alkoholu na klatce schodowej i rzucania butelkami, były tez zgłoszenia dotyczące osób leżących przed blokiem albo na korytarzu - mówi Paweł Sobota, młodszy aspirant z komendy policji. Odnotowano też dwa przestępstwa.

Konkubina zniszczyła meble konkubentowi i skradziono dziecku telefon.

FOT. Mikołaj suchan

Dąbrowa Górnicza, ul. Łączna. Budynek socjalny, identyczny jak ten w Kamieniu Pomorskim

Z zewnątrz ruina, ale dla wielu to wymarzone miejsce do mieszkania

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie