Lumpeksy są za drogie dla ubogich

S. Cichy, D. Kowalska
Marek Bujnarowski, właściciel hurtowni "BiM" z używaną odzieżą w Siemianowicach Śląskich, sprowadza niesortowany towar z Niemiec i Anglii.

- Tak złego stycznia i lutego w historii firmy nie pamiętam. Handel praktycznie stanął. Już się zastanawiałem, czy warto dalej brnąć w towar, kiedy na początku marca nagle sprzedałem niemal wszystko - mówi.

Ale po chwilowym sukcesie znowu klientów jak na lekarstwo. - Ja się zastojowi w hurcie nie dziwię. Przecież nie pojadę po towar, jeśli w sklepie nie ma klientów. Ruch jest tylko wtedy, kiedy górnicy dostają wypłatę - mówi Bożena Podleśny właścicielka ciucholandu w Jastrzębiu Zdroju. Na dodatek ceny w hurcie poszły w górę i sklepy zamawiają mniej niż przed rokiem.

- Przy obecnej cenie euro i funta nie mogę sprzedać kilograma ze zbiórek charytatywnych taniej niż za 5 złotych, bo musiałbym dołożyć do interesu - wzrusza ramionami Bujarowski i jak inni podniósł cenę o ponad złotówkę. Firma MiM z Częstochowy, która ma swoje przedstawicielstwa w Warszawie, Gdańsku i Białymstoku oferuje niesortowaną odzież za zbiórek charytatywnych w cenie 4,90 zł na miejscu a z dowozem "door to door" 6,90 zł. Odzież sortowana w pierwszym gatunku to już wydatek co najmniej 40 zł za kilogram.

- Ceny poszły w górę o co najmniej trzydzieści procent. Nie mogę już sobie pozwolić na duże zakupy w dniu dostawy. Czekam na wyprzedaże, albo sobotę, bo wówczas towar jest najtańszy - mówi Teresa Urbańska z Katowic.

Na sprzedaż narzeka też Marzena Jabłońska z Sosnowca, właścicielka kilku sklepów z używaną odzieżą w mieście.

- Zaspokajaliśmy potrzeby pań związane z polowaniem na oryginalne ubrania, świetne gatunkowo i nowe z końcówek serii. Teraz funkcjonujemy dzięki promocjom sięgającym nawet 50 proc. - mówi.

W podobnej sytuacji jest większość firm handlujących towarem z drugiej ręki. - Ten interes się kończy, zamykamy interes - mówi Marian Przybysz, właściciel hurtowni odzieży używanej w podwarszawskich Michałowicach. Jego zdaniem na rynku utrzymają się tylko wielkie sieci sklepów. Zresztą doskonale pokazują to liczby: na początku 2000 r. w Polsce było 15 tys. szmatek sów, dwa lata temu już 23 tysiące.

- Dzisiaj coraz więcej z nich bankrutuje - mówi Ewa Me-telska-Świat, prezes Krajowej Izby Gospodarczej Tekstylnych Surowców Wtórnych.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie