Bardzo dłuuugi teatralny poród: Położnice szpitala św. Zofii Teatru Rozrywki

Henryka Wach-Malicka
Teatr Rozrywki wprowadził na afisz długo oczekiwaną premierę: "Położnice szpitala św. Zofii" Pawła Demirskiego, w reżyserii Moniki Strzępki. Potężne obsadowo i trwające 3,5 godziny widowisko nie wywołało takiego zamieszania, jak się spodziewano. Kilka osób nie dotrwało wprawdzie do finału, ale to norma, wkalkulowana przez dramaturga i reżyserkę w ich przedsięwzięcia artystyczne.

Bo Monika Strzępka i Paweł Demirski to dziś w Polsce czołowi przedstawiciele tzw. teatru politycznego. Świadomie wywracają przyzwyczajenia widzów i krytykują narodowe mity- a swoje spektakle nazywają politycznymi burleskami. Jeśli coś da się zszargać, najlepiej jakaś "świętość", to oni z pewnością tę "świętość" zszargają. W nadziei, że zirytowany widz wyrwie się wreszcie z wygodnego fotela i zareaguje na nonsensy, otaczającego go życia społecznego.

W "Położnicach szpitala św. Zofii" twórcy atakują kolejny mit, tym razem lansowany przez wielu ideologów i lekarzy. Mit, nakazujący kobietom powrót do rodzenia siłami natury, czyli w bólu i bez szans na godność. Trzy rodzące bohaterki sztuki plątają się więc po zakamarkach upiornego szpitalach św. Zofii, który staje się scenicznym symbolem wszystkich nieszczęść, dopadających polską służbę zdrowia. Od niemożności sprywatyzowania, przez strajk pielęgniarek, po błędy lekarskie

Karykaturalnego, zbudowanego na granicy wisielczego humoru, obrazu, dopełnia rankingowy wyścig o tytuł najbardziej... wydajnego szpitala. Żeby zwiększyć rotację, podaje się tu pacjentkom środki przyspieszające poród, nie licząc się z potencjalnym kaleczeniem noworodków.

Tekst sztuki, czego Strzępka i Demirski nie ukrywają, inspirowany był ich osobistymi przeżyciami. Zbudowali swój spektakl z szeregu farsowych etiud, które układają się w dwa kluczowe wątki. Pierwszy to arogancja i bezduszność personelu szpitala. Drugi, potraktowany dużo poważniej, to problem rodziców, którym rodzi się potomstwo inne, niż sobie wymarzyli: dziecko czarnoskóre, mały gej, czy potwornie okaleczona córeczka

Tematy gorące, ale przez twórców nie do końca wykorzystane. W tekście Pawła Demirskiego zabrakło tego, co było siłą jego poprzednich sztuk - zaskakujących point i skojarzeń. W poprzednich tekstach autor skrzętnie zbierał używane przez polityków banały, ale łączył je w nieoczekiwane, (idealnie celne) zbitki. W "Położnicach..." cytaty pozostają tylko publicystyką, katalogiem błędów, które znamy, bo sami ich doświadczamy. Sytuacje nie zaskakują, niektóre nawet nie mają dalszego, scenicznego ciągu. To sprawia, że ostrze krytyki nie tnie realnego życia tak mocno, jak by mogło. A mnogość motywów zaciemnia to, co najboleśniejsze - bezbronność pacjenta wobec szpitalnej machiny.

Monika Strzępka, choć kontrolowany chaos jest jej znakiem rozpoznawczym, w tym przedstawieniu przesadziła jednak z nadmiarem ekspresji i dosłownością. Oczywistym jest, że kobieta rodząca krzyczy z bólu, ale w Teatrze Rozrywki krzyczą wszyscy, bez przerwy i bardzo długo. Przynajmniej o godzinę za długo, co skutecznie wyłącza skupienie widzów i osłabia finał. I choć niektóre sceny robią piorunujące wrażenie, to jednak nie mamy wrażenia spójnej całości. Po skumulowaniu napięć spektakl bylby po prostu poruszający; tkwi w nim potencjał goryczy i jest koszmarniej aktualny. Tym bardziej, że aktorzy, na czele z Aloną Szostak, Elżbietą Okupską, Izabellą Malik, Dariuszem Niebudkiem i Jacentym Jędrusikiem, grają rewelacyjnie, tworząc surrealistyczne byty, wywiedzione wprost z polskiej rzeczywistości. Bardzo dobra jest też pastiszowa muzyka Jana Suświłło (od baroku po blues), wykonywana przez zespół pod kierunkiem Jerzego Jarosika oraz choreografia Rafała Urbackiego.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
AnnLee

Ja byłam zadowolona. Wreszcie coś, co pozwala zastanowić się nad "cudem poczęcia" i całą tą manifestacją głównego celu życia kobiet, jako matek-Polek. Może po prostu to spektakl na tyle prawdziwy, że aż bulwersujący, drodzy narzekacze? W końcu wiadomo, że najbardziej razi prawda.
A co się tyczy kalekiego dziecka - odbiór jest bardzo jednoznaczny. Wmawiacie sobie i innym, że kalekie dzieci mają przed sobą świetlana przyszłość, podczas gdy każdy z Was jest świadom, jak bardzo Wasze ideały mijają się z prawdą. Tyle.

J
Joanna

Wulgaryzmy rynsztokowe w hurtowej ilości, przeciętny widz nie spodziewa się tego idąc do TEATRU. Wg mnie granica została przekroczona do tego stopnia, że trzeba by się zastanowić nad zasadnością utrzymania tego "eksperymentu" w konwencji teatru. Jako widz czuję się wręcz obrażona, chociaż jestem widzem tolerancyjnym. Niesmaczne, niedelikatne, żenujące. Część widzów rozpędzona wcześniejszymi scenami śmiała się z postaci kalekiej dziewczynki - to dowodzi, że odbiór jest trudny, wątpliwy, niejednoznaczny i chaotyczny. Szacunek dla aktorów za rewelacyjną grę aktorską. Poza tym generalnie jakaś pomyłka.

z
zawiedziony

Beznadziejne.
Swoją drogą kto na to dał pieniądze? Ile kosztowało wystawienie takiego gniota???
Teatr Rozrywki schodzi na psy.
To już kolejny spektakl po zupełnie nieudanych "Kumoszkach", który pozostawia po sobie niesmak.
Co robi dyrekcja, czy nie widzi że Teatr zmierza w złym kierunku?

Dodaj ogłoszenie