Nasza Loteria

Lekarz z Katowic ponad miesiąc pracował na froncie w Zaporożu i Bachmucie. Wstrząsająca relacja medyka z wojny na Ukrainie

Marcin Śliwa
Marcin Śliwa
Wideo
od 16 lat
Jakub Szczerba to pochodzący z Lublińca lekarz, który na co dzień pracuje w szpitalu w Katowicach. Od połowy czerwca do końca lipca razem z Fundacją W Międzyczasie pracował na pierwszej linii frontu pod Bachmutem i na Zaporożu, gdzie ratował życie osób walczących z agresorami z Rosji. Po powrocie, w środę, 8 sierpnia, w Katowicach, opowiedział jak wygląda wygląda praca medyka w strefie okopowej.

Spis treści

Lekarz z Katowic ponad miesiąc pracował na froncie w Zaporożu i Bachmucie

Jakub Szczerba jako wolontariusz zgłosił się do Fundacji W Międzyczasie, która wspiera ukraińską służbą medyczną w udzielaniu pomocy rannym żołnierzom ukraińskim walczącym z rosyjską agresją. W czerwcu pojechał na Ukrainę, do końca lipca działał na pierwszej linii frontu - w strefie okopowej.

- Wojna nie trwa cały czas, każdy dzień jest inny. Są dni, kiedy nic się nie dzieje, front stoi, nie ma działań i strony nie atakują siebie nawzajem. Wtedy jest czas, żeby przygotować sprzęt i zabezpieczyć wszystko od strony logistycznej, ale kiedy znowu zaczynają się działania, to nie jesteśmy w stanie się na to przygotować, ponieważ przerasta to nasze możliwości - mówi Jakub Szczerba. - Odbieraliśmy kilkanaście transportów dziennie. W każdym z nich było 6-7 rannych. Zmienialiśmy się jako medycy, bo inaczej nie dalibyśmy rady - dodaje.

Ranni najczęściej przewożeni są do szpitali, które są oddalone o 20-30 km od linii frontu. Na cele szpitalne adaptowane są często budynki opuszczone przez ludność cywilną. W warunkach wojennych transport na taką odległość trwa około godzinę. Jak przekonuje Jakub Szczerba, jeśli ranny został dobrze zaopatrzony jeszcze na froncie przez medyków lub innych żołnierzy, to jego szanse na przeżycie znacznie rosną. Największą przyczyną zgonów jest bowiem wykrwawienie.

- W praktyce lekarskiej na miejscu sto ran jest od odłamków, a jedna od wybuchu. To wojna artyleryjska. Żołnierz może nawet nie zobaczyć przeciwnika. Ustawi się na wyznaczonej przez dowódcę pozycji i chwilę później już nie ma nogi - mówi Jakub Szczerba.

Fundacja nieustannie zapewnia pomoc wybranym podjednostkom na froncie. Poszczególne zespoły działające w ramach fundacji liczą po kilka osób i pracują rotacyjnie. Na początek ukraińskiej kontrofensywy wysłano na front pięć osób, które stworzyły dwa zespoły: ewakuacji medycznej i ratowników pola walki.

- Medycyna związana z wojną odbiega od tego, co można spotkać na co dzień w szpitalach. Spektrum obrażeń, które spotykamy na SORze w Katowicach różni się od tego, co widzimy na froncie - mówi Jakub Szczerba.

"Wojna to jest chaos"

Medycy pracujący w Ukrainie muszą radzić sobie z ciągle zmieniającą się sytuacją.

- Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że wojna to jest chaos i nie da się zaplanować tego co się wydarzy, trzeba reagować na wydarzenia. Próba zapanowania nad tym i jakkolwiek przewidzenia sytuacji według mnie jest skazana na porażkę - przekonuje Jakub Szczerba.

Jak wygląda rzeczywistość na froncie oczami medyka?

- Kiedy już człowiek znajdzie się na pierwszej linii i pracuje tam, to jest takie ciągłe uczucie, że coś może się stać. I to jest prawidłowe uczucie, bo może być kilka dni, tydzień, gdy nic się nie dzieje, ale w jednym momencie zaczyna się natarcie przeciwnika i wtedy wszystko się zmienia o 180 stopni. Nagle zaczynają się pojawiać ranni, zabici, tracimy łączność z bazą, nie wiemy, gdzie jest nasz kolega. Tu wybuchło obok nas i nie słyszymy na jedno ucho, tu zgubiliśmy ekwipunek, bo wybuchło z drugiej strony, a tam naciera przeciwnik. Tak to jest, to jest próba opanowania chaosu, który tam następuje i tego strachu, który w każdym jest, żeby reagować, a nie uciekać, lub robić inne rzeczy, które nam nie pomogą - mówi Jakub Szczerba.- Zostaje tylko modlić się do Boga i robić swoją robotę, bo tyle można zdziałać - dodaje.

"Kratery jak autobusy". Rosjanie ostrzeliwują szpitale

Zaopatrywanie rannych na froncie to nie tylko wyzwania natury medycznej i stawianie czoła zmiennej dynamice działań wojennych. Niemal w każdej chwili zagrożone jest również życie lekarzy.

- Człowiek z czasem przywyka, ale zdarzają się takie sytuacje, jak ta w szpitalu polowym, w którym pracowałem. W nocy przyjechali żołnierze z informacją, że za 20 minut będzie ostrzał, co wymagało ewakuacji całego szpitala. Za dwadzieścia minut, z zegarkiem w ręku, pięć rakiet S300 ostrzelało teren wokół szpitala. To są takie kratery, jak autobusy. Na szczęście ostrzał nie był precyzyjny i nie trafił w żaden z budynków, w których były sale operacyjne - wspomina Jakub Szczerba.

Jak przekonuje lekarz z Katowic, na tej wojnie nie obowiązują żadne zasady. Nawet osoby, które udzielają pomocy medycznej czy humanitarnej, są celem ataków Rosjan.

- Zagrożenie jest realne, Rosjanie ostrzeliwują te punkty. Celują w miejsca ewakuacji medycznej, gdzie niesie się rannego na noszach. Wiedzą dokładnie, gdzie są te punkty, gdzie są szpitale. Nie ma żadnego oszczędzania - mówi Jakub Szczerba.

W tej trudnej sytuacji najgorsze, w ocenie polskiego medyka, jest oczekiwanie, gdy samemu jest się bezpośrednio pod ostrzałem.

- Dużo łatwiej jest już działać i prowadzić ewakuację rannego, niż oczekiwać, tkwić w okopie w czasie ostrzału artyleryjskiego. Dla mnie było to najgorsze przeżycie, ponieważ nie da się nic zrobić, trzeba czekać - mówi Jakub Szczerba.

Każdy metr kosztuje krew żołnierzy

Jednocześnie medyk z Katowic zaapelował o zmianę szkodliwej narracji, w myśl której Rosjanie popełniają proste błędy i zostawiają "za sobą" swoich rannych.

- Wobec wszystkich naszych znajomych, którzy polegli, byłoby krzywdzące, gdyby opowiadać, że po drugiej stronie jest przeciwnik, który nie potrafi sobie nic zabezpieczyć, nie ma chęci walki, nie ma uzbrojenia i dowodzenia. Te walki są bardzo ciężkie, każdy metr, który trzeba zdobyć, niestety kosztuje krew żołnierza. Wysiłek, który trzeba włożyć, by pokonać wroga, jest bardzo, bardzo duży. Nie wydaje mi się, żeby po drugiej stronie byli nierozumni ludzie, którzy wszystko robią nie tak jak trzeba - zauważa Jakub Szczerba.

Nie przeocz

Zobacz także

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni