Kto wygrał tę wojnę?

Krzysztof Karwat
Karina Trojok
Udostępnij:
Koniec wakacji. Znowu - jak grom z jasnego nieba - nadejdzie 1 września. Trzeba będzie iść do szkoły. Na szczęście my, starzy, nie musimy. Jakiś rodzaj psychicznego atawizmu z dawnych lat jednak w nas pozostał.

We mnie i w takich jak ja, którzy - dziećmi będąc - przymuszani byli do uczestnictwa w święcie wybuchu II wojny światowej. Świeżo wykrochmalone białe kołnierzyki, odprasowane mundurki i akademia ku czci bezdyskusyjnie naznaczały walory tego dnia. To były chwile nadzwyczaj uroczyste i poważne, ja zaś na szczęście nie znałem, nieistniejącego jeszcze wtedy rysunku Andrzeja Mleczki, na którym synuś po latach doświadczania Peerelu, przy okrągłym stoliczku pyta skacowanego i stetryczałego ojca: "Tatusiu, czy to prawda, że to my wygraliśmy tę wojnę?".

Pamiętam, bardzo mnie naonczas dziwiło, że te daty są z sobą tak zespolone. No, że oni na bój, a my do klasy. Byłem pewny, że ta zbieżność jest nieprzypadkowa. Ale dlaczego? Tego niestety dokładnie nie rozumiałem, choć wobec wielu rówieśników miałem pewną przewagę. Chodziłem bowiem do podstawówki noszącej imię komunisty Mariana Buczka, którego młodzieńczy portret przyozdabiał wejście do szkoły, nie pozostawiając wątpliwości - ten człowiek zginął we wrześniu 1939 roku, więc powaga chwili była jak najbardziej na miejscu. Idąc do szkoły, poniekąd jednocześnie udawaliśmy się na nieco spóźniony pogrzeb.

Potem Mariana Buczka skasowano, dołączając go do listy patronów wyklętych: Marcelego Nowotki, Pawła Findera, Małgorzaty Fornalskiej, Janka Krasickiego i paru innych. Wtedy jednak nie uczono nas, że nie wszyscy ci bohaterowie zginęli z rąk Niemców. Że niektórzy sami się między sobą powybijali, a na innych - oczyszczając polityczne pole - donosili na gestapo. Przekonywano nas, że to są właściwie bezcielesne duchy, gotowe w każdej chwili poświęcić się dla ojczyzny, więc powinny stanowić dla nas wzór do naśladowania. Ale jak tu naśladować ducha, którego jedynym dowodem istnienia jest przyblakła fotografia?

Tak, mieliśmy, a niektórzy do dziś mają, pewien kłopot z tą datą. Wprawdzie nikt normalny nie będzie już świętował klęski, lecz któż zaświadczy, że wszyscy jesteśmy zupełnie normalni? Wiara w to, że prawdziwe zwycięstwo koniecznie musi mieć posmak wcześniejszej katastrofy, jest dość powszechna. Stąd ta delikatna schizofrenia, która mojej generacji została po czasach politycznej indoktrynacji i ideologizacji historii. Z rysunku Andrzeja Mleczki można do dziś się pośmiać, ale trudno w nim nie dostrzec także bolesnej goryczy, która wcale z biegiem lat nie uleciała.

Nawet nie chodzi o to, że kiedyś aż tak bardzo zafałszowano nam świadomość, wykoślawiając bądź skrywając niektóre fakty historyczne. Rzecz w tym, że przywykliśmy do czarno-białego wizerunku naszej przeszłości, do stereotypowego postrzegania samych siebie. Zawsze jako ofiarę nieprzychylnych nam sił, które tylko czyhają na naszą cnotę. My zaś jesteśmy szlachetni i nieomylni, choć niestety zdarzają się czarne owce, zdrajcy i sprzedawczyki. Jak wtedy, we wrześniu 1939 r., gdy jako naród byliśmy zwarci i gotowi, jeno przywództwo zawiodło. Jak zawsze.

Nie wiem, czy udało się zdjąć z kampanii wrześniowej wszystkie zaszłości, które burzyły nas spokój i wiarę w harmonijny, powtarzalny rytm historii. Wprawdzie w ostatnich latach sporo zrobiono, to jednak wiele epizodów z tamtych lat już nie zdążyło się utrwalić (pomijam postawy skrajne; na przykład w wydawanej w Dąbrowie Górniczej gazetce komunistów polskich "Brzask" nadal podważa się, że Rzeczpospolita uderzona została z dwu stron). Na przykład stosunkowo niedawno przebiła się do społeczeństwa informacja, że zanim zaczęły się walki o Westerplatte, zbombardowano Wieluń. Kilka dni wcześniej zaś Niemcy bezskutecznie zaatakowali dworzec kolejowy i tunel w Mostach koło Jabłonkowa. Niektórzy ten akt agresji uznają za rzeczywisty początek wojny. Jeśli by się z tą opinią zgodzić, oznaczałoby to, że konflikt zbrojny, który potem objął niemal cały świat, rozpoczął się na obszarze ówczesnego województwa śląskiego. 1 września z kolei jedną z pierwszych ofiar wojny był polski pogranicznik, którego nieopodal szczytu Pilska - to dzisiaj też województwo śląskie - zastrzelił inny polski żołnierz, mylnie biorąc go za Niemca.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie