Pogrzeb Aleksandra Gądka, byłego prezydenta Tychów

    Pogrzeb Aleksandra Gądka, byłego prezydenta Tychów

    JOL

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Pogrzeb Aleksandra Gądka
    1/16
    przejdź do galerii

    Pogrzeb Aleksandra Gądka ©Jolanta Pierończyk

    Aleksander Gądek, prezydent Tychów w latach 1994-2000, został pochowany 1 sierpnia na cmentarzu przy ul. Nowokościelnej w Tychach. Mszę pogrzebową w kościele Św. Krzyża w Czułowie odprawiło siedmiu księży.
    Nad trumną śp. Aleksandra Gądka stanęli obaj dziekani tyscy: ks. Józef Sołtys i ks. prałat Józef Szklorz, emerytowani proboszczowie parafii Marii Magdaleny - ks. Teofil Grzesica, św. Krzysztofa - ks. Wojciech Wyciślik oraz Ducha św. - ks. prałat Franciszek Resiak, a także aktualny proboszcz św. Marii Magdaleny - ks. Janusz Lasok i proboszcz parafii czułowskiej Krzyża św. - ks. Krzysztof Anczok.

    Homilię wygłosił proboszcz czułowski. Zaczął od przypomnienia poniedziałkowego wieczora, 27 lipca, kiedy to - jak powiedział - rozdzwoniły się telefony z wiadomością o śmierci Aleksandra Gądka, byłego prezydenta Tychów.

    - Zamknęła się kolejna księga, skończyło się kolejne wędrowanie - mówił. - Wielu z nas brzmi w uszach jego charakterystyczny głos, wielu z nas ma przed oczyma jego szlachetną twarz. Dla szczęśliwej wieczności wiele się napracował. Pełnił w życiu wiele odpowiedzialnych ról: męża, ojca, dziadka, chrześcijanina, parafianina, prezydenta Tychów, prezesa chóru i wiele innych. Każdą z tych ról traktował z powagą, w pełnienie każdej wkładał całe swoje serce. Wiedział, że życie jest Bożym darem i ten dar starał się dobrze wykorzystać. Wykorzystał je podwójnie, potrójnie, a nawet poczwórnie: dla własnej nieśmiertelnej duszy, dla rodziny, dla naszej parafii, dla miasta.

    Mówiąc o wykorzystywaniu życia dla "własnej nieśmiertelnej duszy", ksiądz podkreślał jego wiarę "solidną i wypróbowaną" oraz "zdolność do przebaczania" i miłowania nawet nieprzyjaciół, do "odpłacania dobrem za złe".
    Mówiąc o pracy dla miasta, ksiądz zaznaczył, że "wprowadził miasto na drogę rozwoju" I dodał: "A miał do tego predyspozycje wyniesione z rodzinnego domu i solidnego wykształcenia".

    Ks. proboszcz Krzysztof Anczok przypomniał słowa św. Pawła: "Nikt nie żyje dla siebie".
    - I on wypełnił słowa apostoła - mówił w homilii. - I wiele osiągnął. Jednym z jego ostatnich dzieł było przygotowanie - od strony technicznej i materialnej - "Requiem" Gabriela Faure na dwa chóry i orkiestrę. Dziś ta cicha, subtelna, liryczna muzyka rozbrzmiewa na jego pogrzebie.
    Na koniec przyszła choroba, przyszło cierpienie, które znosił mężnie. Do końca starał się być aktywny, samodzielny. Nic dziwnego, że wyczerpały się jego siły. I gdy Pan zobaczył, że droga już za długa, że wzgórze za wysokie, a oddech za krótki, objął go ramieniem i powiedział: "Aleksandrze, chodź do domu". To nie śmierć przyszła, to Chrystus przyszedł. Dziś nasz brat Aleksander żyje i oddycha pełnią życia, choć do oddechu niepotrzebne mu już powietrze. Umarł spokojnie pośród codziennych zajęć. Jakby przechodząc z pokoju do pokoju.
    Jak dobrze przeżyje się dzień, dobrze się zasypia, Jak dobrze przeżyje się życie, łatwiej się umiera. Taka śmierć to nagroda za trud dobrego, prostego życia.

    Na koniec przypomniał słowa Leopolda Staffa, które ten napisał tuż przed swoją śmiercią:
    Chcę się dostać do nieba,
    Lecz mam za krótką drabinę.
    O co ją oprzeć nad ziemią?
    - O co oprzeć się na ziemi? Odpowiedź znajdziemy w życiu Aleksandra - zakończył ks. proboszcz. - On oparł swoje życie na wierze, miłości i służbie. Niech uczestnictwo w tej uroczystości pogrzebowej zachęci nas do mądrego życia.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Zachodnim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    DZ poleca

    Wideo