Jak u muszkieterów: Górnik Zabrze - Lechia Gdańsk 2:0

Rafał Musioł
Górnik Zabrze
Górnik Zabrze Mikołaj Suchan
W sobotę tuż po godzinie 21, Górnik Zabrze opuścił - jak się okazało na niespełna dobę, ponieważ swój mecz wygrała Cracovia - ostatnie miejsce w tabeli. Stało się tak dzięki zwycięstwu nad Lechią Gdańsk.

- Tylko zwycięstwo, górnicy, tylko zwycięstwo! - zagrzmiały trybuny tuż po pierwszym gwizdku sędziego, ale już trzy minuty później kibice zamarli ze zgrozy, bo Maciej Kowalczyk znalazł się z piłką tuż przed Sebastianem Nowakiem i potężnie uderzył. Kapitan gospodarzy, który wrócił do bramki po wyleczeniu kontuzji, wykazał się jednak nadludzkim refleksem i obronił strzał nogami.

Ten zimny prysznic wreszcie obudził zabrzan i już w 9 minucie prowadzili po golu Mariusza Magiery, który wykorzystał podanie Piotra Madejskiego. Skrzydłowy Górnika ucieszył się niemal tak, jak gdyby to on posłał piłkę do siatki. Trudno się temu dziwić, bo ostatnie tygodnie Madejskie spędzał w Młodej Ekstraklasie, skazany na zesłanie przez trenera Henryka Kasperczaka za nieujawnione przewinienie dyscyplinarne.

- Jesteśmy jak muszkieterowie Dumasa, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Bijemy się w lidze razem, grzechy też można odpokutować bez roztrząsania ich na zewnątrz- opowiadał szkoleniowiec Górnika po meczu, przed którym dokonał kilku roszad w składzie: w jedenastce zabrakło miejsca m.in. dla Przemysława Pitrego.

Madejski był motorem napędowym większości akcji ofensywnych gospodarzy, sam też zatrudniał bramkarza rywali, ale bez powodzenia. W miarę upływu czasu tempo akcji jednak spadało, a w drugiej połowie ekipa Górnika animusz zatraciła zupełnie i została zdominowana przez gdańszczan. Rozpaczliwe i chaotyczne wybijanie piłki zamieniało się w chmurę, z której lada chwila spadnie błyskawica i na tablicy pojawi się remis. Napięcie było zresztą widoczne także na murawie, gdy Magiera i Jakub Zabłocki skoczyli do sobie niczym koguty i przepychając czołami wymieniali mało parlamentarne uwagi.

Ta scysja nie zmieniła przebiegu drugiej połowy, na szczęście dla Górnika w jego bramce stał Nowak, który kapitalnie spisał się zwłaszcza przy strzale, po którym piłka odbiła się jeszcze rykoszetem. Trener Kasperczak zadziwiająco długo zwlekał jednak ze zmianami, a słabo spisującego się Pawła Strąka trzymał nawet do końca spotkania. Z wprowadzeniem na murawę Dariusza Kołodzieja trafił jednak w dziesiątkę - trzy minuty po wejściu na murawę dysponujący atomowym uderzeniem zawodnik wykorzystał swój atut i definitywnie rozstrzygnął losy spotkania.

Więcej czytaj w poniedziałkowym dodatku Kibic

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie