Pod dobrą marką

Adrian Ołdak
fot. Zygmunt Wieczorek
Mikołów to miasto na Śląsku wyjątkowe. Ma bogatą historię, świetne położenie i potrafi z tego skorzystać. Z Markiem Balcerem, najskuteczniejszym burmistrzem 2008 roku w plebiscycie "Polski Dziennika Zachodniego", rozmawia Adrian Ołdak

We władzach samorządowych Mikołowa jest pan już 15 lat. Najpierw jako przewodniczący rady miejskiej, a od 1998 roku jako burmistrz. Jak się trafia do ratusza?

Trochę przez zrządzenie losu. W 1989 i 1990 roku, gdy tworzyły się Komitety Obywatelskie, kolega poprosił mnie, abym pomógł w pracy miejskiej komisji wyborczej. Zostałem jej szefem. Potem zajmowałem się doktoratem na Politechnice Gliwickiej, ale na tyle wciągnąłem się już w sprawy miasta, że w 1994 roku wystartowałem w wyborach samorządowych i zostałem radnym.
Przejście z fotela szefa rady miejskiej na stanowisko burmistrza często się nie zdarza.

Przewodniczący, mimo że pobiera dietę, formalnie nie pracuje zawodowo w samorządzie. Burmistrz tak. Co pana skłoniło do tego kroku?

Mój poprzednik na stanowisku burmistrza, Eugeniusz Wycisło, został starostą nowo utworzonego powiatu mikołowskiego. To było jego dziecko. Naturalne wydawało się, że skoro on poszedł pracować do starostwa, ja, jako osoba z nim współpracująca, zostanę w ratuszu. Już w drugiej połowie lat 90. było widać, że epoka samorządowców, którzy przychodzili do ratusza z ulicy, powoli się kończy. Procedury i przepisy są na tyle skomplikowane, że osobie nieprzygotowanej trudno w nie wejść. Może jest to możliwe w dużych miastach, gdzie prezydent jest politykiem, mającym do dyspozycji sztab urzędników. W miastach takich jak Mikołów, potrzebny jest człowiek posiadający praktyczną wiedzę o pracy samorządu. Oczywiście potrzebne jest świeże spojrzenie, ale bez doświadczenia można łatwo zostać zwiedzionym na manowce.

Jak wygląda kuchnia rządzenia Mikołowem? Skąd się biorą pomysły, co nowego zbudować, co wyremontować, kogo odwołać, kogo powołać?

Nad planami rozwoju miasta nie można pracować tylko indywidualnie. Czasami potrzebna jest burza mózgów. Czasami pomysły przychodzą w zupełnie zaskakujących sytuacjach. Trzeba je tylko umieć odnotować w pamięci.
Ale remont rynku, który podziwiają nie tylko mikołowianie, lecz także przyjezdni, nie był dziełem przypadku?

Nie, remont prosił się od wielu lat. Jeżeli serce miasta nie żyje, to jego reszta też nie. Rynek był miejscem powoli umierającym. Od godz. 17.00 zamierał tam wszelki ruch. Po jego remoncie przeprowadzonym w latach 2000-2002 to się zmieniło. Ludzie wrócili na rynek. Tak zwana przestrzeń publiczna znowu zaczęła żyć.

A rada miasta. Podsuwa panu jakieś rozwiązania?

Każdy radny spotyka się ze swoimi wyborcami, czasami nawet prywatnie. Z czasem sygnały od mieszkańców trafiają na grunt formalny. Program rządzenia Mikołowem nie jest stricte autorski. Rządzić miastem nie można wbrew ludziom. Czasami można to zauważyć u świeżo wybranych samorządowców. Wydaje im się, że można zrobić w mieście cuda. Starają się narzucić społeczeństwu swoją wolę. W wielu wypadkach powoduje to konflikty. Inna rzecz, że czasami miejscowa społeczność musi dojrzeć do pewnych tematów. Tak było w ze Śląskim Ogrodem Botanicznym w Mikołowie-Mokrem. Na samym początku, w latach 1994-1998, spotykaliśmy się z totalnym sprzeciwem. Ludzie mówili: po co to komu? Ta nieufność trwała kilka lat, ale jest już jej coraz mniej. Ludzie widzą w ogrodzie pierwsze rośliny, wiedzą, że z czasem to miejsce będzie przynosiło miastu renomę.

A pomysł, który mimo pana starań, nie wyszedł?

Swego czasu kupiliśmy jednostkę wojskową obok ogrodu. Chciałem tam urządzić ośrodek rekreacyjny, ze stokiem narciarskim. Ale pogoda, szczególnie zimą, w Polsce jest tak niepewna, że zamiast ośrodka będą tam także uprawy Śląskiego Ogrodu Botanicznego. Teraz zresztą stoimy przed znacznie trudniejszym zadaniem: rzeczą, której nie widać, a bez której nowoczesne miasto nie może funkcjonować, i, dodajmy, ogromnie kosztowną. Chodzi o budowę kanalizacji. Na dniach spodziewamy się decyzji w sprawie jej finansowania z funduszy unijnych w kwocie 400 mln złotych.
Sąsiednie Tychy robią to od 2007 roku...

My jako miasto przez parę lat byliśmy w trudnej sytuacji. Fundusze pomocowe skierowane były na obszary wiejskie lub do dużych miast, powyżej stu tysięcy mieszkańców. Mikołów jako miasto średniej wielkości nie kwalifikował się do nich. Dopiero teraz otworzyła się przed nami szansa.
Musimy ją wykorzystać, bo druga się nie zdarzy.

Czy sprawowanie władzy to tylko bieżąca administracja: przyjmowanie stron, podpisywanie dokumentów? Czy jest czas na myślenie o wizji miasta?

Czasami te bieżące sprawy wcale nie są łatwe, szczególnie w kontekście prawnym. Ale prócz tego to miasto trzeba rozwijać. Trzeba mieć wizję, program. Z tym, że warto pamiętać, że uchwalane przez samorządy strategie rozwoju miast czy gmin to w większości przypadków spis pobożnych życzeń. Tym bardziej, że w Polsce żyjemy w bardzo wariackich czasach. Z roku na rok zmieniają się okoliczności. Weźmy na przykład sprawę bezrobocia: w strategii wojewódzkiej kilka lat temu przeznaczono na jego zwalczanie duże pieniądze. Tymczasem później bezrobocie spadło i z tymi środkami nie było co robić. W Polsce sytuacja zmienia się tak dynamicznie, że przygotowywanie wieloletnich strategii mija się z celem. Tymczasem banalna sprawa: transport publiczny. W aglomeracji śląskiej od lat nie można rozwiązać tego problemu. Wizję trzeba mieć, ale nie można się jej trzymać za wszelką cenę. Trzeba reagować elastycznie.

W 1998 roku na burmistrza wybrała pana rada miasta. W latach 2002 i 2006, już według nowej ordynacji wyborczej, wybierali pana bezpośrednio mikołowianie. Rządzenie z takim mandatem jest wygodniejsze?

Umocnienie pozycji burmistrza ma sens. Odpowiedzialność jest jednoosobowa, a nie rozmyta wśród członków zarządu miasta, jak to było przed rokiem 2002. Tym bardziej, że zarządy miast miały skład wyznaczony przez parytet sił w radzie miasta. Teraz trzeba także większym zaufaniem obdarzać ludzi, z którymi się współpracuje. Razem z moimi zastępcami i innymi urzędnikami tworzymy nieformalne kolegium. Pod ostateczną decyzją podpisuję się jednak ja.
Wie pan, że rządzi miastem, które ma dobrą markę...

Ta marka jest znana na Śląsku od wielu lat. Mikołów to miasto stare, co na przemysłowym Śląsku jest rzadkością. Ludzie spoza Śląska jadąc autem z Bytomia do Lędzin nie zauważają, że przejechali przez kilka miast. Z Mikołowem jest inaczej. To miasto jest wyjątkowe przez swoją historię, ale także kulturę. Jest tu swego rodzaju genius loci. Promowanie przez kulturę przynosi lepsze efekty niż wydawanie tysięcy złotych na foldery i długopisy z logo.

To, że w Mikołowie osiedlają się znani i zamożni ludzie, wynika właśnie z tego?

Także. Najważniejsze jest jednak znakomite położenie Mikołowa. Stąd jest wszędzie blisko: do Gliwic, Katowic, Tychów, w góry. Dla ludzi aktywnych zawodowo to świetna lokalizacja. Nie mamy w Mikołowie uciążliwego przemysłu, hut, kopalń. Stąd środowisko naturalne jak na centrum Śląska jest przyjazne. Staramy się także nie oszczędzać na edukacji: jest gdzie posłać dziecko do szkoły. Nasze placówki, szczególnie te w centrum, są na dobrym poziomie, wyższym niż średnia wojewódzka. Jest gdzie zrobić zakupy i gdzie wypocząć. Ostatnio otworzyliśmy nowy kryty basen, powstaje hala sportowa. W budynku dawnego kina Adria powstanie mediateka: miejska biblioteka z salą audiowizualną. Myślimy o budowie sali widowiskowej na placu za Miejskim Domem Kultury.

Marek Balcer. Urodził się w 1956 roku w Mikołowie. Z wykształcenia jest matematykiem; doktorat z przewodnictwa cieplnego w 1992 roku na Politechnice Śląskiej w Gliwicach. W latach 1994-1998 przewodniczący Rady Miasta w Mikołowie. Od 1998 roku burmistrz tego miasta, reprezentujący bezpartyjny komitet wyborczy dla gminy i powiatu. W naszym konkursie wybrany najskuteczniejszym burmistrzem województwa śląskiego już drugi raz. W poniedziałek z rąk Adriana Ołdaka, redaktora wydań lokalnych "Polski Dziennika Zachodniego", odebrał honorowy dyplom.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie