MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Porażka gliwickiego Piasta

Tomasz Kuczyński
Marcin Bojarski tak ambitnie walczył o piłkę, że złamał kość strzałkową prawej nogi
Marcin Bojarski tak ambitnie walczył o piłkę, że złamał kość strzałkową prawej nogi Fot. Arkadiusz Gola
Piast Gliwice - Lech Poznań 1:2

Straciliśmy punkty i Marcina Bojarskiego - kręcił głową trener Piasta Dariusz Fornalak, po sobotnim spotkaniu z liderem ekstraklasy. Gliwiczanie mogli pokusić się o wielką sensację pokonując Lecha, jednak nie wykorzystali kapitalnych sytuacji przy stanie 1:1, a w czwartej minucie doliczonego czasu gry dali sobie strzelić bramkę!

Kiedy Marcin Kikut wpakował piłkę pod poprzeczkę bram-ki Grzegorza Kasprzika, a po kilku chwilach sędzia zakończył mecz, opiekun Kolejorza"Franciszek Smuda spojrzał z ulgą w niebo. - W drugiej połowie mieliśmy horror i to za naszą sprawą - przyznał Franz.

Wszystko zaczęło się jednak zgodnie z planem gości, bo Semir Stilić wyprowadził Lecha na prowadzenie. Piłkę wzdłuż bramki posłał Marcin Kikut. Kasprzik końcami palców odbił ją przed siebie wprost pod nogi Stilicia. - Zabrakło komunikacji, za mną był Jarek Kaszowski, który mógł spokojnie wybić piłkę - ocenił bramkarz beniaminka.

Piast w tym momencie grał w dziesiątkę, bo udzielano medycznej pomocy Bojarskiemu. Ambitny napastnik Piastunek starał się dogonić uciekającą na aut piłkę. Wybiegł poza murawę i poślizgnął się na otaczającej boisko bieżni. Zawodnika zabrała karetka. Okazało się, że Bojar doznał złamania kości strzałkowej. - Najpierw czeka mnie zabieg, a potem sześć tygodni przerwy w grze. Ten sezon mam już z głowy - informuje zasmucony piłkarz Piasta.

Bojarskiego zmienił Jakub Smektała i to właśnie on w 70. minucie doprowadził do szału radości kibiców Piasta. Dostał podanie od świetnie dysponowanego Sebastiana Olszara i pokonał Krzysztofa Kotorowskiego - 1:1! Trzy minuty później Kasprzik mógł mieć asystę, ale Smektała po dalekim wybiciu bramkarza Piasta nie wykorzystał sytuacji sam na sam, strzelając nad poprzeczką. Zawodnik wypożyczony z Jaroty Jarocin i oglądany przez działaczy tego klubu (przyjechali z meczu z Tychów), miał też trzecią okazję! Znów stanął oko w oko z Kotorowskim, jednak strzelił obok słupka! - Powinienem podawać do lepiej ustawionego Lumira Sedlacka, on wtedy strzelałby do pustaka - mówił po meczu Smektała.

Zaskoczony Lech jakoś się pozbierał i goście nawet mieli uniesione ręce w geście radości, ale sędzia uznał, że piłka nie przeszła całym obwodem linii bramkowej po strzale z bliska Andersona Cueto. Bohaterem ostatniej akcji został jednak Kikut. Wykorzystał przytomne podanie Sławomira Peszki i cały zespół Lecha mógł pobiec do swych kibiców dopingujących... zza ogrodzenia stadionu.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni