Dyrektor Beskid Classics: Zróbmy z Bielska-Białej miasto turystyki festiwalowej

Kamil Lorańczyk
Kamil Lorańczyk
Paweł Kotla, dyrygent i dyrektor festiwalu.
Paweł Kotla, dyrygent i dyrektor festiwalu. fot. Marcin Stępień
Paweł Kotla, dyrygent i dyrektor III Beskidzkiego Festiwalu Klasyki „Beskid Classics”, który odbędzie się 8-10 września w Bielsku-Białej i Szczyrku, mówi o misji zbliżającego się festiwalu oraz związku klasyki z Bielskiem-Białą. Zwraca również uwagę na ważną rolę muzyki w świecie, mówiąc także o tym, czy obecnie jest miejsce na rosyjską muzykę w salach koncertowych.

W jakiej roli aktualnie czuje się pan lepiej – dyrygenta czy dyrektora festiwalu?

Przede wszystkim uwielbiam dyrygowanie – to moja pasja i moje życie. Mając natomiast doświadczenia w pracy ze światowej klasy instytucjami kultury, takimi jak London Symphony Orchestra czy Filharmonia w Monte Carlo, zdałem sobie sprawę z tego, że szkoda by było tego nie wykorzystać. Pomyślałem, że chciałbym stworzyć festiwal, w którym mam szerokie możliwości, aby pewne pomysły zamieniać w rzeczywistość. Z jednej strony mam poczucie, że muszę, a z drugiej, że chcę uzewnętrznić te doświadczenia i wykorzystać swoje międzynarodowe kontakty.

Zahaczę o słowo „muszę” – z czego ono wynika, to wyraz pana ambicji?

Czuję po prostu silną wewnętrzną potrzebę działania. W pewnym sensie zmieniania poprzez muzykę świata dookoła, ulepszania go. Może dlatego, że właśnie dyrygentów uczy się, żeby na próbach mniej mówili, a przede wszystkim dyrygowali, działali. Uważam, że w muzyce bardzo często popełniamy ten błąd, że uznajemy ją za coś abstrakcyjnego, oderwanego od codzienności, natomiast głęboko wierzę w to, co powiedział kiedyś legendarny Leonard Bernstein, że muzyka nie zmienia świata, ale zmienia ludzi, którzy zmieniają świat. Widziałem już jak bardzo inwestycje w kulturę, muzykę potrafiły np. wpłynąć na urbanistykę i rozwój w takich miejscach jak Manchester, Birmingham, Cardiff czy Newcastle w Wlk. Brytanii.

To na czym polega wybór Bielska-Białej na miasto główne festiwalu „Beskid Classics”?

Wiadomo, że to przede wszystkim stolica Beskidów. Przyznam, że ściągnęły mnie tutaj prywatne powody, a poza tym bardzo podoba mi się ten region. Od dzieciństwa byłem zachwycony Szwajcarią, gdzie od lat moja rodzina miała wielu przyjaciół i znajomych, i to nie tylko krajem czy krajobrazem, ale też tym, co się tam muzycznie dzieje. Szwajcaria to kraj niezwykłych festiwali muzycznych. I kiedy przyjechałem do Bielska-Białej byłem zachwycony (a nie tylko ja to zauważam) pewną dbałością mieszkańców o to miejsce, swoje domy, nawet sposób ubierania. Urzekła mnie też tutejsza wielokulturowość – polska, czeska i słowacka, a jednocześnie takie drobne enklawy, jak Wilamowice, gdzie rzeczywiście można znaleźć wiele ciekawych kulturowych inspiracji. A jednak ku mojemu zaskoczeniu spostrzegłem, że niewiele się tu działo jeśli chodzi o muzykę klasyczną.

I stąd pomysł na stworzenie festiwalu nawet przed powstaniem sali koncertowej w Cavatina Hall?

Pomysł stworzenia festiwalu rzeczywiście pojawił się w 2018 roku. Jeszcze jesienią tamtego roku złożyłem wnioski do kilku instytucji o pozyskanie środków na jego realizację. Wtedy też założyliśmy Fundację Temida Arts & Business przy jednej z najstarszych kancelarii podatkowo-księgowych w tej części Polski, co dało gwarancję, że projekt będzie dobrze przygotowany od strony administracyjnej i finansowej. A Cavatina z budową swojego obiektu w Bielsku-Białej ruszyła na początku następnego roku. Później miałem okazję spotkać się z prezesem Cavatina Holding. Cieszę się na to wspomnienie, bo pamiętam jak firma pomogła mi zacząć ten festiwal, a nawet sponsorowała jego pierwszą edycję. Za to zorganizowałem wyjazd ich architektów do Londynu i Birmingham, gdzie spotkali się z dyrektorami najważniejszych sal koncertowych, organizacji i instytucji muzycznych. Wszędzie mocno podkreślano jak ważna będzie nie tylko estetyka sali, ale także jej akustyka. Dlatego cieszę się, że powstał naprawdę wyjątkowy obiekt i to na skalę Europy. Nie jest przypadkiem, że w tym tygodniu na finałowy koncert naszego festiwalu w Cavatina Hall przyjedzie osobiście Mark Pemberton – dyrektor Stowarzyszenia Orkiestr Brytyjskich.

To w takim razie, korzystając z pańskiego doświadczenia – z jaką inną europejską salą mógłby pan porównać salę koncertową w bielskiej Cavatina Hall?

Miałem szczęście występować w paru naprawdę wyjątkowych salach, łącznie z Filharmonią Berlińską. W styczniu tego roku wystąpiłem z Narodową Orkiestrą Aten w tamtejszej legendarnej sali koncertowej Megaron. Porównując Cavatinę faktycznie muszę przyznać, że jest to również niezwykła sala, dobra akustycznie i posiada bardzo unikalną cechę, z którą się nie spotkałem nigdzie indziej – prawie tysiąc osób może tu siedzieć bardzo blisko wykonawców. To doświadczenie muzyki jest niemal intymne, stąd też inspiracja, aby w tym roku hasło festiwalu brzmiało „Najbliżej muzyki”.

Oprócz bliskiego doświadczenia muzyki, czego będą mogły się spodziewać osoby, które przyjdą na festiwalowe koncerty?

Przede wszystkim bardzo dobrych wykonawców. Zaprezentują się doskonałe polskie zespoły kameralne, takie jak Atma Quartet i Trio Legend, które mają już na swoim koncie międzynarodowe nagrody. Co ciekawe, obydwa zespoły posiadają w swoich składach osoby z Bielska-Białej, bo chcemy wspierać i podkreślać jakość także lokalnych talentów. Myślę, że na uwagę zasługuje też niezwykły repertuar, m.in. nawiązujący do Białorusi i emigracji białoruskiej, która nasiliła się od 2020 roku. Moje osobiste doświadczenie z tym tematem związane jest z koncertem w Białoruskiej Filharmonii Narodowej w Mińsku współorganizowanym przez Instytut Polski, gdzie dyrygowałem, także w obecności przedstawicieli białoruskiej opozycji, muzyką polską dokładnie tego samego dnia, kiedy polscy dyplomaci byli wyrzucani przez tamtejszy reżim z Białorusi. Zatem ten białoruski wątek pojawi się na pierwszym koncercie 8 września w Willi Sixta w Bielsku-Białej. Z pewnością będzie wyjątkowo również ze względu na piękną scenerię tego bardzo tajemniczego budynku. Następnie czeka nas piękna sztuka w wykonaniu Trio Legend w znanej z magicznego realizmu Galerii Bator w Szczyrku. Tematem przewodnim będzie... kawa, co podkreślimy szczególnie jednym z utworów. Natomiast w sobotę 10 września w Cavatina Hall wystąpi z towarzyszeniem Narodowej Orkiestry Słowacji „Slovak Sinfonietta” doskonały pianista, uważany za „Mozarta XXI w.” – Ryan Martin Bradshaw. Mimo że ma dopiero 15 lat jest laureatem osiemnastu konkursów i zachwycają się nim tacy słynni muzycy, jak Placido Domingo albo Stjepan Hauser. Na sobotni koncert został przygotowany piękny repertuar, będziemy grali najbardziej popularne utwory muzyki klasycznej m.in. VII Symfonię Beethovena i I koncert fortepianowy Czajkowskiego. Oczywiście chcielibyśmy się też odnieść do sytuacji, która jest teraz w Ukrainie. Dlatego zagramy utwór „Melodia” Myrosława Skoryka, który w tym roku stał się symbolem poparcia świata dla Ukrainy. Do tego dołożymy piękną „Małą suitę z passacaglią” słowackiego kompozytora Eugena Suchonia, żeby przybliżyć słuchaczom tak mało ciągle znaną w Polsce muzykę Słowacji.

Spodziewam się, że cały repertuar został zaplanowany tak, aby przekazać coś konkretnego, pozostawić jakieś wrażenie. Można zdradzić co to takiego będzie?

Myślę, że przede wszystkim taką głębię emocji i refleksji, którą naprawdę ciężko znaleźć w innych rodzajach muzyki. W żadnym innym gatunku nie ma tak wielu barw, nastrojów i emocji, jak w muzyce klasycznej. To jest jednak kilkaset lat historii muzyki i trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że to są utwory, które od 200 lat i dłużej potrafią wzruszać ludzi, mając ponadczasową wartość. Tutaj możemy odnaleźć coś, co buduje nasze emocje, pogłębia je. Spodziewam się też, że nie zabraknie nikomu kilku chwil na refleksję na temat świata współczesnego oraz niepokojów, z którymi obecnie musimy sobie w tym świecie radzić.

Pojawiały i nadal pojawiają się głosy, aby odciąć się zupełnie od tego, co rosyjskie. Co pan sądzi o tym, aby nie grać rosyjskiej muzyki?

Uważam, że w pierwszym momencie, kiedy tylko wybuchła wojna, absolutnie było to uzasadnione. Mówię tutaj z perspektywy 12 lat współpracy z instytucjami kultury w Ukrainie, Gruzji, Azerbejdżanie, Mołdawii i Białorusi. Widać było ogromne niebezpieczeństwo w liczbie wydarzeń, które reżim rosyjski zaplanował na świecie, aby promować swój kraj i tworzyć wizerunek państwa kulturalnego. Musimy pamiętać, że już kilka dni po wybuchu wojny w Ukrainie, miał odbyć się koncert przyjaciela Putina, dyrygenta Walerija Gergijewa, w Carnegie Hall w Nowym Jorku. Było zaplanowanych także wiele innych koncertów i przedstawień, które miały pokazywać Rosję, jako kraj niezwykle wysokiej kultury, wybielać jej wizerunek i budować narrację o „misji cywilizacyjnej”, którą podobno miał być jej atak na Ukrainę. Pamiętajmy, że Gergijew organizował takie koncerty tam, gdzie Rosja toczyła swoje wojny – w odebranej Gruzji Południowej Osetii, czy w Syrii. Natomiast uznaliśmy, że kluczowy jest kontekst w jakim zrobimy to na naszym festiwalu. Dlatego utwór Czajkowskiego zagrany zostanie przez młodziutkiego australijsko-słowackiego pianistę, który w 2019 r. brawurowym wykonaniem koncertu Chopina wygrał prestiżowy konkurs muzyczny „Dziadek do orzechów” w Sali Czajkowskiego w Moskwie, a rok później odważnie i świetnie wykonał tam właśnie koncert Czajkowskiego wzbudzając zdumienie tamtejszych środowisk muzycznych. Utworem tym podbił potem także publiczność na koncertach w Bratysławie, Budapeszcie, a ostatnio także w praskim Rudolfinum. Chcemy więc muzykę tę oderwać od kontrowersyjnego kontekstu, w którym ją wielokrotnie prezentowano, żeby nie była wykorzystywana do budowania pewnej określonej narracji, wybielania okrutnych często działań rosyjskiego reżimu.

Wiele dzieje się dookoła, ale także u pana. Na jakim jest pan dziś etapie kariery czy też pracy zawodowej?

Przyznam, że przeniesienie do Polski dało mi możliwość trochę szerszej pracy, np. mogę zająć się tworzeniem własnych projektów. Mam więcej energii i czasu, nie zajmuję się więc wyłącznie dyrygowaniem, ale szukam nowych rozwiązań w kulturze, choćby biznesowych. W Polsce przez wiele lat dynamicznie rozwijał się biznes i dziś mamy go na absolutnie światowym poziomie, natomiast jeśli chodzi o instytucje kultury, mimo wysokiej jakości oferty naszych artystów, zauważam jednak, że pewne problemy instytucjonalne i organizacyjne ciągle wstrzymują nasz rozwój. Oczywiście wiele osób będzie szukało rozwiązań. Ja również mam nadzieję, że swoimi działaniami m.in. festiwalem „Beskid Classics” będę mógł się do tego w jakiś sposób przyczynić. Zwłaszcza patrząc na to z perspektywy zagranicznych instytucji i artystów.

Co można zatem rozwinąć i jak pan widzi w tym Bielsko-Białą?

Bielsko-Biała ma niezwykłe walory krajobrazowe, jednak da się zauważyć, że bywa omijane przez turystów, którzy jadą do Wisły, Szczyrku czy Ustronia. Wiem, że położenie miasta jest wyjątkowe, obok są piękne góry, bielszczanie sami to często podkreślają. Tylko że osoby przyjeżdżające z zewnątrz mogą zadawać pytania, co jest w samym mieście i dlaczego warto je odwiedzić. Niedługo takim powodem będzie Centrum Bajki przy SFR, a już teraz są Zadymka Jazzowa czy Jesień Jazzowa. Chciałbym też, aby festiwal muzyki klasycznej był kolejną taką imprezą, dla której warto będzie przyjechać do Bielska-Białej nie tylko z Polski, ale także z zagranicy. Stąd bardzo dbamy od pierwszej edycji festiwalu, aby byli tu tacy artyści, których nieczęsto można usłyszeć w naszym kraju, a dla nich będzie warto tu przyjechać. Taką gwiazdą już na pierwszym festiwalu był na przykład Charlie Siem – skrzypek, który jest nie tylko świetnym muzykiem, ale także modelem największych marek modowych na świecie. Warto na miasto i jego ofertę kulturalną częściej spoglądać z perspektywy zewnętrznej, osób, które miałyby tutaj przyjeżdżać. Że użyję porównania – przecież to z Ziemi najmniej widać czy jest okrągła.

Dodam jeszcze Festiwal Kompozytorów Polskich i wychodzi na to, że trochę jest tych festiwali w Bielsku-Białej. W takim razie uważa pan, że jest miejsce dla kolejnych?

Uważam, że zdecydowanie jest. Jeśli chodzi o Festiwal Kompozytorów Polskich to wyróżnia go określona formuła, przy okazji dość wymagająca, bo skupiająca się z oczywistych powodów przede wszystkim na muzyce współczesnej. Z kolei „Beskid Classics” jest wydarzeniem bardziej uniwersalnym i myślę, że może mieć znaczący wpływ na miasto, któremu przydałoby się więcej tego typu wydarzeń. W końcu brakuje tu jeszcze na bardzo wysokim poziomie bazy hotelowej, np. nie ma 5-gwiazdkowych hoteli, które można zobaczyć dookoła np. w Szczyrku czy Wiśle. Do Bielska-Białej mogłoby przyjeżdżać więcej turystów z zagranicy, a pomóc może w tym właśnie muzyka klasyczna, która pozbawiona jest bariery językowej. Widać to po dynamicznym rozwoju naszego festiwalu. Już po pierwszej edycji zaproszono nas do współtworzenia jednego z największych projektów aplikacji Żyliny do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury. Na drugiej edycji wystąpiła już Slovak Sinfonietta. W tym roku możemy się już cieszyć patronatem honorowym nie tylko Prezydenta Bielska-Białej i Starosty Bielskiego, ale także Burmistrza Żyliny, który na koncert finałowy przyjedzie ze swoim pierwszym zastępcą. Patrząc trochę z zewnątrz, uważam, że Bielsko-Biała rzeczywiście mogłoby być miastem turystyki festiwalowej. Co ciekawe, niedługo miasto wraz z regionem będzie beneficjentem olbrzymiego funduszu europejskiego, który ma wspierać m.in. przemysły kreatywne. To będą miliardy złotych na to, żeby inwestować w działania na pograniczu biznesu i kultury. To o czym mówię może się przełożyć na rozwój miasta. Dziś na świecie na kulturę patrzy się także pod kątem ekonomii. Trzeba stale przypominać, że na Rok Chopinowski przyjechało do Warszawy więcej turystów niż na EURO 2012, a na przykład w tym roku festiwal w Salzburgu zarobił na samych biletach 31 mln euro. Do tego trzeba dodać wszystkie pieniądze, które zostały pozostawione tam przez turystów w bazie hotelowej, gastronomicznej oraz usługach. Oprócz oferty dla mieszkańców warto pomyśleć więc też o tym co może tu przyciągnąć gości z Wiednia, Pragi, Londynu czy Paryża. Dynamicznie rosnąca popularność turystyki kulturalnej pokazuje, że ludzie w tamtych miejscach coraz bardziej ciekawi są odkrywania nowych miejsc do obcowania z wysoką kulturą. Wiele mówi się na przykład o problemach z ożywieniem ul. 11 Listopada i dalszą rewitalizacją dawnego placu ZWM i jego okolic. Tylko że jeśli tam miałyby powstawać restauracje, kawiarnie, to pamiętajmy, że z takich miejsc na świecie korzystają przede wszystkim turyści. I to Ci z bardziej zasobnym portfelem. I takich (i to przez okrągły rok!) mógłby przyciągać starannie zaplanowany kalendarz festiwali o międzynarodowej randze.

A czy w Polsce mamy miasto, na którym Bielsko-Biała mogłoby się wzorować pod kątem oferty kulturalnej?

Mamy miasta festiwalowe, jak Sopot czy Opole, ale tam odbywają się przede wszystkim imprezy popularne, plenerowe w amfiteatrach. Jest Krynica, Zakopane, Duszniki-Zdrój, Łańcut, ale tam nie ma tak świetnych połączeń komunikacyjnych i takich sal koncertowych. W Bielsku-Białej drzemie większy potencjał. Trzeba spojrzeć szeroko – to tutaj są świetne połączenia drogowe właściwie na cztery kierunki świata, niedługo będzie można bardzo szybko dojechać drogami do Wiednia, a jeśli udadzą się planowane inwestycje kolejowe, to także do Pragi. W pobliżu są trzy międzynarodowe lotniska, do których dojazd nie sprawia trudności. Poza tym wspomniałem już wcześniej o kilku innych atutach Bielska-Białej.

Miejsce jest fajne, jednak nie widać takiego połączenia miasta z klasyką. Bielsko-Biała nie ma swojej stałej orkiestry

Tak się złożyło, ale mam wrażenie, że zmiany w tym temacie właściwie są wręcz nieuchronne. Filharmonia na dobrym poziomie, z dobrze przygotowaną ofertą artystyczną, mająca szerokie kontakty międzynarodowe, jako instytucja oferująca niemal co tydzień inny program artystyczny, do odbioru w kulturalnych warunkach, w dzisiejszych czasach odgrywa olbrzymią rolę w integrowaniu lokalnych elit i budowania wizji rozwoju miasta i regionu. Wpływ jaki mają współcześnie na miasto takie instytucje można chyba porównać do średniowiecznych katedr. Wystarczy zobaczyć jaką rolę odgrywa teraz instytucja filharmonii w moim rodzinnym Szczecinie, po wybudowaniu nowej siedziby. Z miasta, które 10 kilometrów od swoich granic, po niemieckiej stronie, było przez lata niemal niezauważalne jako interesujący cel podróży, które bardziej czuło, że jest 500 km Warszawy a nie ledwie 100 km od Berlina, stało się miejscem, o którym dużo się mówi na świecie i do którego na wydarzenia kulturalne, a przy okazji zakupy i wypoczynek, niemieccy i skandynawscy turyści ciągną autokarami. Jednak duże znaczenie miałby jej kształt, czy byłaby tylko instytucją prowincjonalną, czy też korzystając z możliwości jakie dają tutejsze sale koncertowe i dostępność komunikacyjna mogłaby się wznieść na poziom, który rzeczywiście promowałby miasto w Europie. Najpierw należałoby chyba zacząć od działań, wydarzeń motywujących artystycznie, ambitnych i na wysokim poziomie, a potem szukać formuły organizacyjnej, która nie będzie ograniczać aspiracji artystycznych zespołu, zapewni przyzwoite warunki egzystencji jego członkom i rzeczywiście będzie czymś czym można będzie się na świecie pochwalić. Ekonomika kultury to nie jest temat, w którym ciągi przyczynowo-skutkowe są oczywiste. Wymaga często bardzo szerokiego spojrzenia i dalekosiężnej oceny skutków różnych działań. Myślę, że zainwestowanie publicznych pieniędzy w coś, co buduje elity i markę miasta, przyciągnie z większych miast specjalistów, którzy rozwijać tu zaraz będą przemysły kreatywne, turystów z zasobniejszymi portfelami i inwestorów (którzy zawsze przede wszystkim pytają się o jakość połączeń komunikacyjnych, poziom lokalnej edukacji, ale także oferty kulturalnej), może mieć większy ekonomiczny sens niż to się na pierwszy rzut oka wydaje.

Jeszcze wracając do pańskiej osoby, podróżując poznał pan wiele kultur, jak pan patrzy więc pod tym względem na Bielsko-Białą, na ten beskidzki region?

Bielsko-Biała i beskidzki region, ale także przecież Śląsk Cieszyński mają wspaniałe dziedzictwo kulturowe, które można byłoby przekuć w coś, co mogłoby być na europejskim czy światowym poziomie, np. w zakresie wzornictwa, muzyki czy gastronomii. Dobrym przykładem jest kultura ludowa Włoch, Szkocji czy Tyrolu, która w tych dziedzinach trafiła na światowe salony. Zauważmy, że tacy kompozytorzy jak Moniuszko, Szymanowski, Kilar tak często sięgali po inspiracje do muzyki Podhala, a tak niewiele jest tego typu przykładów jeśli chodzi o Beskidy. Jest w tym regionie jeszcze kilka innych ciekawych elementów np. kultura żywiecka, wołoska. Jest też magiczny realizm – przychodzi mi tu na myśl nie tylko Bator Art Gallery, organizator znanego na świecie biennale „Magical Dreams”, gdzie będzie jeden z naszych koncertów, ale także piękne muzeum Ochorowiczówka w Wiśle, które zauważyłem, że istnieje zaraz koło domu, w którym przez wiele lat mieszkał jeden z najsłynniejszych polskich dyrygentów Karol Stryja. Mówi się także o słynnej śpiewaczce Selmie Kurz, którą zachwycał się w Wiedniu sam Gustav Mahler, która wywodziła się z Bielska, niestety mniej – ale mam nadzieję, że się to zmieni – mówi się o Arturze Schnablu, jednym z najsłynniejszych pianistów i pedagogów fortepianu XX w., który urodził się w Lipniku, a na jego grób w Szwajcarii przyjeżdżają pielgrzymki pianistów z całego świata. Wśród jego uczniów i uczniów jego uczniów były takie sławy światowej pianistyki jak Martha Argerich i Radu Lupu, a jego nagrania muzyki Beethovena w Bibliotece Kongresu USA znalazły się wśród 25 nagrań muzycznych uważanych za najważniejsze w historii ludzkości. Wspaniale by było gdyby jakąś tablicą albo muralem uhonorować go tutaj w Bielsku-Białej.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Ostrzał Kijowa. W trakcie operacji na sercu dziecka zabrakło prądu

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie