Podbeskidzie - Stomil 2:0. Wrócili kibice, wróciły trzy punkty. Górale przełamali serię remisów i wciąż są liderem

Przemysław Drewniak
Przemysław Drewniak
Podbeskidzie wygrało ważny mecz. Zwycięstwo ze Stomilem pozwoliło Góralom wrócić na fotel lidera.Przeglądaj gestem lub za pomocą strzałki, by zobaczyć kolejne zdjęcie. Łukasz Klimaniec
W niedzielnym meczu 28. kolejki Fortuna 1. Ligi Podbeskidzie Bielsko-Biała pokonało Stomil Olsztyn 2-0. Górale przełamali się po trzech remisach z rzędu i utrzymali pierwsze miejsce w tabeli.

Po raz pierwszy od ponad trzech miesięcy kibice Podbeskidzia znów zasiedli na trybunach stadionu w Bielsku-Białej. Wróciły przedmeczowe rozmowy, prawdziwy doping, pretensje do sędziów i żywe dyskusje, które w końcu można było toczyć na żywo, a nie za pośrednictwem mediów społecznościowych. Ale co najważniejsze dla bielskich kibiców, wróciło też zwycięskie Podbeskidzie. Po trzech remisach z rzędu Górale sięgnęli po komplet punktów i obronili pierwsze miejsce w tabeli.

Sukces rodził się jednak w bólach. Trener Krzysztof Brede dokonał aż pięciu zmian w wyjściowym składzie, z czego część była wymuszona kontuzjami (Bashlai, Modelski), a część kwestiami czysto sportowymi (na ławce zostali Sopoćko, Rzuchowski i Roginić). W wyjściowym składzie znalazł się duet Tomasz Nowak i Kamil Biliński, który w Tychach zagwarantował Góralom remis, a tym razem miał rozmontować skomasowaną defensywę Stomilu.

Nie było o to jednak łatwo, a Góralom w upale szło jak po grudzie. Bielszczanie utrzymywali się przy piłce, grali w dobrym tempie, ale zwyczajnie brakowało im jakości w wykończeniu akcji. Przez blisko godzinę gry bramkarz Stomilu miał niewiele pracy, bo nawet gdy Podbeskidzie przedostało się z piłką w pole karne, to strzały albo lądowały na trybunach, albo blokowali je dobrze ustawieni obrońcy.

Konkretniejsi w swoich rzadszych atakach byli piłkarze Stomilu. Już w pierwszej minucie po błędzie Kornela Osyry niezłej okazji nie wykorzystał Szymon Sobczak, a na początku drugiej połowy po efektownej akcji Japończyka Kokiego Hinokio gospodarzy uratował Martin Polaček.

Podbeskidzie mogło liczyć na przebłysk umiejętności albo zwyczajny łut szczęścia, który odmieni dynamikę meczu. Padło na to drugie. Łukasz Sierpina w swoim stylu rozpędził się prawą stroną i posłał w pole karne dośrodkowanie niedokładne, ale na tyle kąśliwe, by sprawić kłopoty bramkarzowi. Piotr Skiba odbił piłkę wprost na głowę kolegi z drużyny, Mateusza Bondarenki, po czym ta wpadła do pustej bramki.

Kuriozalny gol sprawił, że w piłkarzy Podbeskidzia jakby wstąpiły nowe siły - na moment zapomnieli, jak duże problemy przez godzinę sprawiała im obrona rywali i gra w pełnym słońcu. Poszli za ciosem i już po pięciu minutach podwyższyli prowadzenie. Z prawej strony zagrał tym razem Rafał Figiel, w polu karnym obrońcy zapomnieli o Karolu Danielaku, a ten, choć do tego momentu był niewidoczny, idealnie złożył się do główki i zdobył swoją dwunastą bramkę w sezonie. - Byliśmy konsekwentni. Bardzo mądrze graliśmy po zdobyciu bramki, a rezerwowi dali bardzo dobre zmiany. Wygraliśmy zasłużenie - podkreślił trener Brede, który był szczególnie zadowolony z tego, jak jego zespół zareagował po serii trzech remisów. - Nikt nie spuścił głowy i nie pomyślał, że coś jest nie tak. Widziałem u zawodników sportową złość, dziś wykonali kawał dobrej roboty - podsumował.

Podbeskidzie przedłużyło serię meczów bez porażki do ośmiu, ale w wyścigu o bezpośredni awans odległości w tabeli są niewielkie. Do końca rozgrywek pozostaje sześć spotkań i każde z nich Górale muszą traktować jak finał.

Podbeskidzie Bielsko-Biała 2-0 Stomil Olsztyn
Mateusz Bondarenko 58' (sam.), Karol Danielak 63'

Podbeskidzie: Martin Polaček - Bartosz Jaroch, Kornel Osyra, Aleksander Komor, Kacper Gach - Karol Danielak (80' Michał Rzuchowski), Rafał Figiel, Filip Laskowski (59' Mateusz Sopoćko), Tomasz Nowak, Łukasz Sierpina - Kamil Biliński (70' Marko Roginić).
Trener: Krzysztof Brede

Stomil: Piotr Skiba - Janusz Bucholc, Mateusz Bondarenko, Wiktor Biedrzycki, Jonatan Straus, Jurich Carolina - Koki Hinokio, Jakub Tecław (64' Lukas Kuban), Wojciech Hajda (64' Artur Siemaszko, Sam van Huffel (76' Grzegorz Lech) - Szymon Sobczak.
Trener: Adam Majewski

żółte kartki: Komor - Carolina, Bucholc, Bondarenko.

sędzia: Sebastian Krasny (Kraków)

widzów: 1812

Kibice muszą sięgnąć do kieszeni

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie