Markowska: "Najsłabsze ogniwo" - Rowerowy dziennik pisany sercem

Agata Pustułka
Dr Markowska w czadorze, nakryciu kobiet Wschodu
Dr Markowska w czadorze, nakryciu kobiet Wschodu Arkadiusz Gola
To była niecodzienna wyprawa. Ksiądz Mirek Tosza, opiekun jaworznickiej wspólnoty bezdomnych Betlejem, wpadł na pomysł, by na rowerach, w skwarze, dotrzeć do Ziemi Świętej. Skrzyknął grupę. Zmotywował.

Na dwóch kółkach mieli złożyć dodatkową ofiarę. Jechali w intencji pokoju. Dojechali, zaczerpnęli wiary z jej źródła i wrócili lepsi, silniejsi, gotowi do nowych wyzwań.

Jedną z uczestniczek tej wyjątkowej pielgrzymki była dr Jolanta Markowska, prezeska katowickiego Hospicjum Cordis, które pomaga chorym i ich rodzinom. Nie wiedziała, czy da radę dotrzeć do grobu Chrystusa, zagłębić się w atmosferze Nazaretu. Ale dała.

Dziś jej zapiski z 2006 roku (żaden nie powstał później), można przeczytać w osobistym dzienniku zatytułowanym "Najsłabsze ogniwo".

- Wszystkie zdania powstały właśnie wtedy, na przepoconych kartkach papieru. To moje przemyślenia związane z pielgrzymką - opowiada dr Markowska, która na spotkanie promocyjne w Nowym Domu Hospicyjnym w Katowicach zaprosiła wczoraj bliskich znajomych i przyjaciół, by podzielić się z nimi wspomnieniami. Na spotkaniu pani doktor zaprezentowała się w tradycyjnym ubiorze kobiet muzułmańskich - czadorze, ale w trakcie podróży, np. przez Syrię, jechała ubrana na sportowo. Nigdy nie zapomni, jak wielką wzbudzała sensację.

- Kobieta, w sportowym stroju, a w dodatku na rowerze. Tego tam nie widzieli. Dzieci zdziwione, roześmiane, nie mogły uwierzyć w to, co zobaczyły - uśmiecha się dr Jolanta Markowska. - To ja byłam tym najsłabszym ogniwem. Inni uczestnicy wytrenowani, a ja wlokłam się na szarym końcu. Jednak nikogo nie chciałam obarczać swoją słabością.

Nie chciałam również spowalniać wyprawy - mówi dr Markowska. Każdy jechał w swoim tempie. Wyznaczali sobie dzienne odległości do przejechania. Od świtu do zmierzchu robili ponad sto kilometrów. - Ta podróż to było pokonywanie własnych słabości. Do dziś nie wiem, jak bez schodzenia z roweru wjechałam na Górę Oliwną oraz na górę Tabor, gdy termometry wskazywały 50 stopni w cieniu. W tamtych chwilach robiłam zakłady sama ze sobą - wspomina lekarka, która od kilku lat zabiegała o wydanie książki, a właściwie - jak sama mówi - książeczki.

Dziś jest przekonana, że sposób odbycia pielgrzymki miał wielkie znaczenie dla duchowych przeżyć. - Z poziomu roweru świat widać inaczej. Jest on bliski, na wyciągnięcie ręki. Można go dotknąć, posmakować - opowiada.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie