MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Żywiec: Czarne chmury nad dyrektorem Juraszkiem

Łukasz Gardas
Dyrektor Antoni Juraszek uważa, że zarzuty kierowane pod jego adresem są absurdalne
Dyrektor Antoni Juraszek uważa, że zarzuty kierowane pod jego adresem są absurdalne Fot. Łukasz Gardas
W środę na Zarządzie powiatu żywieckiego ma być głosowany wniosek Franciszka Dybka o odwołanie ze stanowiska szefa żywieckiego Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej, Antoniego Juraszka i jego zastępcy Marka Gołdy.

- Dyrektor jest hamulcowym budowy nowego szpitala, a obecnie zarządzana przez niego placówka ma nie za dobry wynik finansowy. Chodzi też o złą atmosferę, jaką wywołuje swoimi kontrowersyjnymi decyzjami. Kończy się to przepychankami personalnymi i procesami sądowymi, które wytaczają mu zwalniani przez niego pracownicy - argumentuje Franciszek Dybek, członek zarządu powiatu.
Dyrektor nie zgadza się z zarzutami. - Są absurdalne. Nie blokuję budowy szpitala. Zostały przygotowane projekty, przeprowadziliśmy wstępne rozmowy z grupami kapitałowymi - podkreśla Juraszek. Dodaje jednak, że jego koncepcja zmian w służbie zdrowia różni się od przedstawianej przez wicestarostę żywieckiego, Jana Miodońskiego, który odpowiada za sprawy związane ze służbą zdrowia w powiecie.

- Wicestarosta jest zwolennikiem wydzierżawienia majątku i zarządzania prywatnej firmie. Ja uważam, że lepsze jest wybudowanie nowej placówki na zasadzie partnerstwa prywatno-publicznego - zaznacza dyrektor ZZOZ.

Miodoński poproszony o ocenę pracy Juraszka wypowiada się bardzo ostrożnie. - Pod względem finansowym oceniam ją dobrze, bo od początku roku jest tylko niewielkie zadłużenie - mówi wicestarosta. Dodaje jednak, że "jest coś na rzeczy", bo stosunki z pracownikami nie są idealne. - Właśnie dotarło do mnie kolejne pismo protestacyjne od pielęgniarek. Zarzucają dyrektorowi, że zatrudnia osoby pobierające świadczenia emerytalne i przegrywa procesy sądowe z byłymi pracownikami - tłumaczy Miodoński.
W sądzie toczyła się m.in. sprawa Małgorzaty Rachwał, która w 2007 r. w konkursie została wybrana zastępcą dyrektora szpitala ds. lecznictwa. Jednak dyrektor jej nie powołał, powierzył tę funkcję lekarzowi, Markowi Gołdzie. Choć wygrała proces i nakazem sądu miała zostać przywrócona do pracy, ostatecznie jej nie podjęła. Uznała, że umowa przedstawiona przez dyrektora jest dla niej niekorzystna. Rachwał rozwiązała umowę o pracy z winy pracodawcy i dostała odprawę.

Sprawę do Sądu Pracy zamierza oddać zwolniony kilkanaście dni temu kierowca oraz przewodniczący związku zawodowego, Marek Łasut. Z kolei inny kierowca pogotowia, Józef Biela, złożył doniesienie do Państwowej Inspekcji Pracy. Twierdzi, że w pogotowiu ratunkowym łamane są prawa pracownicze. O niestosowanie się do obowiązujących przepisów obwinia swoje kierownictwo i dyrektora Juraszka.
- Zaproponowali mi gorsze stanowisko i warunki płacowe - twierdzi Biela.

Inspektorzy, którzy zakończyli już kontrolę w jednostce przyznają, że wykryto pewne nieprawidłowości. - Część zarzutów się potwierdziła, inne nie - mówi Magdalena Skalmierska, rzeczniczka Okręgowego Inspektoratu Pracy w Katowicach.

Kilka zarzutów

Okręgowy Inspektorat Pracy w Katowicach ma kilka zarzutów do ZOZ. Dotyczą m.in. tego, że niektórzy pracownicy bezprawnie zatrudnieni są na umowy zlecenie. Są też nieprawidłowości przy sporządzaniu grafików czasu pracy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni