Frank, euro, złoty, a może tugrik

Marcin Twaróg
Nie jestem wywrotowcem, daleko mi do haseł anarchistycznych. Ale o złotym, który w 1924 r. - po reformie pieniężnej Grabskiego, stał się fundamentem polskiej państwowości, mam jak najgorsze zdanie i chętnie zmieniłbym tę walutę na inną.

Dlaczego? A choćby dlatego, że wyjeżdżając teraz na Słowację, poczuję się fatalnie. Za piwo będę musiał zapłacić prawie 5 zł, a za jednodniowy karnet na wyciąg narciarski - ponad 100 zł. Wszystko przez złotego, który gwałtownie w ostatnich tygodniach tracił bodaj do wszystkich walut świata.

Doceniam rolę, jaką złoty odegrał tuż po pierwszej wojnie. Jestem też pełen uznania dla tych, którzy w 1995 r. zrobili odważny krok i przeprowadzili jego denominację. Ale to już przeszłość. Najwyższa pora pogodzić się z tym co nieuchronne. Najwyższa pora pożegnać się ze złotym. Co było dobre sto lat temu, nie musi być dobre teraz. Własną walutę pożegnali Niemcy, Włosi i Francuzi... Czy ktoś uważa, że to głupcy, że sprzedali swe narodowe ambicje?

Naprawdę dziwię się Lechowi Kaczyńskiemu, że z uporem maniaka broni złotego. Przykro mi to stwierdzić, ale tkwi korzeniami w II RP, gdy najważniejsze było utrzymanie polskiej administracji, suwerenności, granic i pieniądza. Jestem w stanie się z nim zmierzyć na argumenty przeciw złotemu, bo, tak jak on, jestem kompletnym dyletantem ekonomicznym. Mam natomiast kredyt w tzw. walucie obcej i każdego miesiąca obrywam po kieszeni w imię niezrozumiałej ufności w wielkość złotówki.

No dobrze, skoro nie złotówka, to co? Euro wydaje się jedyną alternatywą. Tak przynajmniej mówią znawcy tematu. Bo będziemy mocniej związani z gospodarką reszty Unii, bo wahania waluty będą pod kontrolą Europejskiego Banku Centralnego itd. A może zamienić ją na stabilnego franka szwajcarskiego? Co prawda, poważni ekonomiści w ogóle o takiej możliwości nie mówią, ale czysto teoretycznie - jest to możliwe! A skoro tak, to może pójść dalej i zamienić złotego na mongolskiego tugrika? Tam, jak powszechnie wiadomo, gospodarka rozwija się niezachwianie od dziesięcioleci, ludziom żyje się dostatnio, a wielu o światowym kryzysie nawet nie słyszało.

Ale żarty na bok. W najbliższych tygodniach będziemy świadkami najważniejszych decyzji od co najmniej 20 lat, które zaważą na naszym życiu. W naszym imieniu podejmować je będzie rząd. Zażarta dyskusja zaś najprawdopodobniej nie będzie dotyczyć meritum. Głos z lubością zabierać będą pseudoeksperci mówiący o narodowym interesie, wyprzedaży Polski, Targowicy... Kto by w takiej sytuacji słuchał ekonomistów? Skupmy się i chociaż raz posłuchajmy!

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

R
Realistaa

Ja niestety nie pojadę na Słowację ze swoją pensją 1500,00 zł netto. I nie marzy mi się również piwo po 5 zł... w Polsce.

J
Just

Młody człowiek i tak logicznie myśli. Nie jestem już młody, ale całkowicie akceptuję wywody Pana Marcina. Jedyny ratunek to w euro, gdyż taki pieniądz reprezentujący mocną gospodarkę nie będzie mógł
atakować spekulant. Najlepiej zrobili Słowacy. W Polsce zawsze było myślenie zaściankowe, typowymi przedstawicielami takiego myślenia są PIS-owcy i najwyższy przedstawiciel władzy. Skoro jesteśmy w UE to bądźmy Europejczykami również w myśleniu.

Dodaj ogłoszenie