Piast Gliwice - Śląsk Wrocław 0:1

Tomasz Kuczyński
Napastnik Piasta Sebastian Olszar aż krzyknął z żalu, po tym jak nie doczekał się przed bramką na podanie w 10 minucie.
Napastnik Piasta Sebastian Olszar aż krzyknął z żalu, po tym jak nie doczekał się przed bramką na podanie w 10 minucie. FOT.MIKOŁAJ SUCHAN
Gliwiczanie mogli sobie wczoraj praktycznie zapewnić ligowy byt, jednak przegrali i ich sytuacja mocno się skomplikowała.

- Lubimy grać z nożem na gardle. Teraz jedziemy do Wodzisławia i ten nóż będzie o wiele bardziej ostry niż w meczu ze Śląskiem - zapowiedział pomocnik Piasta Mariusz Muszalik.

W upalne, niedzielne południe, obie drużyny rozegrały wakacyjne zawody, co może dziwić przede wszystkim w kontekście walki Piastunek o utrzymanie. Gospodarze oddali dwa celne strzały w całym meczu, w tym pierwszy w... 81. minucie!

Śląsk też nie był w tym elemencie lepszy, bo tylko raz trafił w światło bramki. Jednak jedyny celny strzał dał gościom trzy punkty. Wprowadzony po przerwie Marek Gancarczyk idealnie podał do Tomasza Szewczuka, a temu nie pozostało nic innego, jak pokonać Grzegorza Kasprzika. W doliczonym czasie gry Marek Gancarczyk mógł podwyższyć na 2:0, jednak strzelił nad poprzeczką.

Gospodarze nie potrafili poważniej zagrozić bramce Śląska. Możliwe, że ich przyjazne nastawienie wynikało z reklamowego napisu Piast na koszulkach gości. W 10. minucie błąd Krzysztofa Wołczka, mógł lepiej wykorzystać Jakub Smektała, grający tym razem na prawej stronie pomocy. Wjechał w pole karne, ale nie podał dokładnie i Wojciech Kaczmarek przejął piłkę. - Brakowało nam tego ostatniego podania - przyznał kapitan gospodarzy, Jarosław Kaszowski.

Senną atmosferę chciał chyba rozruszać Grzegorz Kasprzik, kiedy urządził sobie wycieczkę poza pole karne. Bramkarz Piasta próbował nawet mijać jednego z rywali, w stylu Cristiano Ronaldo, ale zabrakło mu boiska i piłka uciekła na aut.
Najlepszą okazję na bramkę w pierwszej części miał napastnik gości - Vuk Sotirović. Po rzucie rożnym Serb z 5 m strzelił nad poprzeczką! Na drugą połowę Sotirović już nie wszedł na boisko, ale to nie była kara ze strony trenera.

- Vuk nabawił się kontuzji kolana - wyjaśniał Ryszard Tarasiewicz, który w przerwie... zostawił swój zespół sam w szatni i stał w klubowym korytarzu.

Druga część była nieco ciekawsza. Zaczęło się od niecelnej główki Mateusza Kowalskiego. Potem padł gol dla Śląska. Gospodarze odpowiedzieli wolejem z 16 metrów Muszalika oraz przewrotką Smektały sprzed pola karnego. Pierwszy raz między słupki bramki gości trafił z 17 metrów Piotr Prędota.

Bramkarz gości nie miał problemów z tym strzałem, podobnie jak z uderzeniem z dystansu Daniela Chylaszka tuż przed końcem spotkania.

Piłkarze Śląska w szatni radośnie zaśpiewali: Bara, bara, bara, riki tiki tak, jeśli masz ochotę daj mi jakiś znak. Ciekawe, co mieli na myśli?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie