Joan Goku Román: W Polsce znalazłem swoje miejsce

Przemysław Drewniak
Przemysław Drewniak
Katalończyk związał się z Podbeskidziem dwuletnim kontraktem z opcją przedłużenia
Katalończyk związał się z Podbeskidziem dwuletnim kontraktem z opcją przedłużenia Szymon Jaszczurowski / TS Podbeskidzie
Zetknął się z wielkim futbolem w Barcelonie i Manchesterze City. Jak przyznaje, był wobec siebie zbyt surowy, przez co nie rozwinął w pełni swojego wielkiego talentu. Dziś jednak niczego nie żałuje. W Polsce czuje się jak w domu, z Podbeskidziem chce awansować do PKO Ekstraklasy, a równowagę daje mu wegańska dieta i troska o środowisko naturalne. Poznajcie Joana Gokū Romana, nowego pomocnika Górali z Bielska-Białej.

Dziennik Zachodni: Na rozgrzewkę pytanie niezwiązane z piłką. Jest w Polsce coś, czego nie ma w Hiszpanii?
Joan Román: Trudno powiedzieć, przede wszystkim tutaj jest zimniej (śmiech). W Hiszpanii jest więcej plaż i ciepłych miejsc do wypoczynku. Ale podoba mi się klimat w Polsce, jest dobry do grania w piłkę. Też macie tutaj dużo natury i wiele miejsc, które warto zwiedzić, również piękne miasta. Bardzo lubię Polskę i czuję się tutaj komfortowo.

Ten komfort zresztą widać po twoim CV. Licząc łącznie, rozpoczynasz właśnie swój czwarty sezon w naszym kraju. Co cię tutaj przyciąga?
Miałem szczęście występować w kilku krajach, ale mogę powiedzieć, że to w Polsce znalazłem swoje miejsce. Czuję, że bardzo dobrze się tu wpasowałem. Podoba mi się to, jak zorganizowany jest tutaj futbol. Dzięki temu jako piłkarz mam poczucie, że jestem traktowany w pełni profesjonalnie i mogę skupić się wyłącznie na grze.

Za tobą udany sezon w Miedzi, znalazłeś się zresztą w ścisłym gronie kandydatów do miana najlepszego skrzydłowego pierwszej ligi. Dlaczego nie zostałeś w Legnicy?
Miałem opcję przedłużenia kontraktu, ale tylko w przypadku awansu do Ekstraklasy. Faktycznie, to był dla mnie bardzo udany rok. Bardzo pomógł mi trener Jarosław Skrobacz, u którego mogłem rozwinąć skrzydła i grać swoją piłkę. Czułem jednak, że skończył się tam dla mnie pewien cykl, że muszę wykonać kolejny krok. Miedź też chciała podążyć innym kierunkiem, więc rozstaliśmy się w zgodzie.

Rozważałeś inne opcje, na przykład wyjazd do innego kraju?
Moim priorytetem było pozostanie w Polsce. Z powodów, o których już mówiłem - po prostu nie chciałem opuszczać miejsca, w którym czuję się tak dobrze.

Co zatem przekonało cię do Podbeskidzia?
Kilka czynników, ale przede wszystkim rozmowa z dyrektorem sportowym, Łukaszem Piworowiczem. Przekonałem się, że naprawdę ceni moje umiejętności, wierzy we mnie i w to, że będę ważną postacią tej drużyny. Widać, że w klubie wszystkim zależy na tym, by dobrze wykonywać swoją pracę. No i mamy wspólny cel: rozegrać bardzo dobry sezon i wrócić tam, gdzie powinniśmy być, czyli w Ekstraklasie.

Czas obowiązywania kontraktu - dwa lata z opcją przedłużenia, wskazuje, że byłeś pewien swojej decyzji.
Potrzebowałem stabilizacji, bo w ostatnich latach doświadczyłem sporo zmian. No i mocno wierzę w ten projekt, dlatego też zdecydowałem się na dłuższą umowę.

Nie zniechęciła cię duża liczba zmian w drużynie i etap przejściowy, w jakim obecnie jest Podbeskidzie?
Nie, bo po rozmowie z dyrektorem przekonałem się, że plan na ten zespół wygląda bardzo obiecująco. Przekonała mnie wizja stworzenia drużyny złożonej z ambitnych zawodników, którzy chcą się rozwijać i osiągać sukcesy. Bardzo dobre wrażenie wywarł na mnie także sztab szkoleniowy. W szatni czuć, że wszyscy się rozumiemy i zmierzamy w tym samym kierunku. Z jednym zastrzeżeniem - po tak wielu zmianach będziemy potrzebować trochę czasu na to, by w pełni ukształtować się jako zespół.

Jak odnajdujesz się pod wodzą trenerskiego duetu? W piłce to nie nowa, ale jednak rzadko spotykana forma prowadzenia drużyny.
Szczerze mówiąc, taka forma współpracy bardzo mi się podoba. Obaj trenerzy wnoszą coś od siebie, podział obowiązków jest jasny. Stawiają też na bliskość z piłkarzami. Nie tylko wymagają, ale też pomagają się uczyć i rozwijać. Wierzę, że taktyka i koncepty, które chcą nam wpoić, przyniosą bardzo dobre rezultaty. Z biegiem czasu będzie je widać na boisku.

Jednym z tych głównych założeń jest gra w ustawieniu z trójką obrońców. Jak się w nim czujesz?
Nie jest dla mnie nowy, bo w ostatnich meczach w Miedzi też graliśmy w ten sposób. Czuję się w nim wygodnie. Mogę grać zarówno jako "dziesiątka", jak i jako jeden ze środkowych pomocników. Na tych pozycjach mogę najlepiej wykorzystać swój potencjał.

W Podbeskidziu możemy się zatem spodziewać, że częściej będziesz występował w środku niż na skrzydle?
Zdecydowanie tak. Oczywiście w trakcie sezonu może się zdarzyć, że konieczne będzie zejście bliżej skrzydła, ale w założeniu mam występować w środku pola i bardzo się z tego cieszę.

Obiecałem sobie, że będzie to pierwszy wywiad z tobą bez pytań o pobyt w Manchesterze City, Barcelonie i o Messiego, z którym dzieliłeś szatnię...
Tak, często je słyszę... (śmiech)

Chciałbym jednak nawiązać do twojej przeszłości. Jakiej rady udzieliłbyś dziś 18-letniemu Joanowi Romanowi, który miał u stóp cały świat?
Powiedziałbym mu, żeby bardziej cieszył się chwilą i nie był tak bardzo wymagający wobec samego siebie. Żeby się nie spinał i pozwolił wypływać talentowi, który przez te wymagania czasami dusił się w środku. Tak, myślę, że to byłaby dobra rada.

To był 18-letni Joan. Czy zatem 28-letni Gokū dojrzał już do takiego podejścia? (w 2020 roku Joan zmienił swoje imię na Joan Goku na cześć znanego bohatera mangi - przyp. red.)
Myślę, że tak. W przeciągu swojej kariery bardzo się zmieniłem, rozwinąłem. Zaliczyłem po drodze trudne momenty, ale dzięki nim jestem dziś tym, kim jestem. Nauczyłem się też, by nie stawiać sobie długoterminowych celów, a bardziej skupić się na tych najbliższych. Teraz są nimi adaptacja w nowej drużynie, pełne zaangażowanie i pomoc Podbeskidziu w powrocie do Ekstraklasy.

Rozmawiamy przed pierwszym meczem sezonu u siebie. Jakie są twoje odczucia przed ligowym debiutem przy Rychlińskiego?
Nie mogę się doczekać. Stadion jest śliczny, wreszcie zagramy przed swoimi kibicami, więc jestem bardzo zmotywowany. Szkoda mi naszego pierwszego meczu w Polkowicach, bo moim zdaniem mogliśmy tam wygrać i zasłużyliśmy na więcej niż remis. Ale tak jak mówiłem, potrzebujemy jeszcze trochę czasu, by takie mecze rozstrzygać na swoją korzyść.

Po meczu z Górnikiem trener Piotr Jawny wspominał, że wielu z was jest na różnym etapie przygotowania motorycznego. Jak oceniasz swoją formę?
Czuję się bardzo dobrze, choć potrzebowałem trochę czasu na odpoczynek. Poprzedni sezon zakończyliśmy później niż Ekstraklasa, a ja rozegrałem w nim 33 mecze. Czułem to w nogach. Myślę, że dwa lub trzy rozegrane mecze pozwolą mi wejść w odpowiedni rytm.

Zaczęliśmy od spraw spoza piłki nożnej, na nich też zakończmy. Wiem, że jesteś dumny z bycia weganinem, co widać chociażby w twoich postach na mediach społecznościowych, w których zwracasz uwagę na ekologię. W świecie piłki to wciąż oryginalne i dosyć rzadko spotykane podejście. Czujesz, że masz w tym zakresie do wypełnienia jakąś misję?
Jestem weganinem od pięciu lat. Wszystko zaczęło się już gdy byłem w Polsce, we Wrocławiu. Tak, można by to nazwać swego rodzaju "misją", ale chodzi tu nie tylko o dawanie przykładu innym, ale też o bycie zdrowszym i pomaganie środowisku. Dla mnie to coś normalnego i wręcz logicznego. Nie tylko w piłce, ale też ogólnie w społeczeństwie, brakuje jeszcze zrozumienia dla tych spraw. Myślę, że z biegiem czasu świadomość ludzi będzie coraz większa. Mam grono obserwujących w mediach społecznościowych, więc próbuję to wykorzystać i pokazać, że możesz być profesjonalnym sportowcem w dobrej formie, stosując jednocześnie wegańską dietę. Jest zresztą na to wiele innych przykładów, jak chociażby Novak Djoković, Lewis Hamilton, koszykarze NBA czy inni piłkarze.

Udało ci się nakłonić do takiego podejścia jakiegoś kolegę z szatni?
Wiele osób jest zaciekawionych, podchodzi do mnie, zadaje pytania o moją dietę. Kilku kolegów stwierdziło, że są gotowi spróbować, a ja zawsze staram się im pomóc i coś podpowiedzieć. Interesuje mnie ten temat, jakiś czas temu zacząłem trochę uczyć się dietetyki, choć nie mogę powiedzieć, że jestem w niej ekspertem. Od dwóch lat współpracuję z bardzo dobrym dietetykiem, Jonathanem Ondiną, który pracował w tej roli w Valencii. Wie doskonale co i w jakich ilościach powinienem jeść. Uważam, że każdy profesjonalny sportowiec potrzebuje dziś takiej wiedzy i takiego wsparcia.

Zdarzyło ci się mieć na tym tle kłopoty z jakimś trenerem lub kolegami z drużyny?
Z kolegami nie, może jedynie dokuczali mi w żartach. Miałem za to jednego trenera, nie będę przytaczał jego imienia, który z góry osądzał mnie i moją grę na podstawie tego, że jestem weganinem. Ale to był odosobniony przypadek. W Podbeskidziu wszyscy podeszli do tego ze zrozumieniem i mnie wspierają, za co jestem wdzięczny.

Sporo natury jest w okolicach Bielska-Białej. Miałeś już okazję na jej poznanie?
Jeszcze nie, bo ostatnie tygodnie zeszły mi na poszukiwaniu mieszkania, treningach i inauguracji ligi. Odwiedziłem już centrum miasta, jest bardzo ładne. Gdy tylko pozwoli czas, wybiorę się gdzieś dalej, bo wiem, że okolica ma do zaoferowania wiele ciekawych miejsc.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Z Gwiazdami - Marcin Możdżonek - zajawka

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie